Dawno, dawno temu, za lasami, za…

Rok temu, sobota, 19 marca 2016r., Aleje Ujazdowskie 1-3… ekskluzywny adres, nawet dla namiotu, materacy i śpiworów rozłożonych na chodnikowych płytach… tego dnia wylądowałam na ulicy i było to doświadczenie, które… nie, nie stało się przełomem w moim życiu, stało się zmianą – myślenia, postrzegania, zdobywania i utrwalania, na dodatek zmianą w ruchu, bo jak sobie to układam, to refleksje z pierwszego, ostatniego i dni następnych są jak Andrzej i ja w jednym miejscu, ale w różnych wymiarach.

Dagmara Chraplewska-Kołcz
Warszawa tamtego lata. (Fot. Piotr Sobieski)
 Prolog

Zacznę od pytania „dlaczego”, chociaż wyjaśnię -„dlaczego nie”… otóż, nie zamieszkałam w namiocie, na ulicy, pijąc tylko zimną wodę mineralną, w marcu dla sławy! A tak stwierdziła koordynatorka KOD A. Solecka na ogólnym zebraniu w Bydgoszczy, kiedy została zapytana czy KOD KJP zamierza akcję wesprzeć. Dodała, co wiem od osób będących na zebraniu, że ja: „nie konsultowałam swojej decyzji(!), jestem we wrogim KOD PP (bo te namioty i akcje pod KPRM były KOD PP) i żadnej pomocy nie będzie”. Przy tych wszystkich ludziach nie miała też oporu zakończyć swój wywód stwierdzeniem: „Pani Kołcz pojechała do Warszawy dla sławy a mąż – idiota (sic!) jeszcze ją tam zawiózł.”

Pozostawię bez komentarza, chociaż… Olu – powoli i bardzo prosto…

1. „Sława” i „głodówka” stanowią swoje przeciwieństwo, chyba że mylisz „sławę” z ewentualnym „rozgłosem medialnym”- taki drobiazg dla niektórych niezrozumiały.

2. Mój mąż nie jest idiotą i nie zmieni tego ani Twoja potrzeba zamanifestiwania zwyczajnego braku kultury czy Twój katalog ocen każdego i wszystkich.

3. Moja znajoma, mądra kobieta (a mądrych w moim otoczeniu szczęśliwie więcej, niż głupich) powiedziała mi, że tylko osoba, która sama nie robi niczego bezinteresownie tylko dla „sławy”, mogła coś takiego powiedzieć! No i by się zgadzało. Uzupełnił tę myśl będący 9 grudnia w Bydgoszczy redaktor Jacek Żakowski, który w kontekście Pawła Kasprzaka, Obywateli RP i „kontrmiesięcznicy” powiedział, że są ludzie, którzy potrafią robić i dawać więcej, niż inni, co nie oznacza, że wszyscy „inni” do czynów heroicznych czy wymagających więcej odwagi są zobowiązani. Oznacza to tylko tyle, że dobrze jest ich wspierać.

I to jest całe sedno – zrobiłam coś innego nie wymagając tego samego od nikogo. Dla mnie -proste: nie dla „sławy”, tak dla celów, które sobie przy tej okazji postawiłam. A one są w części „dlaczego tak”.

Po pierwsze, chcę podkreślić, że nie podjęłam decyzji w „gimnazjalnej szatni” – impulsywnie, dla funu, bo tak, bo chcę schudnąć, bo jestem głupia czy dla wspomnianej wcześniej „sławy”. „Tak” pojawiło się z dwóch powodów:

1. Widząc jak zaczynamy się dzielić, jak ludzie zaangażowani w KOD są wywalani, jak „góra” coraz bardziej się oddala i nie szanuje „dołów”, jak nagle pojawiają się lepsi a „gorsi” wskazywani są z imienia i nazwiska, to pomyślałam, że będę brzęczeć jak mantrę – teraz tylko razem mamy szansę. Na kłótnie i podziały będzie czas kiedy wróci normalność. I dotyczyło to kodu i partii opozycyjnych i wszystkich, którym zależało i ciągle zależy! Okazało się, że mój idealizm i naiwność okazały się nieadekwatne do okoliczności, „ale przynajmniej próbowałam”. Poza tym…

