Unia łapie wiatr w żagle

Panie Prezesie, jest tak: z Unii nikt nas nie wyrzuci. Również żaden powołany przez Pana rząd Polexitu nie zarządzi, bo „piarowo” byłoby to dla Pana formacji zabójcze. Natomiast w Europie, jesteśmy osamotnieni już teraz, i to nie „w pewnych sprawach”, a w sprawach dla polskiej państwowości fundamentalnych. Podeptał Pan najcenniejszy dar, jaki otrzymaliśmy od najnowszej historii – wrastania w europejską wspólnotę, fundament polskiej racji stanu. Cóż pozostaje obywatelom świadomym spustoszenia, jakie pozostawia za sobą ciągnięty przez Pana walec? Protestować wbrew obelgom i wzrastającemu zagrożeniu. Dawać świadectwo, że wciąż istnieje inna Polska, różna od tej, której twarzą jest Pan. Nieustannie wznosić okrzyk: „Europo, poczekaj, wrócimy!”.

Bogusław Stanisławski:

Bo jak nie teraz, to kiedy?

„Musimy dokończyć to dzieło teraz, kiedy słońce świeci. Bo kiedy znów pojawią się na horyzoncie chmury – a zapewne się pojawią – będzie już za późno” – konkluduje w tegorocznym Orędziu o Stanie Unii Jean-Claude Juncker. Warto tu też dodać wieszcze słowa Ojca Założyciela – Roberta Schumana – sprzed 67 lat: „Europa nie powstanie od razu ani według ustalonego planu: będzie powstawała poprzez konkretne realizacje, tworząc najpierw rzeczywistą solidarność”. A ponad 30 lat później podsumowanie minionego czasu przez Helmuta Kohla i Jacques Delors: „Europa szła do przodu wtedy tylko, kiedy wykazywała odwagę”.

Echa Społeczne - Jean-Claude Juncker
Jean-Claude Juncker podczas Orędzia wygłaszanego przed Parlamentem Europejskim; Strasbourg, 13 wrz. 2017 r.; © European Union 2017 – Source : EP

Coroczne Orędzia, wygłaszane jesienią przed Parlamentem Europejskim, nie są tylko tradycją. Do ich wygłoszenia zobowiązuje Przewodniczącego Komisji Europejskiej Traktat Lizboński. W latach narastających kryzysów nie były optymistyczne: recesja, wzrastające bezrobocie, kłopoty z Grecją i euro, wreszcie na niespotykaną dotąd skalę kryzys uchodźczy i odradzające się narodowe egoizmy budziły lęki, obniżały wiarę w skuteczność Unii, poddając nawet w wątpliwość jej sens. Równocześnie rodziło się pytanie: jeśli nie Unia, to co? Czyżby powrót do toksycznych nacjonalizmów, do zamykania się w plemiennych wspólnotach, do zgubnych rywalizacji, a – być może – wrogości we wspólnym obszarze kulturowym w dobie globalizacji i wzrastających światowych potęg? Na to zgody europejskiego „demos” nie było! Trzeba było wyciągnąć wnioski z przyczyn kryzysów, trzeba było zarysować nową wizję „skoku do przodu”: bo jak nie wstecz – to tylko naprzód, innych możliwości nie ma. Ubiegłoroczne Orędzie dawało przedsmak tej wizji pod hasłem: „Europa chroni, wspiera i broni”. Miniony rok przyniósł nowe bodźce: wyborcze  porażki „nacjonalistycznego wzmożenia” ugrupowań Geerta Wildersa w Holandii i Norberta Hofera w Austrii, doświadczenia wypływające z „Brexitu”, sukces wyborczy Emmanuela Macron pod unijnymi hasłami. Jest sprzyjająca koniunktura gospodarcza. W marcu pojawiła się „Biała księga” inicjująca debatę nad przyszłością Unii w oparciu o pięć zaproponowanych wariantów: unijni komisarze odwiedzili dziesiątki europejskich miast, odbyło się setki spotkań i konsultacji w narodowych parlamentach, w środowiskach akademickich, biznesowych, organizacji pozarządowych. W klimacie nadziei narastało oczekiwanie na mocny głos, „co dalej”.

