Chwała polskim pilotom i konstruktorom

Historia
Dominik Stajnbart: 

Ten tekst dedykuję sierżantowi Wacławowi Witkowskiemu, nr służbowy 792184, strzelcowi pokładowemu z 305 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Wielkopolskiej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego”, odznaczonemu Orderem Virtuti Militari V klasy.Echa Społeczne - 792184.Witkowski


Pytając pierwszą napotkaną osobę, z jaką miejscowością kojarzy się jej polskie lotnictwo usłyszeli byśmy pewnie o Dęblinie, Malborku czy też Warszawie. Niewielu zaś wie, że początki zarówno szkolenia pilotów, jak i formowania się sił powietrznych II RP są ściśle powiązane z naszym regionem.

Echa Społeczne - RWD-5bis

Moją opowieść zacznę jednak, od czasów, w których idea niepodległego państwa polskiego była mglista bardziej od koncepcji aeroplanów, czyli końcówki XIX wieku. Choć od pierwszego załogowego lotu balonem (1783) minęło już przeszło sto lat, a bracia Lilienthal od przeszło ćwierćwiecza z powodzeniem latali konstruowanymi przez siebie szybowcami, maszynom cięższym od powietrza nadal brakowało podstawowej funkcjonalności pozwalającej samodzielnie unieść się w powietrze – napędu. Chociaż istniały już silniki parowe czy spalinowe, nadal brakowało elementu pozwalającego na przełożenie ich pracy w ruch statku powietrznego podczas lotu. Lukę tę wypełnił inżynier Stefan Drzewiecki formułując w latach 1887-1897 teorię śmigła.

Dlaczego jest to tak ważne w kontekście niniejszego artykułu? Pokazuje sposób, w jaki Polacy zdobywali w tamtych czasach doświadczenie lotnicze. Bez przeszkód rozwijać swoje umiejętności mogli jedynie poza granicami państw zaborczych. Na ziemiach polskich zaś zaborcy raczej niechętnie zezwalali na takie działania. Wyjątkiem od tej reguły był zabór austriacki, gdzie najsilniejsze ośrodki polskich konstruktorów i pilotów powstały początkowo w samym Wiedniu, a następnie we Lwowie i Krakowie. Sytuacja zmieniła się wraz z wybuchem I wojny światowej. W jej trakcie polscy lotnicy służyli już we wszystkich armiach zaborczych, a także we Francji gdzie armia Gen. Hallera dysponowała Polskim Obozem Lotniczym wyposażonym w 7 kompletnych eskadr.

Gdy w 1918 roku Polska po 123 latach zaborów odzyskała niepodległość, przejęła w posagu zarówno zróżnicowany sprzęt jak i różnie wyszkolone kadry (ba, nawet oznakowania maszyn były niejednolite). W formowanych na nowo siłach zbrojnych istniała więc pilna potrzeba unifikacji. Zaskoczeni wybuchem wojny polsko-bolszewickiej Polacy posiadali takie deficyty kadrowe, że gdyby nie pomoc ochotników amerykańskich pod dowództwem Meriana Coldwella Coopera, tworzących 7 eskadrę Kościuszkowską lotnictwo polskie nie odegrałoby w tym konflikcie praktycznie żadnej roli. Lotnictwo w walkach przeciwko bolszewikom pełniło głównie rolę zwiadowczą i łącznikową na małych wysokościach, sporadycznie wykonując zadania szturmowo-bombowe, jednak dzięki poświęceniu pilotów przyczyniło się w znacznym stopniu do odniesionego zwycięstwa.

Jeszcze w trakcie trwania wojny wyciągnięto wnioski i funkcjonujące na naszych ziemiach szkoły lotnicze poddano reorganizacji. Pierwszą Wojskową Szkołę Lotniczą, utworzoną w 1918 roku Warszawie, w 1919 przeniesioną do Krakowa, jeszcze w trakcie trwania konfliktu (1920) ewakuowano do Bydgoszczy. Drugą, wywodzącą się z Francuskiej Szkoły Transformacji, (przybyłej razem z armią Gen. Hallera i zlokalizowanej w podpoznańskiej Ławicy) w 1920 roku przeniesiono do Grudziądza. Trzecia, najmniej znana, utworzona również według szkoły francuskiej Oficerska Szkoła Obserwatorów Lotniczych ewakuowana została na początku 1920 roku do Torunia. Tę ostatnią, szybko zawieszono, by (po wybraniu 9 najlepszych maszyn i załóg) szybko wysłać na front jako Toruńską Eskadrę Wywiadowczą.

U progu II Rzeczpospolitej nasz region posiadał trzy ważne ośrodki lotnicze. Niższą szkołę pilotów w Bydgoszczy, w której pierwsze szlify w pilotażu zdobywali żołnierze innych rodzajów sił zbrojnych, chcący wstąpić do sił powietrznych. Wyższą szkołę pilotów w Grudziądzu, zapoznającą kursantów z jak najszerszym spektrum maszyn, którymi dysponowała II RP, następnie wpajająca umiejętności akrobacji, taktyki, walki powietrznej oraz lotów w formacji czyli umiejętności niezbędne każdemu myśliwcowi. W końcu toruńską Oficerską Szkołę Obserwatorów Lotniczych, szkolącą obserwatorów i strzelców pokładowych oraz Oficerską Szkołę Aeronautyczną (szkolenia balonowe i sterowcowe). Wszystkie, polskie szkoły pilotów i obserwatorów samolotowych a także najważniejsza szkoła operatorów balonowych zlokalizowano w naszym regionie czyniąc z Pomorza i Kujaw jeden z największych ośrodków lotniczych na świecie szkolący przez niespełna całą następną dekadę kwiat polskiego lotnictwa.

Chociaż grudziądzką i bydgoską szkołę już w latach 1926-197 przeniesiono do Dęblina tworząc w ich miejsce szkoły obserwatorów i bombardierów (Grudziądz) oraz mechaników lotniczych (Bydgoszcz), tradycje lotnicze naszego regionu nadal pozostały silne. Stanisław Skarżyński, służący w latach trzydziestych w 4 pułku lotniczym w Toruniu jako pierwszy Polak, na pokładzie RWD-5bis o oznaczeniach SP-AJU, przeleciał Atlantyk. Zginął podczas służby w 305 dywizjonie bombowym RAF dając przykład kunsztu i męstwa absolwentów bydgoskich i grudziądzkich szkół lotniczych. Kolejny bohater II Wojny Światowej gen. Stanisław Skalski również szkolił się i służył w naszym regionie. W 1938 odbył przeszkolenie myśliwskie w szkole w Grudziądzu, by do wybuchu wojny służyć w toruńskim 4 pułku. Franciszek Żwirko, na cześć którego to właśnie 28 sierpnia świętują lotnicy odebrał podobne wykształcenie jak wspomniany Skarżyński. Było też jeszcze wielu, wielu innych, którzy swoją odwagą i męstwem obronili w powietrzu Anglię, a swoje szlify zdobywali właśnie w miastach naszego regionu. To właśnie im, tym bardziej i mniej znanym, dedykuję niniejszy artykuł w dniu ich święta.

One thought on “Chwała polskim pilotom i konstruktorom

Dodaj komentarz