Jak to się stało cz.4

Felieton, Społeczeństwo

Działania PiS-u, który wygrał w demokratycznych (jednak) wyborach, biegiem postawiły na nogi część społeczeństwa. Dla wielu z nas zawalił się ten świat, w którym żyliśmy od 1989 roku. Nie każdy z nas zyskał po transformacji ustrojowej, ale każdy wie jedno – nie chce powrotu Polski, w której o wszystkim decyduje władza i kościół. Nie chce powrotu państwa, w którym obywatel jest tylko narzędziem w rękach władzy, w którym władza odchodzi od demokracji.

Tamara Olszewska:

Wszyscy walczymy o demokrację, ale czy rzeczywiście wszyscy wiemy, na czym ona polega, jakie są jej zasady? Trójpodział władzy, łamanie konstytucji, to nie wszystko. Czy wiemy, że jest 7 podstawowych zasad demokracji plus procedury, czyli przepisy prawne. Czy wiemy, że demokrację powinniśmy mieć i w sobie, by w swoich wzajemnych relacjach się nią kierować? Obawiam się, że dla wielu z nas rozumienie demokracji zamyka się właśnie w niekonstytucyjnych działaniach PiS-u i dalej już nie sięgamy. Świadomy obywatel to brzmi dumnie, a jednak, z ręką na sercu, kto może tak o sobie powiedzieć? Ilu z nas rozumie i wie, co oznacza pojęcie „świadomego obywatela”? Trudno walczyć o demokratyczną Polskę, jeśli sami mamy zbyt małą świadomość, jeśli mamy zbyt mało tej demokracji w sobie.

Pixabay.com

Jesteśmy niecierpliwi. Chcemy już, natychmiast uwolnić się od złej władzy, przywrócić porządek minionych lat, w którym jednak całkiem dobrze się odnajdowaliśmy. Nie bierzemy pod uwagę, że Jarosław Kaczyński miał 8 lat na przygotowanie, opracowanie każdego szczególiku, a my dopiero od półtora roku próbujemy się jakoś poskładać i przeciwdziałać. Wciąż jesteśmy na etapie „od akcji do akcji”. Reagujemy na to, co się już zadziało, nie mając żadnego planu, strategii działania. Liczymy, że takie działanie „na hura” powinno przynieść pozytywne efekty, choć wciąż ich nie widać (no, poza Czarnym Protestem, przed którym władza się ugięła).

Mamy różne wizje, jak pokonać „ciemną stronę mocy” i olbrzymie przekonanie, że tylko ona, ta „mojsza” jest najlepsza. Voltaire powiedział: Jeden Polak to istny czar, dwóch Polaków – to awantura, trzech Polaków – och, to już jest polski problem; i ileż w tym racji, jak bardzo te słowa aktualne. Tak bardzo jesteśmy pewni swojej racji, że zamykamy się na racje innych. Mamy olbrzymi problem z komunikowaniem się, z czymś takim, jak budowanie kompromisu. Ma być tak, jak my chcemy albo niech nie będzie w ogóle. Wyskakuje i z nas ten nieszczęsny sarmata, machający szabelką, który w przyjacielu nagle dostrzega wroga i nie ma zmiłuj…trzeba zniszczyć, bo „moje musi być na wierzchu”

Krytykanctwo. Tutaj jesteśmy mistrzami nad mistrze. Każdy pomysł, każda propozycja zostaje natychmiast przez sporą grupę ludzi obśmiana, zmieszana z błotem. Nawet się dobrze nad nią nie zastanowimy, a już lecimy po niej równo. Dlaczego? Bo to nie nasz pomysł, bo niezgodny z naszym wyobrażeniem, bo tak dla zasady? W efekcie, wiele świetnych pomysłów zarasta kurzem, ludzie się zniechęcają, a krytykanci są zadowoleni, bo postawili na swoim. Na swoim, czyli na czym? Z drugiej strony, każda krytyka traktowana jest jak atak. Trzeba więc natychmiast zareagować ostro i ustawić krytykującego na właściwym miejscu. A może czas zrozumieć, że „prawdziwa cnota krytyki się nie boi”, że krytyka ma służyć wypracowaniu pewnych przemyśleń, postaw, które pomogą w działaniu.

