Piotr Sobieski: Wolne krowy. Być krowy czy mieć człowieka

Zastanawiające, skąd bierze się aż tak wielki opór strony rządowej, która za wszelką cenę chce przejąć krowy z Deszczna, nazywane też wolnymi krowami, odebrać im życie i zutylizować. Co stoi na przeszkodzie, aby przebadać zwierzęta i zostawić w spokoju stado, ewentualnie kontrolować okresowo kondycję zwierząt. Jest miejsce, gdzie mogą dożyć końca swoich dni, a aktywiści deklarują pomoc przy ich zaopatrzeniu. Wydaje się aż niemożliwe, że Powiatową Lekarz Weterynarii z Gorzowa Wielkopolskiego, czy Ministrem Rolnoctwa Ardanowskim, kieruje nieokiełznana żądza mordu. A skoro nie, to o co chodzi?

A jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi pewnie o pieniądze.

Czy ktoś, a jeśli, to kto, wyczuł tu niezły zarobek? Wystarczy tylko przejąć stado? Czy na drodze do zyskownej „produkcji” mięsa stoją uparci obrońcy wolnych krów, a teraz również opinia społeczna?
 
Musi coś tu być na rzeczy, skoro rolnikowi z Czarnocina, który deklarował przyjęcie i dożywotnią (do naturalnej śmierci) hodowlę wolnych krów, zagrożono, że jak wpuści do siebie stado, bez ważnych badań, to straci możliwość handlowania własnymi krowami. Witold Bieschke, rolnik o którym mowa, chcąc nie chcąc, musiał wycofać się z deklaracji udostępnienia swoich łąk w Czarnocinie już w okresie kwarantanny. Nadal jednak chce mieć je u siebie, w gospodarstwie ekologicznym, na terenach Natura 2000, ale po ważnym badaniu. Za to Ardanowski stwierdził, że „ten pan” się wycofał… Dlaczego kłamie?
 
Powiatowa Lekarz Weterynarii nie anulowała decyzji o likwidacji stada i uparcie przypomina, że jej decyzja wciąż obowiązuje. Dlaczego utrzymuje taki stan prawny, mimo tego, że Ardanowski w końcu się zgodził na zachowanie zdrowych zwierząt a utylizacji jedynie chorych jednostek? Co wobec tego planuje Powiatowa Lekarz Weterynarii i czy tylko ona? Skąd to opóźnienie badań zwerząt?  Dlaczego  mają się odbyć poza kontrolą społeczną?
 
Czy ci państwo patrzą na wolne krowy, jak na kilkadziesiąt ton wołowiny (i cielęciny) po 12 zł za kilogram? Przecież to czysty zysk! Żadnych nakładów finansowych, infrastruktury hodowlanej, czy choćby najzwyklejszej obory. Bez pracy. Wystarczy tylko przejąć (ukraść?) stado, przebadać gdzieś w zaciszu, chore „sztuki” zutylizować, a zdrowe przetransportować do rzeźni? A jeśli liczba chory zostanie zawyżona? Chore do utylizacji, uznane za chore do rzeźni i ze trzy do Czarnocina
 
Są to tylko pytania, które nasunęły mi się po kilku dniach śledzenia tego, co dzieje się wokół krów, które dumnie uważamy za wolne? Sprawa niewątpliwie ma, nie tylko charakter etyczny i społeczny, ale także polityczny, a, być może, przede wszystkim, ekonomiczny. Na jej końcu będziemy wiedzieć, kto nami rządzi i ile jesteśmy warci? 
 
„Być czy mieć?” – to pytanie przede wszystkim o nas.
Piotr Sobieski

Leave a Comment