Totalitaryzm w Biblii. Prawda czy fałsz?

Felieton, Historia, Społeczeństwo

Jakiś czas temu na łamach portalu „Polski Ateista” ukazał się artykuł Alverta Jann pt. „Religijny totalitaryzm w Biblii”. Autor wskazał w nim na podobieństwa pomiędzy systemami totalitarnymi, a systemem teokratycznym, którego zasady przedstawione są w Biblii. Podobieństw dopatrzył się między innymi w głoszonym monoteizmie, czyli wierze w jednego, słusznego Boga, co ma odzwierciedlać zapewne wodzowski charakter znanych nam dotąd totalitaryzmów.

Agnieszka Rusocka-Malinowska:

Jann wspomina też o zastraszaniu wiernych „karami bożymi”, czy ekspansji jedynej słusznej religii na cały świat, czego, jak twierdzi, można dopatrzeć się również w islamskim Koranie. Osobiście uważam powoływanie się na Koran za niebezpieczne, o ile nie znamy języka arabskiego w stopniu umożliwiającym odczytanie jego wersetów ze zrozumieniem. Muzułmanie twierdzą, że tylko język arabski oddaje wiernie istotę ich religii, toteż nie istnieją żadne uznane przez przedstawicieli islamu tłumaczenia tej księgi. Wróćmy jednak do Biblii. Autor słusznie wskazuje na nadużycia, jakich dopuszczają się przedstawiciele religii chrześcijańskich, głównie Kościoła Rzymsko-Katolickiego, powołując się na zapisy biblijne. Artykuł zawiera wiele skądinąd ciekawych spostrzeżeń oraz cytaty z Biblii. Niestety, nie brakuje w nim pewnego pomieszania przekazu biblijnego z praktykami stosowanymi na przestrzeni wieków po dzień dzisiejszy, które wynikają z wybiórczego traktowania biblijnych wskazówek oraz wielu odstępstw od zasad w niej zawartych.

Echa Społeczne - wybór, wolna wola, nadzieja, drogowskaz
źródło: Pixabay

Autor nie zwrócił uwagi na fakt, że cała nauka zawarta w Biblii opiera się na wolnej woli, którą człowiek otrzymał wraz z życiem. Zatem to, co czytamy w Biblii ma nas zachęcić do życia zgodnie z zawartymi w niej wskazaniami, a nie do tego przymuszać:

Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Boga swego, Jahwe, słuchając jego głosu (…)” /Pwt 30: 19, 20/*.

Z tego wniosek, że można wierzyć w Boga, który jak twierdzą chrześcijanie, przemawia do wiernych z Biblii, lub w innych bogów, albo wybrać ateizm. W systemie totalitarnym kult jednostki jest narzucony niezależnie od tego, czy obywatele zamieszkujący terytorium zarządzane przez władzę totalitarną widzą w tej jednostce przypisywaną jej wielkość, czy nie. Nie mogą też odejść od reżimu, gdyż są odizolowani od reszty świata przesadnie strzeżonymi granicami i innymi, stworzonymi „dla dobra narodu” ograniczeniami.

W artykule wiele miejsca zajmują kwestie „kar bożych”, głównie śmierci przez ukamieniowanie. Przede wszystkim, zgodnie z przekazem biblijnym, Bóg nałożył na ludzkość tylko jedną karę. Jest nią naturalna śmierć, wynikająca ze zużycia organizmu. Bóg stworzył pierwszych ludzi do życia wiecznego, śmierć zaś była karą za nieposłuszeństwo:

„A przy tym Jahwe Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: „(…) z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2:16-17)*.

Innych kar nie przewidziano. Historie o mękach w piekle i czyśćcu są „dopowiedziane” przez różne odłamy chrześcijaństwa.

Co do kamieniowania – dziś oczywiście uznajemy takie praktyki za barbarzyńskie i niedopuszczalne. Kara śmierci zniknęła z list dopuszczalnych kar za przestępstwa w wielu krajach, w tym w Polsce, ale należy pamiętać, że Stary Testament, w tym Pięcioksiąg Mojżeszowy, którego cytaty przytacza Autor, powstały w okresie od X do I w. p.n.e. W tamtych czasach kamieniowanie było powszechnie stosowaną karą nie tylko wśród „ludu bożego” ale również innych narodów. Osiągnięciem cywilizacyjnym na miarę tamtych czasów było uprzednie osądzenie oskarżonego, poprzez postawienie przynajmniej dwóch świadków, co nakazuje Biblia:

Nie przyjmie się zeznania jednego świadka przeciwko nikomu, w żadnym przestępstwie i w żadnej zbrodni. Lecz każda zbrodnia popełniona musi być potwierdzona zeznaniem dwu lub trzech świadków.” /Pwt 19: 15/*. Należało również zadbać o to, aby uniknąć fałszywych oskarżeń: „Jeśli sędziowie zbadawszy sprawę dokładnie dowiodą fałszu świadkowi (…) uczyńcie mu, jak on zamierzał uczynić swemu bratu” . /Pwt 19: 18/*.

Czy sprawiedliwy, oficjalny osąd, oczywiście na miarę tamtych czasów, był wówczas tak powszechny, jak by się mogło wydawać? Zdecydowanie nie. Jak podaje Wikipedia:

„(…) ludzie od niepamiętnych czasów popadali w konflikty i próbowali je na różne sposoby rozwiązywać. Najprostszym sposobem były rozwiązania siłowe, jak wojny czy zabójstwa niewygodnych członków społeczności. Z czasem, w miarę rozwoju myśli ludzkiej tego typu rozwiązania zostały zepchnięte na bok, a w ich miejsce pojawiły się próby rozwiązywania konfliktów na drodze pokojowej.”