Język nienawiści, ten który tak nam doskwiera, tak go piętnujemy, a jednak sami taką retoryką się posługujemy. Ostrymi słowami, wulgarnymi epitetami obrzucamy każdego, kto myśli inaczej niż my. Na celowniku elektorat PiS-u, kościół traktowany całościowo, nasz kolega czy koleżanka, która ma swoje, inne, zdanie odnośnie pewnych spraw czy problemów. Mówimy coraz ostrzej, byle tylko mocniej dokopać, byle słowem rozjechać każdego, z kim nam w danej chwili nie po drodze. Nie zdajemy sobie sprawy, że taki język nie pomoże nam niczego odbudować czy zbudować?

Fanfaronada i dzielenie opozycjonistów na lepszych i gorszych. To jakaś dziwna tendencja ostatnich kilku miesięcy. Lepszy jest ten, kto z nami i obok nas. Lepszy jest ten, kto bierze aktywny udział we wszystkich protestach, manifestacjach, marszach. Lepszy jest ten, kto ma odwagę stanąć twarzą w twarz z policją, kto głośniej wykrzykuje hasła antypisowskie. Skoncentrowani na sobie, nie chcemy dostrzegać tych, którzy dają z siebie tyle, ile mogą, by pokazać swój sprzeciw, swój opór. Szkoda, bo, nienawidząc podziału, sami go wprowadzamy, u siebie. Jednocześnie taką postawą zniechęcamy ludzi, którzy z racji wieku, choroby, braku pieniędzy zaczynają czuć się odsunięci poza, mniej wartościowi, mniej ważni dla sprawy. Kiedy słyszę pytania typu „a co ty dałeś z siebie”, „ dużo gadasz, a nigdzie ciebie nie widać”, „ nie wypowiadaj się, bo nie ma ciebie tam, gdzie my jesteśmy” to ręce mi opadają. Jednocześnie rozumiem tych, którzy po takich słowach wracają do swojej skorupki, wycofują się, bo przecież są niepotrzebni.

Uważamy się za lepszych od elektoratu PiS. Świetnie wiemy, w jakiej Polsce chcemy żyć. Jest wśród nas wielu, bardzo wielu ludzi z pierwszych stron gazet, ale i są tacy jak ja czy Ty… zwykli, szarzy, ot po prostu Polacy bez jakiś tam większych widocznych dokonań. Czy chcemy czy nie, sami też przykładamy swoją postawą, swoimi słowami, rękę do utrwalania podziału społecznego. A jednak i w nas siedzi ten szlachciura polski z wetem na ustach. Taki nasz polski pieniacz, który w imię swoich racji, nie odpuści nikomu.

Żeby nie było. Ja również mieszczę się w tym, przedstawionym wyżej, obrazie. Też ulegam emocjom, chlapnę czasami coś, czego nie powinnam. Jednak, jeśli chcemy osiągnąć swój cel. Jeśli chcemy czuć się obywatelami naszej Polski nie wkurzajmy się, ale przemyślmy, zastanówmy się przez chwilę i może spróbujmy zrozumieć, o co tak naprawdę nam chodzi. Co jest najważniejsze.

Jutro ostatnia część, w której pozwolę sobie na podsumowanie.. Mam nadzieję, że czeka nas owocna dyskusja, bez agresji, hejtu i może…może uda nam się opracować pewne ustalenia, które pomogą nam w dalszej walce.

Przesyłam Wam moc uśmiechów i …jestem gotowa… możecie mnie już nadgryzać za ten tekst, choć uprzedzam. Każdy komentarz, przekraczający granice, będzie natychmiast usunięty, jak mi się uda oczywiście :).

Dodaj komentarz