Między młotem a kowadłem

W każdym konflikcie, czy to zbrojnym czy ideologicznym istnieje ryzyko, że jednostka lub grupa osób znajdzie się pomiędzy walczącymi. Obecnie między swoistym młotem a kowadłem znalazły się służby mundurowe, będące częstokroć obwiniane za wykonywanie swoich obowiązków. Trzeba jednak sobie uświadomić, że to od nas samych – demonstrantów zależy przez jaki pryzmat będzie postrzegana nasza walka.

Dominik Stajnbart:

Tekst zainspirowany publikacją Agnieszki Rusockiej-Malinowskiej: Wybory „Miss Polonia”, czyli OPOZYCJO, OPAMIĘTAJ SIĘ!

Echa Społeczne - Policja
Zmiana podejścia służb mundurowych do demonstrantów? (Fot. Pixabay.com)

Chociaż powyższy artykuł dotyka kwestii jedności w słowie i czynie wśród sił opozycyjnych, nie mogę nie odnieść się do zachowania służb mundurowych, których środowisko z racji uwarunkowań społecznych jest mi do dziś bardzo bliskie.

Nie od dziś wiadomo, że w przypadku społecznych konfliktów, szczególnie w tak podstawowych kwestiach jak łamanie standardów demokratycznego państwa prawa czy praw człowieka. Z jednej strony własne, subiektywne
przekonania, z drugiej zaś rozkazy otrzymane od przełożonych. Ci ostatni, co stało się już polską tradycją, są po niemal każdych wyborach wymieniani na posłusznych nowym panom, a to kryterium dominuje nad kompetencjami kandydatów.

Dlaczego o tym piszę? W ostatnich miesiącach, szczególnie od pamiętnego 16 grudnia zeszłego roku, śmiało można zaobserwować zmianę podejścia służb do demonstrantów, którym jak słusznie zauważa Autorka kończy się
powoli cierpliwość. W relacjach mediów z pamiętnej nocy pod sejmem, byliśmy świadkami adekwatnej odpowiedzi w stosunku do środków stosowanych przez demonstrantów. Tych, którzy stosowali jedynie bierny opór po prostu wynoszono za ręce i nogi, a innym, bardziej krewkim, stosowano chwyty transportowe w celu usunięcia z miejsca manifestacji.

W relacjach z ostatnich wydarzeń, toruńskich, czy też krajowych można odnieść wrażenie, że funkcjonariusze prowadzą specyficzny „strajk włoski”, polegający na sumiennym, choć powolnym wypełnianiu obowiązków. Na miesięcznicy, jak znam naszą polską rzeczywistość, rozkazy były jasne i czytelne. Wszelkimi środkami nie dopuścić do zakłócania „obchodów kultu”. Funkcjonariusze ze swojej roli spisali się wyśmienicie. Mozolnie, cierpliwie za ręce i nogi wyprowadzali zakłócających poza wyznaczony rejon. Jednakże, co zwróciło moją uwagę, jak i niektórych znajomych ze środowiska mundurowych, tolerancja funkcjonariuszy na zachowania manifestujących wzrosła niemal logarytmicznie. Zachowania, które w grudniu skutkowałyby dźwignią transportową lub zakuciem w kajdanki, dziś
powodowały znacznie łagodniejszą reakcję.

Trudno się temu dziwić, gdyż pamiętna grudniowa noc pod polskim parlamentem odcisnęła się piętnem nie tylko na opozycji, zmuszonej do miesięcznej blokady sejmu oraz koczowania na mrozie. Jedynie nieliczni odnotowali, że na pamiętnym posiedzeniu w sali kolumnowej uchwalono coś więcej, niż tylko ustawę budżetową. Kolejnym aktem była represyjna ustawa zwana przez jej autorów dezubekizacyjną, która pod płaszczykiem odebrania nienależnych przywilejów mundurowym emerytom, okrada porządnych obywateli, którzy swoje życie a często i zdrowie poświęcili
służbie III RP. Ubeków ona nie dotknie. Tych zasłużonych w walce z Solidarnością w większości przesiała weryfikacja. Dziś śmieją się oni, na prezesowskich stołkach w prywatnych firmach, z kolegów, którzy
zostali w służbie nowemu panu. Przepisy natomiast dotkną ćwierć miliona funkcjonariuszy (plus dwa razy tyle członków ich rodzin), których nowa władza rozliczyła ze służby, uznając, że wypełniali oni zadania, które
wykonywaliby w każdym innym demokratycznym państwie prawa. Tym ludziom, z których wielu do dziś jeszcze służy, z dniem 1 października zabierze się co najmniej 2000 złotych, równając ich uposażenie do najniższej
krajowej, a w skrajnych przypadkach odbierze całość świadczenia.

Nic więc dziwnego, że wśród ich młodszych kolegów już od czerwca zeszłego roku rodził się niepokój i poczucie krzywdy. Jak kilkukrotnie słyszałem od czynnych, młodych funkcjonariuszy, nikt im nie zagwarantuje, że po następnych wyborach Kaczyński nie wpadnie na pomysł, by prócz służby na rzecz abstrakcyjnego totalitarnego państwa (o tym do kiedy PRL był państwem totalitarnym można napisać co najmniej pracę doktorską) do
katalogu dołączyć służbę na rzecz III RP lub co najmniej premiera Tuska. Brzmi to absurdalnie, jednak działania władzy ostatniego roku pokazują, że w obecnej rzeczywistości nic nie jest niemożliwe.

Dlatego też, prócz apelu Autorki artykułu o jedność opozycji, wygłaszam swój dla wszystkich manifestujących. Będąc na ulicy pamiętajmy, że służby mundurowe są tam dla nas, należy im się zrozumienie i szacunek. Dziś wypełniają jasne rozkazy, starając się wykazywać dużą dozę tolerancji. To jak się zachowają jutro, w godzinie próby zależy od
naszej postawy względem ich pracy. Okażmy szacunek i poparcie, a bez wahania staną po tej właściwej stronie.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.