Czy polskie konie będą lekiem na podziały w polskim społeczeństwie

Podpiszę pakt z samym diabłem, jeśli to pomoże koniom. (Scarlett Szyłogalis Jankowiak – Fundacja TARA). Chciałabym, żeby zwierzęta w Polsce, zwłaszcza konie, wyzwoliły się od niemyślących i nierozsądnie myślących „ratowaczy”. (Dorota Wiland – Fundacja Ius Animalia).

Agnieszka Rusocka-Malinowska:

Na Facebooku pojawiła się społeczność „Narodowa Inicjatywa Na Rzecz Wyzwolenia Koni”, wyrażająca konieczność zmiany statusu prawnego koni. Dotąd konie zaliczano do zwierząt gospodarskich, które można przeznaczyć na rzeź. Działacze „Narodowej Inicjatywy Na Rzecz Wyzwolenia Koni” deklarują, że chcą aby koń został uznany za „zwierzę towarzyszące człowiekowi”. Jeśli to się uda, twierdzą, że konie uzyskają pozycję, jaką dziś mają psy i koty. To oznacza zakaz ich hodowli w celach ubojowych i sprzedaży do rzeźni. Działacze „Narodowej Inicjatywy Na Rzecz Wyzwolenia Koni” zamierzają zamanifestować swoje poglądy 7 kwietnia w Skaryszewie, koło Radomia. To tam raz do roku, w pierwszy poniedziałek Wielkiego Postu, odbywa się największy w Europie jarmark koński, zwany „Wstępami Skaryszewskimi”. Obrońcy praw zwierząt mają wiele zastrzeżeń, nie tylko do handlu końmi „na rzeź” ale również niskiego dobrostanu zwierząt podczas „Wstępów Skaryszewskich”. Składają się na to warunki transportu na targ, jak i warunki w jakich konie są tam przetrzymywane.

Echa Społeczne - Koń czystej krwi arabskiej
Fot.: Pixabay

Temat wywołuje wiele emocji. Zwolennicy zmiany twierdzą, że końskie mięso nie jest przysmakiem Polaków. Wyjątkowo było spożywane w czasach wojen, czy kryzysu gospodarczego w stanie wojennym. Przeciwnicy uboju koni przypominają również historię. Koń towarzyszył polskiemu żołnierzowi od czasów średniowiecza aż do pierwszej połowy XX wieku. Husaria, ułani… Zwolennicy zmiany statusu koni uważają, że rola, jaką to zwierze odegrało w przeszłości jest wystarczającym argumentem do zaprzestania traktowania go jako „mięsa na talerzu”.

Echa Społeczne - mięso, danie, jedzenie, krwisty
Fot.: Pixabay

 

Inaczej rzecz widzą zwolennicy utrzymania obowiązującego stanu prawnego. Konina, mimo że nie jest spożywana masowo w Polsce, jest przysmakiem w krajach azjatyckich i w Europie Południowej. Głównymi, choć nie jedynymi, importerami polskich koni są Francja i Włochy. W Polsce jednak jest najwięcej koni hodowanych na rzeź. Dzięki temu polscy hodowcy mogą wypracować dodatkowy zysk w swoich gospodarstwach. Twierdzą, że zmiana prawa spowoduje znaczne zubożenie ich rodzin. Powołują się na „patriotyzm gospodarczy” twierdząc, że jeśli Polak przestanie zarabiać na koniach rzeźnych, to odda rynek innym.

„Narodowa Inicjatywa Na Rzecz Wyzwolenia Koni” przyznaje się do współpracy zarówno z Fundacją TARA, jedną z najbardziej znanych organizacji, działających na rzecz koni, jak również z środowiskami „patriotyczno-narodowymi”. Na Facebooku rozlała się fala krytyki i zarzuty o „brunatyzacji” skądinąd szlachetnej inicjatywy. Emocje wzbudza przymiotnik „narodowa”, który kojarzy się z „narodowcami”, środowiskiem skrajnie prawicowym i nacjonalistycznym.

 

źródło: Facebook

Udało mi się porozmawiać ze Scarlett Szyłogalis-Jankowiak – prezes Fundacji TARA. Rozmawiałam również z Łukaszem Drohomireckim, jednym z założycieli „Narodowej Inicjatywy Na Rzecz Wyzwolenia Koni”. Niestety, pan Drohomirecki nie wyraził zgody opublikowanie swojej wypowiedzi. Uzasadnienie swojej decyzji, które przesłał do redakcji, publikujemy na końcu tekstu*.

