Leszek Konieczny: Zimny dotyk marzenia [zdjęcia; audio]

Ktoś kiedyś powiedział do mnie, bym uważał o czym marzę, bo się spełni.
Ale jak można żyć bez marzenia?
Być może to zdecydowało. Nie mam pojęcia.

Wiele lat wstecz dotarła do mnie prośba, a może nakaz. Słowa przekazane przez mamę. Decyzja jej rodziców a moich dziadków.

…Nigdy, przenigdy nie szukaj niczego na Ukrainie…

To miało i dotyczyło wszystkich członków rodziny.

Znałem pobieżnie powód, przyczynę. Strach i tragedię sprzed wielu lat. Ból i jego doznanie.

Doświadczenie, którego nikt nie powinien nosić w sobie. To cień zimny jak granitowa skała na mrozie, wysoko w górach. Wspomnienie zwierzęcego strachu o życie. Stachu o rodzinę, dzieci, jedzenie, przyszłość. Uczucia tak podstawowego, że mieści się w każdej komórce ciała. Zostaje na zawsze i zaraża potomków.

Wiedziałem, że muszę. To było silniejsze od zakazu, może strachu.
Setki kilometrów w kołach. Granica.

Zimno na plecach.

Czułem to. Dziwne bo nie mam strachu w sobie. Nie zawracam z drogi. Czasem głupio kończę. Ale tak mam. I teraz to dziwne zimno na plecach.

To śmieszne, pomyślałem kilka razy. Mimo to, obejrzałem się za siebie kilka razy.

Nie przyznałem się. Wiedziałem, że muszę dojechać, odszukać, zobaczyć, może za coś przeprosić.

Nie ma pojęcia. Wiedziałem, że pójdę pieszo jeśli auto zawiedzie. Przez śnieg, step, bezkres chyba nieuprawianych i niesamowicie dalekich pól. Wiedziałem, że muszę, bo marzenie.

Auto nie zawiodło. Przyjaciel dotrzymał słowa, którego nigdy, nawet w sobie, nie podważyłem. Nigdy. Dowiózł.

Stanąłem na ziemi ojców, mamy i tam, gdzie się w części zaczynam.

Zimno na plecach. Jak dwie dłonie które były ciągle ze mną. Tylko kto i po co je tam położył?
Zimno, śnieg, bardzo mało czasu by przejść całą nekropolię. Znaleźć kilka liter pisanych może cyrylicą, może innym alfabetem.

Zimne dwie dłonie na plecach.

Pomniki z moimi literami. Ze znajomo brzmiącymi nazwiskami. To polskie mogiły, jak powiedzieli uczynni mieszkańcy, wskazując gdzie szukać.
Przypadek. Rzut oka w obiektywie. Białe kamienie obok siebie. Daleko w górze.

Zimny dotyk na plecach i jakiś wewnętrzny nakaz, głos. Nie mam pojęcia. Wiem, że tam mam iść. Mam dotrzeć i zobaczyć.

Poszedłem, bo marzenie. Bo coś każe.

Śnieg bardzo głęboki, wspinaczka pod górę, zmrożone krzaki. Cisza.

Głęboki, przemysłowy wykop obok. Cementownia ma swoje prawa.

Białe, mimo śniegu, kamienie z napisami. Piękne rzeźbione. Nie stoją równo. Niektóre ze starości, może bólu pochylone. Może coś gorącego i lepkiego kiedyś je podmyło. Stoją krzywo. Niektóre już leżą i odpoczywają. Czekały?

Tylko dlaczego ja?

Nie czuję zimna na plecach. Już nie poczuję.

Widziałem Wasze oczy. Patrzyłem w nie kiedy rozmawialiśmy. Poczułem dotyk dłoni ojca Andieja, kiedy ze mną wspominał, mówił, tłumaczył.

Wiem, że wrócę. I nie poczuję już zimna na plecach.

Ukraina, zima 2018 r.

Zdjęcia autora:

Echa Społeczne - Zimny dotyk marzenia Echa Społeczne - Zimny dotyk marzenia Echa Społeczne - Zimny dotyk marzenia Echa Społeczne - Zimny dotyk marzenia Echa Społeczne - Zimny dotyk marzenia Echa Społeczne - Zimny dotyk marzenia Echa Społeczne - Zimny dotyk marzenia Echa Społeczne - Zimny dotyk marzenia

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.