Anioły stróże w niebieskim mundurze

Ślubowali służyć wiernie Narodowi i strzec obywateli nawet z narażeniem życia. Niezależnie od warunków wykonują swoje obowiązki. Wystarczy jednak jeden incydent odpowiednio nagłośniony medialnie, by stali się wrogami publicznymi, a ich codzienny wysiłek puszczony w niepamięć.

Dominik Stajnbart:

Choć śmierć człowieka, szczególnie młodego jak Igor Stachowiak jest, zwłaszcza dla rodziny i bliskich, ogromną stratą, terminu „incydent” użyłem świadomie i z premedytacją. Polska Policja codziennie bowiem dokonuje setek zatrzymań, dziesiątków tysięcy kontroli, które nie mają tragicznych finałów. Co więcej, funkcjonariusze w codziennej pracy rzadko popełniają błędy, a na komisariat trafiają ludzie, którzy na taką „atrakcję” sumiennie sobie zapracowali.

Echa Społeczne - samochód policyjny, policja, pojazd
Fot. Pixabay

Co takiego wydarzyło się 15 maja 2016 roku, że rutynowa interwencja funkcjonariuszy zakończyła się śmiercią zatrzymanego? Czy była to suma popełnionych błędów, czy może jeden – tragiczny w skutkach?

Raport z sekcji zwłok Igora Stachowiaka jako przyczynę zgonu mężczyzny podaje zbieg trzech czynników: przyjęcie przez 25 latka wysokich, toksycznych dawek środków odurzających, między innymi amfetaminy, tramadolu i syntetycznych katynonów, które okażą się kluczowe w dalszym przebiegu wypadków. Wywieranie przez funkcjonariuszy silnego ucisku na szyję podczas obezwładniania, oraz kilkukrotne rażenie prądem z paralizatora. Kluczowe w całej sprawie jest to, że wyeliminowanie jednego z nich pozwoliłoby przerwać tragiczny tego dnia łańcuch zdarzeń.

Amfetamina i katynony są stymulantami, środkami pobudzającymi ośrodkowy układ nerwowy. Tramadol jest zaś lekiem o działaniu między innymi przeciwbólowym. Dlaczego jest to w tej sprawie tak bardzo istotne?

Wydarzenia z 11 kwietnia 1986 r. nazwane najtragiczniejszym dniem w historii FBI udowodniły, że nawet naturalny stymulant, jakim jest adrenalina pozwala ludziom przekraczać bariery, przecząc medycynie, fizyce czy innym naukom. Wówczas dwóch lokalnych gangsterów, mimo otrzymania na wstępie śmiertelnych ran (w tym w głowę), przez kilka kolejnych minut prowadziło wymianę ognia  zabijając dwóch agentów FBI.

W przypadku Stachowiaka naturalnie wydzielaną adrenalinę wspomagały końskie dawki amfetaminy i katynonów. Powodowało to u niego wzrost siły fizycznej oraz odporności na ból. Brak tych substancji w krwiobiegu skutkowałby tym, że 25 latek byłby skuty lub obezwładniony jeszcze zanim jeden z funkcjonariuszy, osłaniany przez trzech swoich kolegów, zdecydował się na zastosowanie „gołego” duszenia przedramieniem z podejścia od tyłu i paralizatora.

To standardowy chwyt obezwładniający, znany ze sztuk walki czy kursów samoobrony. Nazwa tej techniki jest tu trochę myląca. Ucisk nie następuje bowiem na krtań, lecz na tętnice szyjne przeciwnika i powoduje utratę przytomności  w mniej niż 15 sekund. (Zainteresowanym polecam szukanie po frazie Hadaka Jime – http://www.neijia.net/neijia/duszenie_29.html).

Mózg na stymulantach jednak nie tak łatwo wyłączyć. Funkcjonariusz stosuje chwyt na chłopaku przeszło dwukrotnie dłużej, a ten nadal próbuje się wyrwać. W szamotaninie najpewniej dochodzi do nacisku na krtań i tchawicę, bowiem już w radiowozie jeden z policjantów sprawdza czy ta pierwsza nie została zmiażdżona. Pewnie cała czwórka pluje sobie teraz w brodę, że wzorem zachodnich kolegów nie wezwała na miejsce lub komisariat lekarza, który oceniłby stan zdrowia zatrzymanego. Tak, niezależny świadek w kontekście dalszych wydarzeń byłby na wagę złota.

Jeśli już jesteśmy przy zachodnich standardach, to we Francji, Angli czy USA interwencja już na tym etapie skończyłaby się dla zatrzymanego dłuższym pobytem w szpitalu. Tam, podobnie jak u nas, bezpieczeństwo fizyczne interweniujących policjantów jest priorytetem. Jeżeli jednak funkcjonariusz zmuszony jest sięgnąć po środki przymusu, stosuje je konsekwentnie z większą bezwzględnością. Ma bowiem świadomość, że jego działania rejestruj, umieszczona na kamizelce kamera, a ewentualna analiza działań nie będzie przebiegać na zasadzie: co by było gdyby…

Na zachodzie policjanci w swojej pracy są do tego stopnia chronieni, że niektóre materiały z zatrzymań mrożą naszym rodakom krew w żyłach. Jak pokazuje przypadek Roberta Dziekańskiego, który zmarł na lotnisku w Kanadzie na skutek użycia paralizatora Taser, postępowanie wobec funkcjonariuszy rozpoczęto analizą okoliczności i zachowania Polaka wobec interweniujących. Dlatego też, co wielu rodaków dziwi i oburza, uznano, że w tamtych okolicznościach działanie funkcjonariuszy było adekwatne do zastanej na miejscu sytuacji. Matkę przeproszono za spowodowanie śmierci syna i w zasadzie zamknięto postępowanie. Dopiero pojawienie się po niemal roku dowodów wskazujących na składanie przez policjantów fałszywych zeznań, spowodowało skazanie za to przestępstwo dwójki z nich (pozostałych uniewinniono). Śmierci Polaka powtórnie nie analizowano.

