„Solidarność według kobiet”. Dzieło „lewackich dżenderystów”

Demokracja, Kobiety, Społeczeństwo

Bo siedmiu — siedmiu strzegło wrót,
Na męża mąż wymierzył dłoń,
Dziś w stosach lśni za zwycięstw trud
Ku Zeusa czci pobitych broń.
Ale przy jednej miasta bramie
Nie błyszczy żaden chwały łup,
Gdzie brat na brata podniósł ramię,
Tam obok trupa poległ trup.

(„Antygona”, Sofokles)

 

Agnieszka Rusocka-Malinowska:

To jest film prawdziwy. Nigdy nie sądziłem, że obejrzę dzieło lewackich genderystów. (Sławomir Cenckiewicz)

Echa Społeczne - Spotkanie z producentami filmu "Solidarność według kobiet"
Producenci filmu „Solidarność według kobiet”. Krystyna Kuta (L),  Piotr Śliwowski (C) i Marta Dzido (P).

We wtorek, 7 marca organizatorzy „Tygodnia manifowego” w Toruniu zaprosili na projekcję filmu dokumentalnego Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego „Solidarność według kobiet”. Obraz pokazuje sylwetki działaczek „Solidarności”, niejednokrotnie pełniących rolę przywódczyń. Prace nad filmem zakończono w 2014 roku, ale producenci natrafili na kolejne działaczki.  Przedstawiono je w książce Marty Dzido „Kobiety Solidarności”.

Na spotkaniu obecna była jedna z działaczek toruńskiej „Solidarności” – pani Krystyna Kuta, która pojawia się w materiale pokazanym w filmie.

Ciekawa jest geneza powstania filmu. Pierwszym impulsem była praca Marty Dzido przy innym projekcie, podczas którego nagrywała wywiad z Małgorzatą Tarasiewicz z Gdańska, działaczką Ruchu Wolności „Pokój” i współzałożycielką sekcji kobiet w „Solidarności”. Na początku lat 90., kiedy w Polsce rozpoczął się dyskurs na temat przepisów dotyczących aborcji, członkinie sekcji twierdziły, że „Solidarność”, jako ruch związkowy, nie powinien zajmować stanowiska w tych sprawach i wchodzić tak głęboko w politykę. Wyraziły również swój zdecydowany sprzeciw wobec jakimkolwiek zmianom w tych przepisach. Wówczas (w 1991 r.) szef „Solidarności”, Marian Krzaklewski rozwiązał sekcję kobiet. Później twórcy filmu natrafili na szereg innych „dziwnych” informacji. Media pisały o biegu Solidarności, w którym główną nagrodą było 7 tys. zł. dla mężczyzny i 3 tys. zł dla kobiety. Kroplą, która przepełniła czarę goryczy był 10 kwietnia 2010 roku – dzień katastrofy w Smoleńsku. Na pasku informacyjnym jednej ze stacji telewizyjnych, Marta i Piotr odczytali wśród ofiar nazwisko Anny Walentynowicz. Podano, że pani Anna była podczas delegacji „osobą towarzyszącą”. Zgodnie stwierdzili, że kobiety nie mogą być dłużej pomijane i że trzeba do nich dotrzeć, póki jest to możliwe.

Twórcy filmu przyznają, że praca archiwalna, której wymagała realizacja projektu, była czasochłonna i męcząca. Trudne było samo ustalenie nazwisk kobiet, pojawiających się w materiałach. Kobiety te często występowały pod kilkoma pseudonimami, na przestrzeni lat zmieniły się fizycznie, wychodziły za mąż i zmieniały nazwiska. Czasami same bohaterki umniejszały swoją rolę i próbowały odesłać filmowców do kolegów, „którzy więcej zrobili, niż ja”.

Najbardziej intrygującą postacią okazała się Ewa Ossowska. Na zdjęciach i filmach z Sierpnia’80 widać ją obok Lecha Wałęsy, co wskazuje, że pełniła niebagatelną rolę w ruchu. Jej nazwisko przetrwało dzięki pamięci koleżanek i kolegów. Okazało się, że była jedną z trzech kobiet, obok Anny Walentynowicz i Aliny Pienkowskiej, które 16 sierpnia 1980 roku uratowały strajk w Stoczni w Gdańsku. Mimo to, producenci nie mogli nic na jej temat znaleźć. Okazało się, że mieszkała we Włoszech. Wyemigrowała w 1996 roku w wyniku ciężkiej sytuacji ekonomicznej w kraju.

Ludzie „Solidarności”, bez względu na płeć, wiele ryzykowali. Byli szykanowani, internowani, tracili pracę. Projekcja filmu oraz spotkanie z jego twórcami i działaczką Teresą Kutą uświadomiły mi, że kobietom było ciężej. Oprócz wymienionych rzeczy, musiały na co dzień dbać o dom, dzieci i męża, mimo, że w ruch angażowały się nie mniej, niż mężczyźni. To wcale nie było proste, jeśli w normalny tryb życia trzeba było wpleść konspirację i konkretne działania. Pracownicy reżimu komunistycznego bez skrupułów wykorzystywali w nich to, na co mężczyźni byli mniej wrażliwi. Były aresztowane nocami. Funkcjonariusze reżimu zmuszali je do tego, aby zostawiały w środku nocy małe dzieci bez opieki. Trzask zamykanych za sobą drzwi, za którymi zanosi się od płaczu pozostawiony sam sobie maluch i nadzieja, że ktoś się nim zajmie, musiały być nie do zniesienia.

„Tydzień manifowy” zakończy się 11 marca kulminacyjnym wydarzeniem – Manifą 2017 „Znowu to samo, siostro i mamo” (godz. 12:00, pomnik J. Piłsudskiego). Pamiętajmy, że to dzięki kobietom, które podjęły to niesamowite ryzyko, dziś możemy głośno wykrzyczeć nasze postulaty, skierowane do władz.

One thought on “„Solidarność według kobiet”. Dzieło „lewackich dżenderystów”

Dodaj komentarz