W takiej atmosferze Jean-Claude Juncker wygłaszał tegoroczne Orędzie. Śmiałe. Podsumowujące dokonania – znaczny wzrost europejskiego PKB, spadek bezrobocia – 8 milionów nowych miejsc pracy, wzrost inwestycji, znów pełna zdolność banków do kredytowania przedsiębiorców. Zarysowujące wizję Europy bardziej zjednoczonej, silniejszej, bardziej demokratycznej – wizję w perspektywie roku 2025, ale też prezentującą założenia konkretnych pomysłów do zrealizowania przed upływem obecnej kadencji: linia demarkacyjna – to opuszczenie Unii przez Wielką Brytanię, w marcu 2019, a wkrótce po tym, w maju, europejskie wybory parlamentarne.

Wydaje mi się niemożliwe – chyba również niecelowe – streszczanie przemówienia, którego wygłoszenie zajęło ponad godzinę i które stanowi ciąg głębokich refleksji (wynikających min. z przeprowadzonej europejskiej debaty) i wynikających z nich dziesiątek konkretnych propozycji. Pragnę więc podzielić się tym, co w sposób szczególny przyciągnęło moją uwagę; tym, co – wydaje mi się – wskazuje już wyraźnie kierunek, w którym pójdzie Unia po swoim kolejnym, pokryzysowym otwarciu. Dlatego też pomijam pięć (bardzo ciekawych) priorytetów zarysowanych na najbliższe kilkanaście miesięcy kończących kadencję unijnych władz. Koncentruję się na wizji Europy „bardziej zjednoczonej, silniejszej i bardziej demokratycznej” w perspektywie kolejnych siedmiu lat.

Będzie to Europa bardziej świadoma swojej tożsamości, sensu swojego istnienia. Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć wręcz wzruszające słowa Junckera, pod którymi – znów mi się tak wydaje – dzisiaj podpisuje się większość wiodących unijnych polityków:

„… Love for Europe because Europe and the European Union have achieved something unique in this fraying world: peace within and outside of Europe. Prosperity for many if not yet for all…” („… Europę trzeba kochać, gdyż Europa i Unia Europejska osiągnęły coś wyjątkowego w tym nękanym świecie: pokój w Europie i poza nią. Dobrobyt dla wielu, jeśli jeszcze nie dla wszystkich…” – tłum. redakcji)

Będzie to Europa pogłębionych wartości, które stanowić będą drogowskaz (compass) w każdym podejmowanym kolejnym działaniu unijnej wspólnoty, w utrwalaniu wzajemnych relacji, w poszukiwaniach kompromisu w przypadku pojawiających się różnic. Jako najbardziej fundamentalne – wyjęte z Karty Praw Podstawowych – w Orędziu wymienione zostały trzy: wolność – „…od ucisku i dyktatury…”, „…którą zbyt często postrzegamy jako oczywistość…”, „…na której Unia została zbudowana…”, „…która nie spadła nam z nieba…”, „…której wciąż trzeba bronić…”; równość – „…wszystkich członków Wspólnoty od Wschodu do Zachodu, od Północy do Południa…”: nie może być obywateli drugiej klasy, pracowników drugiej klasy (równa płaca za tę samą pracę w tym samym miejscu), konsumentów drugiej klasy (ta sama jakość produktów we wszystkich krajach Unii); rządy prawa – „…w Europie siła prawa wyparła prawo silniejszego”, „…prawo i sprawiedliwość egzekwowane jest przez niezależne sądy…”, „…orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości są ostateczne i muszą być powszechnie respektowane…”, „…rządy prawa w UE nie są kwestią wyboru – są jej fundamentem…”, „…nasza Unia jest wspólnotą prawa…”

