Otwartym tekstem

Kilka dni temu podpalił się człowiek pod Pałacem Kultury. Zostawił manifest, więc przynajmniej wiemy, dlaczego to zrobił. Stał sie męczennikiem części opozycji – były znicze, był marsz i zero refleksji. Początkowo rodzina mówiła o depresji – po chwili się z tego wycofała. Rozumiem ich, bo nikt nie chce, zeby śmierć naszego bliskiego poszła na marne, do tego u nas depresja postrzegana jest kompletnie niesłusznie jako choroba psychiczna, poza tym były nagłówki w gazetach, reakcja ludzi. Oni zostali postawieni pod ścianą. Przez nas.

Anna Grzybowska

Kolejny dramat – kolejne samospalenie, tym razem pod sądem w Rzeszowie. Tym razem było inaczej – człowiek był nieznany, zdążył powiedzieć tyle, ze nie chce mu się żyć. Nie wiemy, dlaczego nie chciało mu się żyć. Może pokłócił się z żoną, wziął kredyt we frankach, stracił pracę, a może tak po prostu ogarnął go tumiwisizm. Nie trywializuję tych śmierci, bo są tak potworne, ze nawet nie umiem sobie ich wyobrazić, ale ostrzegam: produkcja męczenników – bo i tego człowieka część z nas usiłuje pod to miano podciągnąć – skończy się tym, że znajdzie się sporo desperatów, chcących nawet po śmierci zaistnieć i nie zdających sobie sprawy z tego, że skazują się na śmierć w potwornych męczarniach, bo nie ma nic gorszego od spalenia. Część z nich może mieć nadzieję, że ktoś zdąży ich uratować, ale to mrzonki.

Będę brutalna – w Polsce jest bardzo wiele śmierci samobójczych, najczęściej przez powieszenie, ale także przez skoki z wysokości. Naturalnie – najbardziej spektakularnym jest samospalenie na oczach ludzi. To śmierć męczeńska, znana od tysiącleci. Depresja dotyka miliony – podobno co trzeci człowiek ją ma. Niektórzy umierają w ciszy, inni – nieliczni – podejmują desperackie próby ostatniego krzyku.

Każdy z nas może ryzykować własnym życiem, ale ryzykowanie życiem innych to draństwo i łatwizna. Na to nie ma przyzwolenia – można zginąć w walce, można zginąć w obronie kogoś, ale nie w taki sposób, zwłaszcza wtedy, kiedy nic tego nie usprawiedliwia.

To, co dzieje się w Polsce rusza może 10% obywateli, którzy swoje oburzenie manifestują na fejsie i w czasie coraz mniej licznych pochodów. To nie jest warte poświęcenia życia. To nie jest powód do umierania, a każdy, kto to w jakikolwiek sposób gloryfikuje ma krew tych ludzi na rękach. Nie wiemy ilu jeszcze wpadnie na taki pomysł. A my ich do tego namawiamy, czyniąc z nich ikony. Tylko czego? Oporu? Jakiego oporu? Czy ten opór jest wart ludzkiego życia?

Hasło „ja, szary obywatel” jest chwytliwe. Kiedyś był „gorszy sort”. Czy warto pozwalać na umieranie dla hasła? Nikt w tej chwili nie wchodzi nam z drzwiami do mieszkań, nie strzela do nas na ulicach, nie urządza łapanek. Jeśli tak się stanie, pogadamy inaczej, ale póki co oni nas po prostu olewają. Dla tego ich olewania, po to, żeby potrząsnąć jakimś Kaczyńskim warto zabić człowieka? Żartujecie?!

Opanujcie się i zastanówcie się co robicie, bo może się okazać, że dla interesów jakiś lokalnych grupek opozycyjnych zginie kolejny desperat. Nie uwierzę w to, ze człowiek w pełni świadomy aktualnej sytuacji obleje się benzyną i podpali. Raz, że akurat w tym przypadku działa instynkt samozachowawczy, który nakazuje dziecku wyciągnąć rękę z ognia, dwa; bo w naszej rzeczywistości to jest po prostu bez sensu.

Chcecie zabić kolejnego człowieka? Weźmiecie to odium na siebie w imię obrony Polski przed oszalałym Kaczyńskim?

Nie sądzę. I powiem wprost – to jest artykuł 18 KK. A po ludzku – to jest draństwo. I o ile artykuły mogę łamać, o tyle do draństwa nie przyłożę ręki.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.