Cena demokracji

Demokracja, Publicystyka
Piotr Sobieski:

Po zaledwie kilku dniach rządów Prawa i Sprawiedliwości i kilku tygodniach piastowania urzędu przez „słońce narodu” Andrzeja D., napięcie urosło do tego stopnia, że Polacy postanowili w jakiś sposób wyartykułować swój sprzeciw. I chyba ten wielki wybuch niezadowolenia, pod koniec listopada 2015 r., był jedyną rzeczą, co do autentyczności i czystości której, można mieć pewność. Prawdziwy społeczny odruch, który niósł ze sobą nadzieję i budował wspólnotę wokół spraw najważniejszych, wlał w serca Polaków wiarę, a w umysły – pomysł jak bronić demokracji. Pomysł jednak stał się obsesyjnym celem, a demokracja chyba od początku była tłem. Z czasem miało być lepiej, silniej, mocniej, aż do rozbicia skorupy przeciwnika i urządzenia kraju tak, jak powinien być urządzony. A jest coraz gorzej.

Do trzech razy sztuka

Za pierwszym razem z KOD-u odeszli Miszk, Parol i inni. To była seria. Zrezygnowano z najbardziej ideowych, niezależnych i wolnych. W regionach działy się rzeczy dziwne – wykluczenia, usuwanie z Facebookowych fanpage’ów, blokowanie. Rzeczywiste zagrożenie ze strony przeciwnika posłużyło do budowania atmosfery oblężonej twierdzy. To pozwoliło oskarżać wyimaginowanych wrogów o działanie na szkodę KOD-u. Tak naprawdę mieli inne zdanie niż guru.

Za drugim razem trzeba było unieważnić wyniki wyborów regionalnych, m.in. w Pomorskiem i Kujawsko-Pomorskiem. W pozostałych regionach – odwołać. Teraz podobno jest już dobrze. Statut aktualny i zgłoszony. Nie powinno być wpadki, bo już była.

Teraz… rewolucja pożera własne dzieci, tyle, że Kijowski to nie Danton a pożeranie ma raczej znamiona zachłanności i braku skrupułów. W nieco ponad dwieście lat po Rewolucji Francuskiej, mechanizmy społeczne się odwróciły. To już nie rewolucja pożera dzieci, to dzieci pożerają rewolucję, bardziej elegancko – konsumują datki na rewolucję. Co tam rewolucja!

Destrukcja KOD

O tym, że coś jest nie tak, zacząłem zdawać sobie sprawę dość szybko. Tarć na górze, gry o władzę czy walki o wpływy należało się spodziewać, metody jednak, nie przystawały do demokracji. „Oddolna inicjatywa” jak lubią określać wybuch niezadowolenia Polaków działacze KOD-u, z Mateuszem Kijowskim na czele, powoli przestawała być dostępna dla wszystkich. Miszk, Parol, Chraplewska-Kołcz i inni „przeszkadzali”. Ich działania zaczęły być nagle postrzegane jako szkodliwe.

Czy ktoś jeszcze dziś pamięta dlaczego z KOD-u wyleciał Miszk? Czy ktoś jeszcze pamięta te wpisy:

Z przykrością muszę stwierdzić, że Andrzej Miszk działa na szkodę KOD. Mimo wielokrotnych apeli o powściągnięcie języka, o powstrzymanie się od publikowania szkodliwych dla KOD apeli i stanowisk, nie jest w stanie podporządkować się dobru KOD-u.

Tak, to Kijowski… Dalej napisał:

Nie mogę tolerować takiego zachowania. Andrzej Miszk nie jest już koordynatorem KOD Mazowsze.

Miszka „wyczyszczono”. Wyczyszczono również innych, których działania zaczęły być nagle postrzegane jako szkodliwe. Dla Mateusza Kijowskiego bycie twarzą KOD-u, przewodniczącym społecznego sprzeciwu, największego po 1989 r., to była stawka warta zachodu. Miała swój konkretny wymiar finansowy. „Oddolna inicjatywa”, jak lubią określać wybuch niezadowolenia Polaków działacze KOD-u, z Kijowskim na czele, powoli przestawała być dostępna dla wszystkich. To był początek… Początek końca?

Z KOD-Mazowsze zostały usunięte wszystkie moje posty, zdjęcia i komentarze setek osób. Nie mam również dostępu do grupy Mazowsze. (…) Jestem współzałożycielem Komitetu Obrony Demokracji i inicjatorem stworzenia KOD-u – Warszawa – Mazowsze. Znacie mnie wszyscy z różnych działań na rzecz KOD-u – pisał Miszk.