Echa Społeczne - Mojżesz, dekalog, prawo boże
źródło: Pixabay

Wynika z tego, że w czasach bardzo dawnych likwidowano osoby odstające od ogółu bez sądu. W Biblii taki sposób jest zdecydowanie potępiony i odrzucony. Ponadto w Księdze Jeremiasza (31:31 – 34) mamy zapowiedź zniesienia przedstawionego w Starym Testamencie Prawa Mojżeszowego, na którym skupił się Alvert Jann, poprzez zawarcie przez Boga nowego przymierza z ludem. Nowe zasady, zwane Prawem Chrystusowym, obowiązują od pięćdziesiątej rocznicy śmierci Jezusa, czyli od 83 r. n.e. Tym samym Prawo Mojżeszowe, w skład którego wchodził nakaz kamienowania i uśmiercania zostało anulowane. Dzięki temu obecnie chrześcijanie nie uśmiercają, z sądem czy bez, osób nie przestrzegających ich norm, czy nie składają ofiar ze zwierząt. Stad wniosek, że księgi Starego Testamentu, choć ukazują nam rzeczywistość tamtych czasów, powinny być traktowane jako zbiór zasad a nie sposób na walkę ze złem, czy – jeśli ktoś woli – na realizację Planu Bożego.

Mamy również zarzut karania potomnych za grzechy ojców oraz nagradzania za dobre ich uczynki. Autor zwraca uwagę, że nie jest to zgodne z Deklaracją Praw Człowieka. Pozornie nie da się temu zaprzeczyć ale zgodnie z nauką biblijną, wszystko co spotyka ludzi, zarówno dobrego jak i złego, jest konsekwencją ich uczynków, lub osób trzecich. Jann w swoim materiale pisze, cytując Księgę Wyjścia (Drugą Księgę Mojżeszową) o tym, że Bóg „karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia”. Zaś wiernym będzie okazywać łaskę „aż do tysięcznego pokolenia” (Wj 20: 5-6).

Zastanówmy się jak to działa w świecie, niezależnie czy jesteśmy chrześcijanami, ateistami, czy wyznajemy inną wiarę. Jeśli dana osoba jest zapobiegliwa, ciężko pracuje, postępuje rozsądnie, to będzie jej się powodziło o wiele lepiej, niż lekkodusznemu wiecznemu imprezowiczowi. Co więcej, po człowieku rozsądnym jego potomstwo odziedziczy już jakieś dobra, które dalej, przez kolejne pokolenia mogą być pomnażane. Tak powstawały wielkie fortuny na całym świecie. Czy nie oddaje to słów z Biblii o tym, że Bóg będzie błogosławił takim ludziom do dziesiątego pokolenia? Natomiast lekkoduch, nie dość, że nie zabezpieczy swoich dzieci, to jeszcze z dużym prawdopodobieństwem przekaże im podobną postawę. Stąd mamy w społeczeństwach rodziny z tak zwanym syndromem biedy. Czy potomni osoby rozsądnej i lekkoducha mają tu jakieś zasługi lub winy? Nie, jednak ponoszą konsekwencje czynów i postaw swych przodków. Oczywiście rzecz może się odwrócić i bywa, że osoba pochodząca z biednej, a nawet roszczeniowej wobec państwa rodziny, osiąga sukces albo majętny potomek osoby zapobiegliwej źle korzysta ze spuścizny i wszystko traci, co spotkało chociażby polską szlachtę. Jak widać świat jednak jest tak urządzony, że oprócz odpowiedzialności za własne uczynki, ponosimy także konsekwencje postępowania osób trzecich.

Mamy też bardzo ważny wątek „sojuszu tronu i kościoła”. Bezwzględnie trzeba Alvertowi Jann  przyznać rację, że władza, zarówno dawna, jak współczesna z upodobaniem i powodzeniem korzysta z biblijnej historii o królu Dawidzie, który został przez Boga powołany do władzy nad ludem żydowskim. Władza królewska, która trwała w naszym świecie niemal od zarania cywilizacji do początków XX w. była powszechnie uznawana za pochodzącą od Boga, a król był Jego pomazańcem. Tyle, że nigdzie w Biblii nie ma wzmianki o tym, że królowie i władcy, poza dynastią Dawidytów, której protoplastą był wspomniany Dawid, otrzymali swoją władzę od Boga. Zostało to bezpodstawnie rozszerzone na cały chrześcijański świat. To jeden z przykładów na pomieszanie informacji pochodzących z Biblii z ich praktycznym wykorzystaniem przez różnych ludzi, w tym władców i kapłanów różnych religii, o którym wspomniałam na początku.

Moim zdaniem dopatrywanie się totalitaryzmu z Biblii jest nadużyciem i ogromnym uproszczeniem, ale uważam, że każdy powinien sam wyrobić sobie zdanie na ten temat. Do tego potrzebna jest znajomość jej treści i historii czasów, w jakich powstawała – a powstawała przez szesnaście stuleci.

Podsumowując, nie narzucam nikomu konieczności życia według Biblii, a tym bardziej zmiany poglądów. Skoro jednak Biblia wzbudza tyle emocji, dobrze byłoby umieć podejść do niej obiektywnie. Bez względu na to, czy uznajemy, że księgi biblijne są natchnione, czy nie, przekaz w każdej z nich jest oparty o normy znane jej autorom, którzy nie słyszeli o prawach człowieka, prawach zwierząt czy sprawiedliwości w jej dzisiejszej formie.

 

*W artykule zastosowano cytaty z wydania drugiego poprawionego Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu (Wydawnictwo Pallottinum 1971 r.)

 

Dodaj komentarz