O mutlikulti słów kilka

Dominik Stajnbart:

Multikulturowość podnoszona w debacie na temat przyczyn terroryzmu nie jest problemem. Problemem jest brak poszanowania odmienności kulturowej jednostki w połączeniu z próbami izolacji lub asymilacji za wszelką cenę, a także nieroztropna polityka migracyjna poszczególnych krajów Europy, w której zabrakło zasady „ufaj i kontroluj”.

Echa Społeczne - Executed

Europa doczekała się dalszego ciągu serii zamachów terrorystycznych. Wczoraj wieczorem szaleniec prowadzący nicejskimi ulicami rozpędzoną ciężarówkę zabił co najmniej 84 osoby a ponad setkę ranił. Przeszło połowa rannych znajduje się w stanie krytycznym, stąd całkowity bilans pozostaje otwarty. Francja w szoku, prezydent Hollande zapowiada przedłużenie stanu wyjątkowego, a polski Minister Spraw Wewnętrznych Mariusz Błaszczak bezbłędnie diagnozuje źródło problemu w polityce multikulti i poprawności politycznej.

Takich herezji ze strony przedstawiciela najwyższych władz państwowych nie pamiętam jak żyję. Już rewelacje, o talibach w Klewkach, głoszone przez Andrzeja Leppera z mównicy sejmowej, choć brzmiały surrealistycznie, wydawały się mieć większe oparcie w politycznej rzeczywistości ówczesnego świata. Mówiąc o multikulturowości w kontekście Francji towarzysz Błaszczak wydaje się wykazywać skrajny poziom ignorancji tematu, bo o manipulowanie opinią publiczną go przecież, jako Prawego i Sprawiedliwego nie posądzam.

Modelowym przykładem polityki multikulti jest Kanada, gdzie poszczególne grupy etniczne uzyskują od władzy pomoc finansową, merytoryczną a także prawną zarówno od władz federalnych jak i prowincjonalnych. Do prywatnych szkół uczących w innych językach niż oficjalne, mogą być skierowane osoby wywodzące się z danego kraju i działa to na zasadzie refundacji szkolnictwa publicznego. Jest nawet osobny urząd ministra ds. wielokulturowości. Czy w tym kraju wybuchają bomby lub rozjeżdża się masowo niewinnych ludzi ciężarówkami?

Francji daleko do polityki wielokulturowości. Kraj ten gdy rozpadało się jego imperium kolonialne z musu przyjmował emigrantów z czarnego lądu czy Indochin, upychając ich w getta bez zapewnienia jakiegokolwiek wsparcia socjalnego, o merytorycznym już nie wspominając. Do tego dochodziło skrajnie postrzegane pojęcie świeckości państwa zakazujące jakiegokolwiek praktykowania religii w sferze publicznej. Przecież w przypadku wielu kultur zarówno arabskich jak i nawet polskiej religia jest jednym z czynników spajających lokalnie niejednorodne społeczeństwo. Nie ma się co dziwić, że rosła frustracja tych grup społecznych, a wykluczenie społeczne pchnęło kolejne pokolenia w ręce skrajnych ideologii. Przy takim obrazie społeczeństwa francuskiego słowa Nicolasa Sarkozy’ego o tym, że Francuzi za bardzo koncentrowali się na tożsamości osoby, która do nich przyjeżdżała, zamiast na tożsamości kraju, który udzielał jej gościny, wygłoszone w 2011 r. i tak chętnie cytowane przez naszych narodowych socjalistów, wydają się śmieszne i cyniczne.

