Jerzy Bednarowicz: Sztukmistrz i adepci jego sztuczek

Jak to z M. Ogórek bywało

Telewizyjna Agencja Informacyjna zakomunikowała, że Mikołaj „Jaok” Janusz nie był delegowany do zbierania materiałów dla TVP. Jednocześnie potwierdza, że miał rejestrować materiał do swojego programu internetowego. Jednak towarzyszyli mu telewizyjni kamerzyści, nakręcając materiał z jego prowokacji, który został wykorzystany przez TVP, oczywiście w „odpowiednim” świetle. Skoro jednak Agencja wiedziała, że ma być wśród uczestników protestu, to powinna zdawać sobie sprawę, że jego obecność może być odebrana przez protestujących jako prowokacja. 

W swoich informacjach nazywa go performerem, który wielokrotnie już produkował podobne materiały i wie jak to robić. Nie dziwi jej jednak, że do protestujących udał się zamaskowany, wiedząc, ze będzie rozpoznany błyskawicznie. Uzbrojony w megafon szydził z protestujących i wykrzykiwał obraźliwe hasła, podsycając i tak już napiętą atmosferę wśród zgromadzonych. Jego prowokacja nie polegała tylko na akcji słownej. Dopuścił się również czynnej napaści na jednego z uczestników uderzając go megafonem w twarz.

Kilka chwil po tym zdarzeniu gmach TVP opuściła Magdalena Ogórek, z uśmiechem na ustach, rozdając „ochy” i „achy” na wszystkie strony, naraziła się na okrzyki skierowane w jej stronę. Nie były one miłe. Nikt nie czuje się dobrze, kiedy słyszy skierowane do siebie słowa: „kłamczucha’, „zatrudnijcie dziennikarzy” i sporo innych. Faktem  jednak jest, że te słowa nie mijały się z prawdą. Prowadząca, w programie „W tyle wizji”, niejednokrotnie prezentowała fałszywy obraz rzeczywistości, drwiąc z opozycji i osób protestujących pod Sejmem, Sądem Najwyższym czy siedzibą prezydenta. W swoich wypowiedziach na temat „zmasowanego ataku”, użalała się, że została zastraszona, szarpana i opluta, co również mija się z prawdą. Jest to udokumentowane na filmach nagranych przez uczestników wydarzenia. Nieprawdą jest również uszkodzenie samochodu, bowiem naklejki, które się na nim znalazły bardzo łatwo zdjąć, bez żadnych uszkodzeń. O jej „przerażeniu i zastraszeniu” świadczy jej zachowanie. Uśmiech nie znikał z jej twarzy i nie wzywała żadnej pomocy. Widziała to również Policja i nie reagowała. W całej akcji, trwającej około sześć i pół minuty, trzy minuty poświęciła na pisanie SMS-a. Czy w takiej sytuacji zestresowania można prowadzić korespondencję, skoro ów SMS nie był skierowany do Policji o pomoc? W całym zdarzeniu prawdą jest, że protestujący blokowali wyjazd i wtedy zareagowała Policja, umożliwiając wyjazd spod siedziby TVP.

Takie informacje poszły w świat emitowane przez TVP, emitowane w sposób kłamliwy, podsycający nienawiść i niezgodny z obowiązującym prawem. Bo zgodnie z prawem można publikować twarze i nazwiska osób biorących udział w zgromadzeniu publicznym, jednak w kontekście opisu wydarzenia. Niedopuszczalne natomiast jest publikowanie zdjęć opatrzonych danymi osobowymi, szczególnie w momencie, kiedy wobec tych osób prowadzone jest postępowanie. Szczególnie niemoralne, a zarazem chamskie jest podanie miejsca zatrudnienia. Wierzę, że te osoby nie przejdą wobec tego obojętnie i nadadzą sprawie bieg, który jednoznacznie wykaże winę TVP a wobec winnych zostaną wyciągnięte konsekwencje. Panie Ziobro, tu właśnie ma pan pole do popisu. Pokazać, że nie zamiatacie spraw pod dywan.

Pozwolę sobie na krótka refleksję. Mam dwie teorie na temat tych wydarzeń.

Pierwsza, że Jacek Kurski doskonale wiedział o całym działaniu i nim kierował, licząc na bezkarność, jak w przypadku wcześniejszej prowokacji, do której wykorzystał Panią Annę Cugier-Kotka. W prowokowaniu i prowadzeniu nieczystej gry ma olbrzymie doświadczenie, więc bardziej do tej wersji się skłaniam.

Druga, że nie był o niczym poinformowany (nawet o publikacjach zdjęć) a całą sprawę przeprowadzili „uzdolnieni” pracownicy, mając serdecznie dość rządów osoby despotycznej wobec nich i sprokurowali całą sprawę, żeby pozbawić go stanowiska. Jednak ta wersja jest zbyt grubymi nićmi szyta. A ja nie bardzo wierzę w spiskową teorię dziejów.

Jednak bez względu na to, która wersja jest prawdziwa, to prezes TVP i całe kierownictwo, powinni zostać wywaleni na bruk w trybie natychmiastowym. Jeżeli jednak tak się nie stanie, to i tak stracą tę pracę po wyroku sądowym, który niewątpliwie zapadnie w procesie powodowanym przez pokrzywdzonych „przestępców”, ściganych „listem gończym” opublikowanym przez TVP.

Jerzy Bednarowicz

Leave a Comment