Według wizji Junckera Europa bliskiej już przyszłości wina być bardziej zjednoczona: nie poprzez zmiany Traktatów, a poprzez reformy Instytucji. Poprzez umocnienie zasady kompromisu w przezwyciężaniu różnic z rezultatem „win – win”, bo bez kompromisu niewyobrażalne jest umacnianie demokracji. Poprzez przeciwstawianie się wykluczeniom, zmianie opcji na włączającą: dotyczyć to winno tak strefy Schengen, jak strefy euro, Europejskiego Filaru Praw Socjalnych (ustalenie Europejskich Standardów Socjalnych), czy nawet perspektyw dalszego rozszerzania Unii w przyszłych kadencjach. W odniesieniu do strefy euro – to jakby spojrzenie na problem odwracając lornetkę: nie zamykanie się „w klubie”, a objęcie „klubem” wszystkich państw członkowskich; ustalenie euro jednolitą walutą unijnej wspólnoty poprzedzone powołaniem Instrumentu Euroakcesyjnego, który służyłby wszelką pomocą włącznie ze wsparciem finansowym; nie tworzenie odrębnego budżetu, a wzmacnianie budżetu ogólnounijnego w oparciu o euro; nie powoływanie odrębnego parlamentu, a wzmacnianie „eurolobby” w Parlamencie Europejskim.

Orędzie kreśli Europę silniejszą i bardziej efektywną poprzez wzmocnienie jednolitego rynku, włączenie się wszystkich państw członkowskich do Unii Bankowej, zaangażowanie w tworzenie Unii Monetarnej: nad koordynacją instrumentów  finansowych winien czuwać unijny minister gospodarki i finansów – komisarz umocowany analogicznie do Wysokiego Przedstawiciela Unii ds. Zagranicznych, w funkcji wiceprzewodniczącego Komisji, odpowiedzialny bezpośrednio przed Parlamentem Europejskim. Zdaniem Junckera, znaczne zwiększenie efektywności w funkcjonowaniu Unii jako „globalnego aktora” przyniosłaby rezygnacja z jednomyślności na rzecz większości kwalifikowanej w podejmowaniu węzłowych decyzji dotyczących wspólnej gospodarki i spraw zagranicznych. Efektywność Unii – to również w znacznej mierze koncentrowanie się na zagadnieniach strategicznych, wymagających wspólnego wysiłku i wspólnej troski: Unia nie powinna „regulować wszystkiego” – w spawach tego nie wymagających winna przekazać kompetencje państwom członkowskim, bądź przesunąć je na poziom regionalny i lokalny. Pracuje już nad tym powołany Zespół ds. Pomocniczości i Proporcjonalności (Task Force).

Europa silna – to Europa bardziej bezpieczna: to dokonanie kolejnego kroku w walce z terroryzmem – powołanie Europejskiej Agencji Wywiadowczej dla sprawnego przekazywania danych, Europejskiego Prokuratora Publicznego dla tropienia transgranicznych zbrodni terrorystycznych. To wyjście naprzeciw oczekiwaniom NATO i wzmocnienie zdolności obronnych zewnętrznych granic Unii, czemu może służyć powołanie Europejskiej Unii Obronnej – platformy stałej współpracy strukturalnej – i towarzyszącego jej Funduszu.

Kolejnym wyzwaniem, jakie definiuje Orędzie – to Europa bardziej demokratyczna, spełnienie oczekiwań europejskiego „demos”. W swojej wizji Juncker wychodzi temu naprzeciw proponując nowe spojrzenie na proces wyborczy: większą aktywność europejskich partii politycznych, w tym organizowanie konwencji wyborczych na terenie państw członkowskich, zmianę zasad finansowania europejskich partii tak, żeby ograniczyć wspieranie marginalnych struktur antyeuropejskich ekstremistów, transgraniczne listy wyborcze. Daleko idąca jest propozycja połączenia funkcji przewodniczących Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej z prowadzeniem szerokiej kampanii wyborczej na terenie państw członkowskich, co symbolizowałoby charakter Unii jako Wspólnoty Państw i Obywateli. Unia bardziej demokratyczna – to także Unia bardziej świadoma swojej wspólnej historii.