W naszym kraju, w myśl zasady krycia własnych tyłków, postępuje się dokładnie odwrotnie. Pilnując by poziom szamba nie podniósł się zbyt wysoko i w żadnym wypadku nie sięgnął najwyższych przełożonych z Ministrem Spraw Wewnętrznych włącznie.

Tak było w Białymstoku, gdy policjanci wobec kierowcy niestosującego się do ich poleceń, użyli gazu pieprzowego. Młody Niemiec, na skutek reakcji alergicznej zmarł. Tak jest i w tym przypadku.

Z udostępnionych przez media materiałów, wyrwanych z całościowego kontekstu zapisów wideo i pojedynczych stwierdzeń, wyłania się obraz funkcjonariuszy sadystów. Tylko nieliczni zauważają, że materiały stawiają jeszcze większą liczbę pytań pozostających bez odpowiedzi.

Dlaczego funkcjonariusze, używając paralizatora stosowali się do starej instrukcji (z 2009 r.), dopuszczającej jego użycie w obrębie klatki piersiowej (do jej zmiany skłoniła producenta m.in. sprawa wspomnianego Roberta Dziekańskiego)? Co spowodowało agresywne zachowanie funkcjonariuszy – próba ucieczki zatrzymanego, niespodziewana reakcja przełożonych? Wreszcie to najważniejsze, zakładające że w tym przypadku działano z premedytacją. Dlaczego „ścieżkę zdrowia” przeprowadzono w ogólnodostępnej toalecie, zamiast dokonać tego w jednym z bardziej odizolowanych pomieszczeń na komisariacie (np. pokoju przesłuchań)?

Z wielu rozmów z czynnymi, czy emerytowanymi funkcjonariuszami policji i innych służb mundurowych właśnie to ostatnie zachowanie podważa zasadność narracji kreowanej przez media. Dodatkowo fakt skucia rąk zatrzymanego z przodu sugeruje, że do toalety został on odprowadzony za potrzebą. Dopiero na miejscu wydarzyło się coś, co wywołało taką a nie inną, zarejestrowaną reakcję. Co to było – jest kolejnym pytaniem bez odpowiedzi.

Media jednak, a razem z nimi i spora część społeczeństwa, znalazły już winnych. Sześciu funkcjonariuszy uwiecznionych na zarejestrowanych materiałach. Skazały ich na publiczne potępienie i sukcesywnie wykonują ten wyrok.

Gdy skończy działać prokuratura, a niezawisły sąd wyda (taki lub inny) prawomocny wyrok, odbędzie się to już zapewne w ciszy, bez blasku fleszy, a ewentualne wyroki uniewinniające przejdą bez społecznego echa.

Już teraz, gdy sprawa jest jeszcze medialnie świeża, nasze anioły stróże w niebieskim mundurze w całym kraju wyjeżdżają na swoje patrole, wykonując niewdzięczną pracę do której zostali powołani, a za którą rzadko słyszą „Dziękuję”. Do czasu kolejnej tragedii, w której znów nikt nie pokusi się wyjaśnić od początku do końca „Dlaczego?”.

 

Post Scriptum autora w świetle nowych okoliczności:

Na światło dzienne, wraz z postępem śledztwa, wychodzą kolejne fakty z przeszłości Igora Stachowiaka, które pozwalają spojrzeć na wydarzenia w komendzie z nieco innej perspektywy niż ta prezentowana w mediach. W aktach prokuratorskiego śledztwa z 2013 roku możemy wyczytać, że zatrzymany stawiał opór, szarpał się i wyrywał – także podczas zakładania kajdanek. Co więcej wówczas także miała być użyta wobec niego nadmierna siła fizyczna i paralizator. Pobicie z użyciem paralizatora jest, co prawda, wersją przedstawianą przez samego zatrzymanego. Śledztwo w tamtej sprawie zostało jednak umorzone.

Agresywny charakter, szczególnie pod wpływem stymulantów, potwierdzają także inne fakty z kartoteki młodego człowieka. Dodatkowo funkcjonariusze już w momencie zatrzymania mieli świadomość, iż dokonują tego aktu wobec osoby poszukiwanej i uznanej za niebezpieczną. Dlatego należy wymagać od prokuratury, by szczególnie starannie wyjaśniła okoliczności obu zdarzeń (2016 i 2013), gdyż w świetle faktów prawdopodobnym staje się wątek usiłowania ucieczki lub stawiania oporu, jak również przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy (w obu przypadkach).

 

Od redakcji:

Jeżeli prokuratura potwierdzi te okoliczności, nadal pozostanie fakt, że na jednym z polskich komisariatów zginął człowiek. I nie stało się to na ulicy, czy nawet korytarzu komendy podczas ucieczki czy ataku na funkcjonariuszy ale w toalecie po pełnym spacyfikowaniu, na co wskazują założone kajdanki i pozycje zatrzymanego: kucająca i leżąca (w takich pozycjach widzimy zatrzymanego podczas nagrań z kamery w paralizatorze).

Podsumowując, jeśli jako społeczeństwo uznajemy życie ludzkie za najwyższą wartość, taki finał zawsze oznacza porażkę organów, które w swym założeniu mają chronić obywateli.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.