Kilka zdań o wolności słowa

Społeczeństwo
Dominik Stajnbart: 

Wolność słowa kontra wolność mediów. Kto ma rację?

Tworzenie polemiki do polemiki byłoby trochę niepokojące, gdyż czytelnicy mogliby uznać, że potrafimy ze sobą rozmawiać jedynie za pośrednictwem mediów. Pozostawię więc dalszą dyskusję tego tematu na inną okazję, a pozwolę sobie jedynie na krótkie ad vocem.

Echa Społeczne - mandat, wybory, głosowanie, KOD
fot. Dominik Stajnbart

Drogi Piotrze. Jesteśmy przecież po imieniu. Nadal uparcie stawiasz znak równości pomiędzy wolnością słowa a wolnością prasy. Choć te dwa terminy głęboko zazębiają się ze sobą nie są one jednak tożsame. Dlatego też nie mogłem i nadal nie mogę zgodzić się z Twoją tezą, że na niedzielnym walnym obroniono wolność słowa.

Art 54, na który się powołujesz znam i choć nie cytowałem go bezpośrednio w swojej wypowiedzi został on uwzględniony. Co więcej przytaczając go pomijasz źródło jego pochodzenia jakim jest art 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Stanowi on doskonały komentarz i wyjaśnienie problemu. Co więcej w całokształcie systemu prawnego to on jest zapisem nadrzędnym. Brzmi on:

„1. Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Niniejszy przepis nie wyklucza prawa Państw do poddania procedurze zezwoleń przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych.

2. Korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w społeczeństwie demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego, integralności terytorialnej lub bezpieczeństwa publicznego ze względu na konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, z uwagi na ochronę zdrowia i moralności, ochronę dobrego imienia i praw innych osób oraz ze względu na zapobieżenie ujawnieniu informacji poufnych lub na zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej.”

Jak widzisz wolność słowa nie jest nieograniczona. Konwencja wymienia szeroki katalog przesłanek umożliwiających w demokratycznym państwie prawa ich ograniczenie. Ponadto wyraźnie wskazuje aktem jakiego rzędu winny te ograniczenia być sankcjonowane.

Chcę też zwrócić Twoją uwagę, że wolność prasy i innych środków społecznego przekazu w konstytucji została zdefiniowana dużo wcześniej bo już w art. 14, który mówi:

„Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.”

By była jasność. Nawet w świetle Konstytucji kim innym jest Piotr Sobieski niż wykonujący swe obowiązki służbowe Redaktor Sobieski.

W dalszej części odpowiedzi cytujesz ustawę o dostępie do informacji publicznej, podkreślając otwarty katalog instytucji a także podnosząc zresztą słuszną tezę, że demokracja jest sprawą publiczną. Niestety nic z tego nie wynika, ponieważ demokracja będzie sprawą publiczną jedynie w przypadku gdy będziemy odnosić się do tego pojęcia w stosunku do ustroju politycznego, a więc poruszać się w ramach teorii państwa.

Patrząc jednak całościowo na kwestię ustawy o dostępie do informacji publicznej nie sposób zadać pytania z czego wynikają wspomniane przepisy. Są one wykonaniem art. 61 Konstytucji, która to, choć uszczegółowienie trybu dostępu pozostawia ustawie to jednak precyzuje intencje jakie przyświecały ustawodawcy. Wspomniany artykuł w punkcie pierwszym brzmi:

„Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.”

Najważniejsza część, na temat której możemy się spierać to:

„… a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa”.

Problem polega na tym, że nie istnieje jego definicja legalna oraz katalog. Hans Peters (ten sam od teorii gier) definiuje zadania publiczne jako te, „których wykonaniem miarodajnie jest zainteresowany ogół”. Co więcej wspomniany wyżej przepis ogranicza dostęp do informacji właśnie do tego zakresu. Na niedzielnym zebraniu stowarzyszenie nie wykonywało zadań władzy publicznej a tym bardziej nie gospodarowało mieniem Skarbu Państwa, co poddaje w wątpliwość możliwość zastosowania przepisów ustawy.

Masz rację, że wyroki sądowe nie stanowią w Polsce prawa, jednak stanowią ważny czynnik wskazujący na interpretację, czy uszczegółowienie przepisów, wszak to sądy są jednymi z instytucji, którym przysługuje prawo zapytań i skarg do trybunału konstytucyjnego.

Zmierzając powoli do końca mojej wypowiedzi odniosę się krótko do wstępu twojej odpowiedzi. Piotrze, jako dziennikarz dobrze znasz pojęcie hiperboli czyli wyolbrzymienia dla spotęgowania ekspresji. Dlatego też niezauważenie jej w moim stosowaniu pojęcia Intymność, uznam za dziennikarską uszczypliwość, która miała mnie skłonić do dalszej dyskusji.

Odniosłeś dobre wrażenie, że w naszej dyskusji mówimy o czymś zupełnie innym. Tak samo jak występujemy z zupełnie innych pozycji. Ty Piotrze jesteś osobą z zewnątrz, ja zaś członkiem organizacji. Naturalne jest, że katalog wartości nadrzędnych będzie się różnił, tak samo jak nasz punkt widzenia. Dla Ciebie najważniejszym będzie pokazanie rzeczywistości takiej jaką jest, dla mnie jednolitego przekazu, który nie dostarczy łamiącej demokratyczne standardy władzy argumentów umożliwiających osłabienie pozycji KOD. W walce z przeciwnikiem liczy się skuteczność, a ujawnianie słabości może być jedną z przyczyn porażki. Stać nas dzisiaj na to, by upadł ostatni bastion oporu przed dyktaturą? Niech każdy czytelnik odpowie sobie sam na to pytanie.

Na zakończenie czymś Cię zaskoczę. Piszesz, że obaj nie jesteśmy prawnikami i podpierasz się wykładem profesor Łętowskiej, na którym wiesz, że nie byłem. Nie wiesz natomiast o okolicznościach, w których powstawała moja polemika.

Pisanie artykułu nie różni się wiele od tworzenia programu. Znasz język, napiszesz wszystko, tylko bez odpowiedniej literatury i wsparcia merytorycznego nie obroni się to w starciu z rzeczywistością. Pisząc polemikę jedną z pozycji literatury, po którą sięgnąłem był dobrze mi znany „Zbieg norm w prawie cywilnym” profesor Ewy Łętowskiej, a i konsultacji merytorycznej z aktywnymi prawnikami w trakcie prac nie zabrakło. Być może właśnie dlatego została ona napisana tak ciężkim językiem. Dzisiejsze Ad Vocem, choć konsultowane jeszcze szerzej, w kontekście luk i braków w rozumowaniu, powinno być już bardziej zrozumiałe dla czytelników.

Walne jednak nie miało racji, szczególnie, że stanowiło ono (uśrednioną) 1/16 suwerena. Uciekł ci bowiem najważniejszy fakt, że region jest tylko częścią całości, i podobnie jak władza samorządowa nie jest on najwyższą władzą w stowarzyszeniu. Co więcej uzależniony jest od aktów wyższego rzędu jakimi są uchwały krajowych władz z Walnym Zebraniem włącznie.

Gdyby suweren miał zawsze rację, nie byłoby progów wyborczych i minimalnych frekwencji sankcjonujących referenda. Wnioskodawczyni także nie przegrała. Rozpoczęła bowiem tę naszą dyskusję, która niezależnie od tego po czyjej stronie zostanie racja, zwiększy świadomość Obywateli.

Dodaj komentarz