Szalet miejski im. braci Kaczyńskich

Dominik Stainbart:

Nie Ignacy Łukasiewicz – pionier przemysłu naftowego w Europie, nie jego imiennik, geolog, inżynier górnictwa Domeyko ani nawet światowej sławy inżynier Ernest Malinowski zostali patronami nowo otwartego gazoportu w Świnoujściu. Festiwal kultu Lecha Kaczyńskiego trwa.

Echa Społeczne - Oil
Fot. Pixabay.com

Patrząc na światowy wkład polskiej myśli technicznej w rozwój światowego gazownictwa i górnictwa naftowego a także inżynierii, oczywistych kandydatów do objęcia patronatem polskiego terminalu LNG znalazłem kilkudziesięciu. Łukasiewicz wraz z innym Polakiem Filipem Nariuszem Walterem oraz Kanadyjczykiem Gesnerem uważani są przecież za ojców przemysłu petrochemicznego. Domeyko geologiem i mineralogiem, którego podręczniki były podstawą kształcenia geologów na całym świecie, a upowszechnienie w Chile górnictwa przyczyniło się do eksploatacji złóż ropy i gazu ziemnego na Ziemi Ognistej. Malinowski zaś, choć bezpośredniego czy pośredniego związku z górnictwem naftowym nie miał, to jednak jego projekt Centralnej Kolei Transandyjskiej (do 2006 r. najwyżej położonego szlaku kolejowego na świecie) podobnie jak terminal LNG uniezależniał transport dóbr od zawirowań politycznych.

Czegóż wielkiego dokonał zatem Lech Kaczyński, znany bardziej z nagłaśnianej przez Platformę Obywatelską wojny o brukselski stołek? Z górnictwem naftowym i gazownictwem nie ma zbyt wiele wspólnego, może poza swoim rajdem do Tbilisi podczas wojny w Osetii Południowej. Gruzja leży niedaleko od roponośnego Azerbejdżanu, których zdobycie miało być zwieńczeniem hitlerowskiego planu Barbarossa. Niestety na tym związki się kończą. Może jakieś osiągnięcia byłego prezydenta w inżynierii. Tu znalazłoby się więcej powiązań. Był inicjatorem litewsko-polskiego mostu energetycznego czy opracowania projektu pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Jednakże i tego mało w zestawieniu z życiorysami jegomości wymienionych na wstępie. Decyzja o nadaniu imienia była więc polityczna.

Prawa do takiej decyzji Jarosławowi Kaczyńskiemu odebrać nie można. Jest liderem partii rządzącej, nieformalnym panem i władcą naszego kraju. W dodatku pogrążony nadal w żałobie i obwiniający się za śmierć brata. Choć patrząc na jego zachowanie trudno określić, na którym z pięciu etapów się znajduje. Na fazę szoku i zaprzeczenia wskazuje zaprzeczanie katastrofie poprzez drążenie teorii o zamachu. Fazy dezorganizacji zachowania też nie można wykluczyć cechuje ją właśnie skoncentrowanie myśli i emocji na zmarłym. Z drugiej strony objawia się ona często zaburzeniami łaknienia a Kaczyński podobnie ja Richelieu władzy nie pożąda. Niestety etapu złości i buntu wyeliminować się da. Przecież to wszystko wina Tuska i Putina. Jedno jest pewne. Nie wykazuje on jednak ani cech faz smutku ani akceptacji. Cóż jeszcze wiele lat jego politycznej egzystencji przed nami. Zapomina jednak nasze słońce narodu o jednym ważnym elemencie.

Echa Społeczne - Szalet im. Kaczyńskiego
Fot. Pixabay.com

Nie opinia rodziny decyduje o wielkości człowieka, lecz odbiór jego czynów przez jego przeciwników. Tylko ich respekt i szacunek jest w stanie wynosić na piedestały. Tych byłemu prezydentowi nie brakuje. Jest honorowym obywatelem dziesięciu polskich miast, ma swoje ulice i skwery w czternastu kolejnych, w sześciu pomniki i obeliski, jednakże nadal w większości z nich jest to dziełem wielkiej licznej rodziny Prawa i Sprawiedliwości. Fakt Lech Kaczyński uzyskał honory na Ukrainie, w Gruzji, Mołdawii czy tak egzotycznych krajach jak Gabon, Mozambik, Togo, Gwinea Bissau czy Liberia, jednak są to nadal przypadki a nie reguła. Z drugiej zaś strony nazwiskami największych Polaków dekorowano krótko po ich śmierci raczej miejsca szczególne, związane przede wszystkim bezpośredni z osobą zmarłego. Hurtowe nazewnictwo zaś częściej skutkowało upowszechnieniem i dewaluacją osoby, a tego chyba prezes Kaczyński raczej by nie chciał. Przecież kiedyś ktoś nadgorliwy postanowi nazwać szalet miejski imieniem braci Kaczyńskich i to dopiero będzie ambaras. Z jednej strony nie będzie wypadało odmówić, z drugiej zaś… Cóż, śmierdząca sprawa. Wracając do samego terminala LNG, patrząc jaki szum i spektakl urządzono wokół jego otwarcia, obiektywnie najlepszą nazwą dla tego obiektu, związaną bezpośrednio z historycznym górnictwem naftowym oraz nawiązującej do dzisiejszych realiów byłoby: Terminal LNG – Bełkotka.

Zamknąć temat należy podsumowaniem zachowania samego Jarosława Kaczyńskiego. Parafrazując anegdotę o Jaruzelskim w stanie wojennym:- „I co teraz będzie ?” – zwraca się prezes do zdjęcia swojego brata wiszącego na ścianie,- „Cóż…” – odpowiada mu portret,- „przyjdzie czas, że mnie zdejmą, a ciebie powieszą”.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.