Bezpośrednią przyczyną podjęcia drastycznych decyzji przez Kijowskiego, sypiącego frazesami z Gandhiego i buddyzmu, było ujawnienie przez Miszka planów współpracy KOD-u z Jerzym Owsiakiem i WOŚP. Reakcja Kijowskiego, deklarującego peace i rock’n’roll, na to „ujawnienie” – zadziwiająca.

Odsunięci byli potępiani, skazywani na ostracyzm i wygumkowywani z historii ruchu. Działaczy i sympatyków karmiono papką, że „to jest ruch otwarty i różni ludzie tu przychodzą, tacy, którzy chcą zrobić karierę, sfrustrowani, a również nasyłani przez PiS”.

Taka narracja obowiązywała we wszystkich regionach, co wskazuje na odgórne ustalenia, może wytyczne Kijowskiego, a z pewnością na wspólne stanowisko koordynatorów, wypracowywane podczas spotkań. Kierowanie każdą strukturą to sprawa jasna i zrozumiała. KOD to przecież ogromny ruch. Ma prawo do własnej strategii. Niepokoiła jednak retoryka oblężonej twierdzy, typowa dla sekt i prania mózgów. Podobno portale KOD-u i fanpejdże regionów na Facebooku, były atakowane i paraliżowane przez hackerów. W pewnym momencie nie działały wszystkie regionalne i główna strony Komitetu Obrony Demokracji. Kijowski żachnął się gdzieś, że żadnych ataków nie było. Mistyfikacja?

To był doskonały pretekst do tworzenia społeczności zamkniętej. Łatwiej było eliminować wrogów. Wystarczyło pokazywać palcem kto z nami, a kto nam szkodzi (zob. Karl Popper, „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”), aby skutecznie eliminować przeciwników. Wspólny wróg jednoczy.

Miałem okazję z bliska obserwować mechanizm wybielania rzeczywistości w Kujwsko-Pomorskiem. Usunięcie i wdeptanie w ziemię Dagmary Chraplewskiej-Kołcz kładzie się cieniem na demokracji, bronionej, a może „budowanej”, pod znakiem KOD.

Struktura centralnie sterowana

Nierozsądne wydawało mi się po, sam już nie wiem, czy rzeczywistych atakach, centralizowanie dystrybucji treści i zarządzanie CMS-ami na jednym serwerze. Nie w sytuacji groźby ataku. Trudniej jest zhakować kilkanaście portali regionalnych, na różnych serwerach, od wielu dostawców i zarządzanych przez regionalnych informatyków. Dziś nie ma wątpliwości, że chodziło o dobre uzasadnienie wypłat za „usługi informatyczne, organizowanie treści, zarządzanie domenami i serwerami, oraz inne usługi”, dla spółki MKM Studio. Trudno przełknąć to, że decyzje podejmowano na podstawie oceny jednej osoby, a może wąskiego, zaufanego grona, a nie w oparciu o głos „dołów”, na który z taką lubością powołują się ten i ów.

W tej sytuacji nie ma większego znaczenia, czy rzeczywiście Mateusz Kijowski robił coś we wskazywanych w fakturach obszarach usług. Nie ma znaczenia dla Mateusza Kijowskiego, bo przecież, jak oświadczył „musiał z czegoś żyć”. Okazuje się jednak, że strony KOD-u tworzyli m.in. Jerzy Pogorzelski i regionalni informatycy w ramach wolontariatu. Ale nie tylko oni. Dla przykładu: Właścicielką domeny KOD-u kujawsko-pomorskiego jest regionalna Tymczasowa Przewodnicząca Aleksandra Solecka, a nie spółka MKM Studio. Portal kujawsko-pomorskiego KOD-u zaparkowano na serwerach „nazwa.pl”, a treści prezentowane są w bezpłatnym CMS-sie Worpress… Podobnie z innymi KOD-owskimi mediami. Osobny temat stanowią te papierowe, finansowane z prywatnych kieszeni członków i sympatyków. Dla idei. Bo KOD generalnie nie ma pieniędzy…

KOD jako źródło zarobków

Władza w stowarzyszeniu tak dużym i spontanicznym jak KOD, to ogromny prestiż, także na arenie międzynarodowej. Potwierdziła to Europejska Nagroda Wolności. Profity z działalności KOD-u, choć nie w postaci gotówki, przyszły dość szybko. Zaczęły się podróże zagraniczne na zaproszenie zewnętrznych ruchów prodemokratycznych i finansowane przez nie. Nie można było znaleźć jednak żadnego zestawienia wydatków, kosztów podróży, zakupów, wpływów z zagranicy i wysokości kwot uzyskiwanych w kraju, którymi dysponuje KOD. Nie było najzwyklejszego rozliczenia.

