Jak to się stało cz.2

Felieton, Społeczeństwo

Dzisiaj część poświęcona mowie nienawiści.

Tamara Olszewska:

Próbuję znaleźć ten moment, gdy retoryka obrażania i pełna agresji weszła na stałe w nasze życie publiczne i polityczne. Dla jednych to rok 2002 i afera Rywina, dla mnie rok 2005 i wybory prezydenckie. Wtedy Kurski wyciągnął z szafy dziadka z Wehrmachtu i zaczął nim szczuć naród, by nie wpadło im do głowy, by Donald Tusk z takim przodkiem rządził Polską. PiS ochoczo podjęło tę retorykę i zaczęło się straszenie nas „obcymi”, „wrogami”, którzy chcą przejąć Polskę.

Pixabay.com

Punktem kulminacyjnym stała się katastrofa smoleńska, od której język polityków sięgnął rynsztoku.  Po pierwszej solidarności narodowej, narodowym bólu, słowach „Do braci Moskali” wróciliśmy do tego, w czym my, Polacy czujemy się najlepiej. Do teorii spiskowych, co tak umiejętnie wykorzystali co niektórzy, by zbić sobie pokaźny kapitał polityczny. Wiadomo, Polak ulegnie, znaczna część uwierzy. Dlaczego? Wiadomo, oprócz Żydów, nienawidzimy też Rosjan. A jak nienawidzimy, to ależ jesteśmy otwarci na każdą, nawet najbardziej absurdalną teorię, która upewni nas w naszym antyrosyjskim nastawieniu. Naród zaczął dyskutować, kłócić się, a politycy umiejętnie podkręcali atmosferę, dorzucając swoje „nienawistne kwiatki” do polskiego ogródka.

Efekt? Politycy znieważali się na okrągło, obrzucali kalumniami, byli coraz bardziej agresywni wobec siebie, coraz mocniej uderzali wulgaryzmami. Media zachłystywały się tym nowym językiem i karmili nas nim w codziennych wiadomościach, wywiadach, audycjach. Jak Polska długa i szeroka niosła się „szpara oralna”, o której rozprawiał Niesiołowski, myśląc o Andrzeju Dudzie, „homosie” Korwin Mikkego, „błazen” czyli Palikot widziany oczami Mastalerka, „jałowe użycie drugiego człowieka” – tak PiS ocenił homoseksualizm czy „Grodzki z twarzą boksera” – słowa Pawłowicz o Grodzkiej. Mowa nienawiści stała się podstawą agresywnej walki o władzę, w którą włączyli się politycy z prawie każdej opcji. Dzisiaj granica została już całkowicie przekroczona. A naród słuch…naród patrzy… i uczy się. Jeśli wybrańcom tak wolno. Jeśli nie mają oni żadnego zahamowania i lecą tym rynsztokiem na okrągło to i my możemy, prawda? W końcu to nasza władza, więc można ich naśladować, a nawet trzeba. Może wtedy będą nas lepiej słyszeć?

Młodzi ludzie maszerują i rzucają na prawo oraz lewo chamstwem, agresywnymi odzywkami. Polska instytucja Kościelna, ustami swych dostojników walczy o prymat w w tym niechlubnym rankingu. Ksiądz Marek Jędraszewski głoszący z ambony słowa o czerwonej zarazie. Księża obrażający polityków PO, Nowoczesnej, Polaków, biorących udział w ogólnopolskich protestach, byle tylko utrzymać wiernych przy PiSie. O wyskokach ojca Rydzyka nawet już nie wspominam. Kościół, który rzuca gromy na każdego, kto myśli inaczej. Już nie ma mowy o „zbłąkanych owieczkach”. Słowa są coraz bardziej ostre, coraz bardziej nienawistne i agresywne. Nie można więc dziwić się, że podobnie mówią ci, dla których księża są największym autorytetem. Jeśli mój duszpasterz tak mówi, to i mnie wolno – myślą parafianie i lecą z retoryką „miłości” aż dudni ta nasza polszczyzna z szoku i zadziwienia.

Dyskusja bez agresywnego języka powoli staje się wspomnieniem dobrych, pełnych kultury standardów sprzed lat. Nienawiść w słowie bucha z prawie każdego Polaka. Narzucili nam taką retorykę politycy, rozpowszechniły media i kościół i teraz my jakże ochoczo przejmujemy pałeczkę. Nieważne, po czyjej stronie jesteśmy. Ostry, pełen brutalności język zakorzenił się już w naszej codzienności. Czy to zwolennik PiS czy jego przeciwnik…wszyscy mówią tak samo. Poczytajmy nasze posty na fb i komentarze naszych znajomych. Poczytajmy opinie internautów pod artykułami portali informacyjnych. Wszystkie prawie są aż naszpikowane chamstwem i nienawiścią. Popatrzmy również na nasze manifestacje i hasła, jakie wznosimy. Zarzucamy przeciwnikom chamstwo i agresję, ale sami też wchodzimy na ten poziom. Taka retoryka powoli staje się naszą normą, podstawową cechą kontaktowania się między sobą. Wielokrotnie sami się nią posługujemy wobec oponentów w dyskusji, ludzi, którzy mają inne poglądy. Robimy to zapewne nieświadomie, ale jednak. Już nawet dzieci biorą z nas przykład, posłuchajcie jak mówią…koszmar. Tak narastająca retoryka nienawiści też doprowadziła nas do tego, co mamy dzisiaj. Jestem o tym przekonana. A ja wiem jedno… od nienawiści, agresji słownej do czynnej jest zaledwie maleńki kroczek….

Jutro będzie o „Nich”. Tych, którzy wspierają „dobrą zmianę”. Może warto będzie przeczytać, by zrozumieć? A zrozumieć trzeba, bo tylko trafna diagnoza może pomóc w znalezieniu antidotum.

 

Dodaj komentarz