Dagmara Chraplewska-Kołcz i Andrzej Miszk

2. Uważałam, że w takiej chwili nikt nie powinien być sam a ja mogę przestać jeść.

Tak postanowiłam, ale postanowiłam też z córką i mężem, że jak tylko stwierdzę, że nie daję rady – zrezygnuję! Bo miłe Panie i mili Panowie, ja nie pojechałam pod namiot, żeby dać się zabić, ku uciesze, czy raczej obojętności ludzi. Pojechałam, żeby zwrócić uwagę na to, o czym wyżej. Kiedyś w badaniach mi wyszło, że jestem inteligentna +, potrafię wyciągać wnioski zwłaszcza z prostych faktów, dlatego złudzeń co do „Beata drukuj” nie miałam. Natomiast liczyłam na ludzi, konsolidację, wspólnotę celów. Ja tam pojechałam przygotowana – miałam informacje o sytuacji w języku polskim i angielskim, miałam list (wysłałam) do Agaty Dudy, miałam w uszach słowa znajomego profesora UMK, mądrego człowieka, którego szanuję, a który dzień przed wyjazdem powiedział mi, że głodówka, to ostateczność, o której wszyscy mówią, że jeszcze nie teraz a po czasie okaże się, że moment był jednak odpowiedni. I moje „tylko razem możemy wszystko!”
Więc podjęłam decyzję i tyle!

Namiot

Namiot, to:

1. Ludzie, którzy byli z nami dzień i noc. Tworzący pikietę od początku i przyjeżdżający z Polski na chwilę, znani i nieznani, za to poznawani, pilnujący, sprawdzający, organizujący i pomagający uporać się z hejtem, strachem, osłabieniem, zimnem. To Oni są bohaterami i powiem to wyraźnie – to słowo Ich opisuje tak, jak należy! Mam Was w głowie i sercu! Że sentymentalnie?
Who cares…!

2. Andrzej… wypełnialiśmy przestrzeń swoim absolutnym przeciwieństwem i tyle…

Moments

1. Pierwszy poranek i wyraźne stukanie obcasów na chodniku. Nierealne a dla mnie, od wtedy taki zwyczajny odgłos…

2. Ludzie spod licznika kod.
Chodziłam tam codziennie, niektórzy rozmawiali, jednak częściej było chłodno… Teraz na to inaczej patrzę, zresztą też sporo się zmieniło a ja dosyć szybko stwierdziłam, że nie mam i nie będę się z niczego tłumaczyć!

3. Sytuacje.
Rozmowy, chociaż ja częściej słuchałam.
Nauka Inwokacji z córką przez telefon.
Policjanci, którzy co 2 godziny pytali, czy wszystko ok.
Fotoreporterzy, którzy któregoś dnia robili mnóstwo zdjęć. W rozmowie jeden z nich powiedział, że będą jak znalazł w razie, jakby nam się coś stało 😉
Hejt – w sumie tzw. „swoi” wykazywali o wiele większą aktywność i inicjatywę, niż pozostali.
Mam te wpisy, kiedyś opublikuję.
Pytanie – „co się u Ciebie zmieniło?” ja – „spodnie, były fit a teraz są boyfriend’y„.
Serce – powód wszystkich, ważnych decyzji.

Powrót

To nie jest morał, tylko fakt. Zawsze i z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Nie zawsze komfortowe, często trudne, ale jest. Zrezygnować też czasem trzeba i próbować i zmieniać. I jeszcze jedno – wszystko mija, złe rzeczy też.

Dziękuję Wam… wiecie, prawda?
Cholera… I tyle!

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.