31 maja 2016 r. na łamach „Ech Społecznych” ukazał się artykuł „Za czyje lata KOD” (http://echaspoleczne.pl/czyje-lata-kod/). Ciągnąłem wówczas za język „ulubieńca” mediów Jarosława Marciniaka, co zresztą wywołało jego oburzenie i żądanie umówienia się na „konkretny” wywiad. Przytyki serwowała mi również Magda Filiks. Kilka razy dzwoniłem do Marciniaka, zaczepiałem na Facebooku z pytaniem kiedy chce odbyć tą rozmowę o którą zabiegał? Ale on milczał. Widocznie chęć przeszła? Rozwój wypadków każe mi przypuszczać, że oboje byli wtedy tak samo naiwni jak ja.

Stowarzyszenie potrzebuje pracowników, prawników, sekretarki, informatyków, itp. Proces sformalizowania struktur Komitetu Obrony Demokracji trwa już ponad rok za sprawą Mateusza Kijowskiego. Powód, dla którego propozycja pensji na poziomie 2,5 tys. złotych netto (a może i „4 tys. dla przewodniczącego”), nie wzbudziła większego zainteresowania Kijowskiego wydaje się łatwy do zrozumienia. Prawdopodobnie pensja Kijowskiego przeszłaby bez większych oporów na Zarządzie, a również członkowie i sympatycy pogodziliby się z faktem, że „twarz KOD-u” kosztuje. Być może również przeszły by pensje dla koordynatorów regionalnych. Tyle, że jawnie. Tymczasem niemałe pieniądze już w marcu były wypłacane Kijowskim, bez wiedzy członków ruchu walczącego o demokrację, transparentność i standardy moralne władzy.

Z ruchu dało się wydusić dużo więcej niż 4 tys. miesięcznie i to już po 4 miesiącach jego działania. Łatwiej było też ukrywać pewne sprawy w bałaganie formalizowania struktur. Kijowski bez mrugnięcia okiem sięgnął po składki na „obronę demokracji”. Ale „wyszło niezręcznie”. A przecież z czasem na pewno przyszłyby znaczne korzyści finansowe.

Nie przeszkadzać

Kijowski nie ma dziś sobie niczego do zarzucenia. Usprawiedliwia się, że „nie miał z czego żyć, a ruchowi poświęcał cały czas”. Znam osobiście kilkadziesiąt osób, które mogłyby powiedzieć o sobie to samo, ale nie powiedziały. Działają w milczeniu i z oddaniem, żyją skromnie, czasami bardzo… Są prawdomówne i uczciwe, jeśli mają wątpliwości w jakiejś sprawie, starają się poddać ocenie osób trzecich, mogących ocenić sytuację bezstronnie, z szerszej perspektywy. Ufają tym, którzy darzą ich zaufaniem. Ruch ich nie zdeprawował.

Czy wobec tego Kijowski jest niecierpliwy, czy nie potrafi funkcjonować w stabilnych, określonych prawem strukturach. Czy lepiej się odnajduje w sytuacjach zawierzenia społecznego, nadużywając zaufanie, aż wyjdzie na jaw. A wówczas wychodzi i rozwiązuje kryzys tak, jak uczą tego na kursach wizerunkowych. To jeszcze działa. „Bądź szczery, przyznaj się do winy, przeproś, wyznaj prawdę „nie miałem z czego żyć, bo to działa”!

Mateusz Kijowski

Czy Kijowski już taki był, gdy pojawił się KOD, czy to KOD go tak zepsuł?

Na te pytania nie będę odpowiadał. Sądzę, że każdy musi odnaleźć odpowiedź sam. Emocje w tym przypadku nie są najlepszym doradcą, a truizmy, że KOD łączy, a nie dzieli, nie są już warte funta kłaków. KOD dzieli się. Działacze, którzy chcą odwołania Kijowskiego i Chabory są potępiani przez tych, którzy domagają się również zawieszenia Zarządu. Murem za Kijowskim czy za prawdą? A może istnieje demokracja i jej obrona poza KOD?

Jak chce Frasyniuk, Kaczyński siedzi przed telewizorem, zajada kanapki i się śmieje. Aby pokonać KOD na pewno nie trzeba nic robić. Wystarczy tylko nie przeszkadzać!

One thought on “Cena demokracji

Dodaj komentarz