To, oczywiście, tylko głęboko przemyślana, oparta na debacie nad Białą Księgą, wizja; propozycje, które znajdą w większym lub mniejszym stopniu swoje odzwierciedlenie w doniosłej wagi decyzjach podjętych na kolejnym unijnym szczycie w marcu 2019, pakiecie, który zawierać będzie odpowiedź na wciąż palące pytanie: dokąd zmierzać będziesz, Europo, w ciągu najbliższych co najmniej siedmiu lat. Dynamika życia politycznego jest tak intensywna, że treść tej odpowiedzi wciąż stanowi znak zapytania, wydaje się jednak, że od zarysowującego się od roku kierunku nie ma odwrotu, a wygłoszone przed kilku dniami Orędzie zdaje się to potwierdzać. Warto jeszcze tylko dodać, czym Jean-Claude Juncker kończy zarysowaną „mapę drogową” do europejskiego „nowego otwarcia”: życzeniem, aby europejski „demos”  mógł uczestniczyć w  europejskich wyborach parlamentarnych w maju 2019 z głębokim przekonaniem, że „jego” Unia spełnia pokładane w niej nadzieje i oczekiwania.

Gdzie w tym wszystkim jest Polska?

W Orędziu, w różnych kontekstach, padały nazwy różnych państw – Polski wśród nich nie było, choć w wiele fragmentów wyraźnie się wpisywała. Elegancko. Dyplomatycznie. Mniej dyplomatyczne były liczne głosy w trzygodzinnej debacie parlamentarnej na temat wygłoszonego przemówienia. Przedstawiciele najliczniejszych grup parlamentarnych – chadecy (EPP), socjaliści (S&D), liberałowie (ALDE) gratulowali, dziękowali za inspiracje, które ułatwią proces podejmowania finalnych decyzji „co dalej”. W tej debacie Polski już nie oszczędzano wyraźnie kojarząc kontekst z adresatem. W trosce o Unię wzywano rząd polski, którego polityka drastycznie odstaje od trendu ukierunkowanego na proponowane reformy i „nowe otwarcie”, do zmiany kursu – ponownego dołączenia do Europy i uznania europejskich wartości. Ale znaleźli się również obrońcy polskich narodowych aspiracji. To, że znajdą się w grupie „konserwatystów i reformatorów” (ECR), do której należą parlamentarzyści PiS, było dość oczywiste. Niestety, nie zaskakuje również, że krytykami dalszego jednoczenia się Europy pod sztandarem wartości byli członkowie marginalnych ugrupowań skrajnych, jaskrawo eurosceptycznych, tak „z lewej” jak „z prawej” – zjednoczona lewica (GUE), narodowcy z EFDD i „lepenowskiej” ENF; płomienną mowę w obronie polityki Polski i Węgier wygłosił „motorniczy” Brexitu, Nigel Farage.

Przychodzą na myśl pamiętne słowa Jarosława Kaczyńskiego, które zaskoczyły nawet zarzekających się, że niczym ich już nie zaskoczy: „…jeżeli w pewnych sprawach pozostaniemy w Europie osamotnieni – to pozostaniemy: i będziemy wyspą wolności i tolerancji…”. No więc, Panie Prezesie, jest tak: z Unii nikt nas nie wyrzuci, bo żaden unijny traktat takiego mechanizmu nie przewiduje. Również żaden powołany przez Pana rząd Polexitu nie zarządzi, bo „piarowo” byłoby to dla Pana formacji, w Polsce, zabójcze: zapewnia nas o tym, już z góry, Pani Premier. Natomiast, wobec Pana totalnego „non possumus”, wobec demonstracyjnej odmowy jakiegokolwiek kompromisu, wobec zerowej zdolności koalicyjnej z kimkolwiek w Europie, jesteśmy osamotnieni już teraz, i to nie „w pewnych sprawach”, a w sprawach dla polskiej państwowości fundamentalnych. To niesłychane: w imię własnych obsesji, obłędnej wizji narodowego państwa i dawno przebrzmiałego pojęcia suwerenności, podeptał Pan najcenniejszy dar, jaki otrzymaliśmy od najnowszej historii – wrastania w europejską wspólnotę, fundament polskiej racji stanu. Cóż pozostaje nam, obywatelom świadomym spustoszenia, jakie pozostawia za sobą ciągnięty przez Pana walec? Protestować – uparcie, konsekwentnie, wbrew obelgom i wzrastającemu zagrożeniu. Dawać świadectwo, że wciąż istnieje inna Polska, wewnętrznie silna i zdeterminowana, różna od tej, której twarzą jest Pan. Nieustannie wznosić okrzyk, który byłby słyszany na świecie, w europejskich stolicach, w Brukseli i Strasburgu: „Europo, poczekaj, wrócimy!”.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.