Z jednym jednak nie sposób się nie zgodzić, że poprawność polityczna wobec obcokrajowców przyczyniła się pośrednio do stanu jaki obserwujemy dziś. Zabraniała ona przez lata, w obawie oskarżeń o rasizm, na odpowiednią penetrację skupisk emigranckich w Europie (w tym wspomnianych gett) przez odpowiednie służby państwowe. Nie monitorowano odpowiednio środowisk ekstremistycznych, jak i nie przyglądano się zbyt dokładnie przeszłości nowo przybyłych. Doprowadziło to sytuacji, w której w otwartej Europie ze swobodnym przepływem osób pojawił się element, nad którego zachowaniem i przemieszczaniem nie mamy kontroli. Skalę problemu ujawniło już w 2011 roku śledztwo dotyczące poczynań Andersa Behringa Breivika, który krążąc niekrępowany po Europie (w tym Polsce) nabywał komponenty do produkcji ANFO w ilościach nie wzbudzających zainteresowania lokalnych władz. Brak międzynarodowej wymiany informacji powodował, że nie interesowano się dużą liczbą dostaw małych ilości, będących w rzeczywistości jedną wielką dostawą z różnych źródeł.

Trudno się więc dziwić, że terroryści, którzy jak śmiem odważnie przypuszczać od lat sondowali kanały przerzutowe nielegalnych towarów, jak i procedury służb poszczególnych państw na ich trasie. Przecież sposób przerzutu kilku kilogramów azjatyckiej heroiny doskonale sprawdzi się dla azotanu amonu czy trotylu, a patent na przemycenie tajskich prostytutek, na dostarczenie do Europy instruktorów dla przyszłych terrorystów. Nic tylko czekać, jak jakiś niepełnosprawny mieszkaniec naszego kontynentu (ostatnio terroryści byli przecież obywatelami UE) zdetonuje na szczycie wieży Eiffela lub innym spektakularnym miejscu plecak wypełniony trotylem z niewielką domieszką cezu czy radu w postaci proszku, który uczyni Paryż, lub inną europejską stolicę, kolejną czarnobylską zoną.

Z tą poprawnością polityczną trzeba zerwać jak najszybciej. Jak wspomniał dziś Dmitrij Miedwiediew – Terroryści rozumieją tylko siłę i trzeba ją wykorzystywać. Dziś Europa powinna jak najszybciej uchwalić kodeks wojenny walki z terroryzmem, który zawierałby procedury szybkiego, sprawnego i przede wszystkim nieuchronnego karania terrorystów i osób z nimi współpracujących, niezależnie od ich narodowości, przez międzynarodowy trybunał karny (czy inny specjalnie powołany do tego celu organ). O przywróceniu specjalnie na tą okazję kary śmierci dyskutować nie będę, gdyż sama stanowczość służb policyjnych, reagujących na przejawy terroru w postaci wyeliminowania zagrożenia za wszelką cenę spełni swoje zadanie.

Multikulturowość podnoszona w debacie na temat przyczyn terroryzmu nie jest problemem. Problemem jest brak poszanowania odmienności kulturowej jednostki w połączeniu z próbami izolacji lub asymilacji za wszelką cenę, a także nieroztropna polityka migracyjna poszczególnych krajów Europy, w której zabrakło zasady „ufaj i kontroluj”. Na zakończenie wspomnę tylko, że również i Polska borykała się z tym problemem przyjmując w połowie lat 90’tych, jak leci uchodźców podczas I wojny czeczeńskiej. Doprowadziło to do wykształcenia się w naszym kraju silnego elementu przestępczego opartego na osobach tej narodowości, z którym z trudem radziły sobie nasze organy ścigania. Wyciągnęliśmy jednak z tego wnioski i w drugiej odsłonie tego konfliktu na przełomie stulecia problem był marginalny.

2 Thoughts to “O mutlikulti słów kilka”

  1. Ela

    Multi-kulti,Tak.Problem jest w tym,ze ludnosc emigrujaca Do Europy,To w wiekszosci,zle wyksztalceni ludzie(mysle tu o turkach,tunezyjczykach,ludzi z krajow afrykanskich.Wiekszosc z nich,nie uczy sie jezyka,nie pracuje bo nie chca.Tworza tzw.Getta.Tylko Maly %tych ludzi korzysta z mozliwosci,ktore dostaja.Korzystaja z udogodnien socjalnych panstwo w ktorym zyja,Ale nie sa z nim zwiazani.Tak naprawde nic ich nie interesuje.Ci,ktorzy wykorzystuja Däne im mozliwosci,ucza, sie,studiuja,naprawde wzbogacaja kraj ,panstwo w ktorych zyja

