Jacek Mrozowski: Tusk ante portas!

Jak byłem małym chłopczykiem babcia mi mówiła że jak nie będę jadł kaszy, to przyjdzie „zły pan” i mnie zabierze. Rzymskie babcie mawiały swym wnuczkom „Hannibal ante portas”, czyli – pod drzwiami stoi zły pan Hannibal i je zabierze. Tysiąclecia mijają a zasady straszenia dzieci pozostają takie same.

Donald Tusk wystąpił tydzień temu w programie publicystycznym stacji TVN24. Komentatorzy słusznie zauważyli, że audycja była „kopnięciem w klatkę z małpą”, czyli miała sprowokować obóz rządzący do gwałtownej reakcji. I sprowokowała.

Echa Społeczne - Donald Tusk

PiS głosami pomniejszych polityków i przychylnych sobie mediów zapiszczał wielotonowym kwikiem.

Rozpętała się burza na Twiterze i Facebooku oraz w pisemkach zaczynających swą nazwę od „w”.

Niby fajnie, bo jak jest ferment w mediach w samym szczycie sezonu ogórkowego, to chyba dobrze. Nie powinno ziać nudą. A jednak nudą zieje jak z paszczy hipopotama, bo wszystkie te repliki na występ Donalda Tuska jadą od dwóch lat tym samym schematem.

„Tusk nie może się pogodzić z przegraną; Tusk obawia się przegranej z Dudą; Tusk ma kompleks; Tusk jest skończony; Czas Tuska już minął; Tusk boi się konfrontacji z Kaczyńskim”, itd…

Jakaś agencja PR wymyśliła te slogany dwa lata temu, skasowała należność i zwinęła ze wstydu działalność. Teraz biedne wydawnictwa są jak dzieci we mgle, pozbawione kijaszka do szukania drogi.

Szczerze współczuję czytelnikom pism zaczynających się na „w”, bo czytanie od dwóch lat w kółko tego samego przypomina codzienną lekturę „Instrukcji korzystania z dźwigu osobowego”.

Jakby się sprężyli, jakby błysnęli fantazją, to by wysmażyli tekst w stylu: „Tusk pożera żywcem małe wiewiórki w brukselskich parkach”, albo „Donald Tusk podejrzany o kradzież lizaków przedszkolakom”.

Wprawdzie Pan Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk natychmiast im wyśle pozew do sądu i oczywiście ten proces wygra (prawie oczywiście, bo zależy w jakim sądzie, niezależnym czy zależnym), ale straty jakie ewentualnie poniosą wydawcy pism na „w” będą minimalne, bo zasądzone przeprosiny wydrukują maczkiem pod ogłoszeniami drobnymi, a ewentualną nawiązkę na cele społeczne zaraz im zrekompensuje dotacja ze Skarbu Państwa, albo zastrzyk gotówki od jakiegoś tworu bankopodobnego.

Uprzejma Pani Redaktor, która udostępnia mi czasami miejsce w tej rubryce wymaga ode mnie za każdym razem felietonu na nowy temat. I to jest z punktu widzenia leniwego pisarzyny sytuacja bardzo niekomfortowa, bo zmusza mnie do wysiłku umysłowego. Stękam, ale piszę na nowe tematy, bo wraz z Panią Redaktor szanujemy inteligencję naszych czytelników.

Jakbym pisał dla pisemka na „w”, to bym machnął w styczniu serię tekstów o Donaldzie Tusku według obowiązującego schematu, złożył je w redakcji i do końca roku żył ze wznowień.

Wierzę, choć bez większego przekonania, w inteligencję czytelników pism na „w”. Przynajmniej mam nadzieję, że sięgają po te tytuły aby coś nowego z nich zaczerpnąć. Mam nadzieję, że są osobnikami którym dwutysięczne przeczytanie „Instrukcji obsługi dźwigu osobowego” pozwoli zrozumieć więcej niż pierwsze dwa punkty. Chociaż… sądząc po wyglądzie wind, raczej nie doszli do punktu o zakazie zanieczyszczania kabiny.

Wyraźnie tej mojej naiwnej nadziei nie podzielają redaktorzy pism na „w”, bo uparcie straszą swoich czytelników wytartym „Tusk ante portas… Tusk ante portas… Tusk ante potras”.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.