    1. Droga Pani Elu!
      Z jakiego źródła Pani czerpała informacje o strukturze społecznej obecnych imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Szczerze powiedziawszy przygotowując ten konkretny artykuł szukałem takowych danych naukowych (weryfikowalnych oczywiście) i poza jednym jedynym anglojęzycznym portalem nie znalazłem takowych. Nie dziwi mnie to, ze względu na brak możliwości weryfikacji imigrantów, którzy jak wielokrotnie pokazywały media zwiększają swoje szanse na azyl niszcząc lub ukrywając prawdziwe dokumenty.

      Wspomniany portal zaś zawierał artykuł, którego konkluzją było to, że owszem kultura i warunki panujące przez lata w krajach z których oni pochodzą warunkują fakt, że większość nie posiada wyższego wykształcenia, jednak posiada fach i umiejętności deficytowe w obecnej Europie. Czemu więc tak wielu z nich ma problem ze znalezieniem zatrudnienia?

      Tu, jak słusznie Pani zauważa, w grę może wchodzić bariera językowa. W Polsce każdy imigrant trafiający do ośrodka adaptacyjnego, w trakcie rozpatrywania wniosku azylowego, przechodzi obowiązkowe szkolenie językowe, które trwa (sic.) 12 miesięcy. W późniejszym okresie zapewnienie sobie nauki spada de facto na azylanta. Osobiście wiele lat uczyłem się języka niemieckiego i angielskiego i nie uważam, że mówię w nich wystarczająco poprawnie. Z drugiej zaś strony, opisywany w artykule przypadek – Francja – to w większości imigranci z ich byłych kolonii, w których do dziś język francuski jest często urzędowym, stąd bariera językowa nie występuje, lub jej wpływ ograniczony.

      Gett nie tworzą imigranci, gdyby tak było oznaczałoby to, że do Europy migrują sami krezusi, których stać na wybór miejsca, w którym mają się osiedlić. Faktycznie tworzą je władze. Prosty przykład, w jaki sposób upakowanie ludzi zagrożonych wykluczeniem w jednym miejscu może spowodować problemy, pochodzi z mojego rodzinnego Torunia. Jakiś czas temu (chyba przeszło 10 lat) Prezydent Miasta postanowił rozwiązać problem mieszkań socjalnych i kazał wybudować na głębokich przedmieściach (z których dojazd komunikacją miejską do centrum jest utrudniony), podobnie z resztą jak w przypadku Paryża, bloki socjalne, w których upakował ludzi z różnymi problemami. Od alkoholików, poprzez byłych kryminalistów na wielodzietnych matkach ofiarach przemocy domowej kończąc. Efekt! Dziś ten obszar charakteryzuje się znacznie większą przestępczością i bezrobociem oraz znacznie niższym poziomem wykształcenia. Na dodatek mieszkający w okolicach torunianie mają ogromny problem w uzyskaniu za swoje mieszkania cen rynkowych odsprzedając je często mieszkańcom „socjalów” którzy dorobili się na nielegalnej działalności i potrzebują lepszego lokum. Getto się rozrasta.

      Jak Pani widzi, bez rozsądnej polityki wobec uchodźców, przede wszystkim, większego zainteresowania służb społecznych ich dalszym losem po opuszczeniu ośrodków adaptacyjnych, nawet najbardziej rygorystyczna polityka migracyjna (vide Australia czy Nowa Zelandia), będzie miała z tym problem.

      Kończąc moją wypowiedź, przypomnę, że w większości, za ostatnimi zamachami stoją obywatele zjednoczonej Europy, którzy obywatelstwo nabyli przez urodzenie (jest to drugie lub nawet trzecie pokolenie). W Europie się też zradykalizowali. Do takiego stanu nie przyczyniła się obecna fala migracji, lecz spiętrzenie błędów z przeszłości głównie po roku Afryki (1960) i roku Azji (o ile dobrze pamiętam 1970), gdy napływających imigrantów (w większości osób wykształconych, współpracujących z władzą kolonialną) traktowano jak zło konieczne.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.