Scarlett Szyłogalis Jankowiak przypomniała swoje słowa o tym, że podpisze pakt z samym diabłem, jeśli to pomoże sprawie. Walczy o prawa koni i poprawę ich bytu od ponad dwudziestu lat. Przez ten czas zrozumiała, że należy przyjąć każdą pomoc i każde wsparcie. Nie obchodzi ją polityka, obchodzi ją życie koni. Zapytana o bratanie się z środowiskami narodowymi, odpowiedziała, że wyciągnęli do niej pomocną dłoń, z której korzysta. Jeżeli czyjś ukochany pies wpadłby do rwącej rzeki i zaczął tonąć i ktoś by go z tej wody wyciągnął, to jest pewna, że właściciel psa nie zastanawiałby się nad światopoglądem wybawcy. Ona robi to samo. Zapytana o Piotra Rybaka, pani Scarlett powiedziała, że nie wiedziała, że spalił kukłę. Jeśli zrobił coś takiego i zapadł wyrok skazujący, to znaczy, że za swój czyn już odpowiedział. Ponadto kukła nie jest istotą żywą i „jej to nie bolało”. Są jej znane sytuacje, gdzie były palone kukły prezydentów i osoby te żyją dalej i mają się dobrze. Zachowanie Rybaka porównała do spalenia swego czasu Biblii przez Nergala. Obydwaj chcieli coś zamanifestować i obydwaj, robiąc to, nie skrzywdzili fizycznie żadnej żywej, czującej istoty.

Inaczej to widzi jedna z osób krytykujących „Inicjatywę”, Dorota Wiland, prezes fundacji Ius Animalia. Jej uwagę przykuły dwa słowa w nazwie: „narodowa” i „wyzwolenia”. „Narodowa”, mimo niegdyś pozytywnego wydźwięku, dziś oznacza „nacjonalistyczna”. „Wyzwolenie koni” przywodzi jej na myśl międzynarodową organizację Animal Liberation Front ( Front Wyzwolenia Zwierząt), uznaną przez amerykański rząd za terrorystyczną, ze względu na wątpliwe metody działania. Członkowie tej organizacji dopuszczają się kradzieży, niszczenia mienia, wypuszczania na wolność zwierząt, urodzonych w niewoli i nie potrafiących żyć w środowisku naturalnym.

Po zapoznaniu się z Facebook’ową strona „Inicjatywy…” zauważyła, że osoby te nie mają podstawowej wiedzy o sytuacji prawnej koni w Polsce. Trudno w tej sytuacji racjonalnie wyartykułować co chce się zmienić i jak. W polskim prawie nie istnieje „zwierzę towarzyszące człowiekowi”. Spis zwierząt rzeźnych, do których zaliczono również koniowate, wyszczególniony jest w ustawie o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich z dnia 20 sierpnia 1997 r. W celu skutecznej prawnie „ochrony” koni przed ubojem, należałoby uzyskać wykreślenie koniowatych z art. 2. wspomnianej ustawy. Dorota Wiland stwierdziła, że pomysł ochrony koni przed ubojem jest bardzo medialny, ale nie jest realny. I nie przemyślany. Koń jest zwierzęciem, którego koszt utrzymania znacznie przewyższa koszt utrzymania psa. Co się stanie z koniem po kontuzji, czy takim, który nie nadaje się już do pracy? Ani  gospodarza, ani stajni sportowej, nastawionych na zysk, nie da się zmusić do utrzymywania zwierząt generujących koszty. Czy w sytuacji, gdy nie radzimy sobie ze schroniskami dla psów i kotów, mamy tworzyć schroniska dla koni? Kto te zwierzęta będzie utrzymywać? Prostszym i łatwiejszym celem, byłoby podniesienie standardów utrzymania zwierząt i postępowania z nimi. Pozwoliłoby to na ograniczenie ich cierpień. Celem jest tu zdaniem Doroty Wiland między innymi zakaz wywozu żywca za granicę i bezwzględne zamknięcie targów zwierzęcych. To uchroniłoby je od stresu  związanego z przebywaniem w obcym miejscu, wśród obcych, pobudzonych zwierząt oraz dodatkowego transportu na targ. Konie, jako zwierzęta z natury płochliwe i źle znoszące wszelkie zmiany, są szczególnie wrażliwe.

Prezes fundacji Ius Animalia Dorotę Wiland oburzył pomysł udziału w manifestacji w Skaryszewie środowisk narodowo-patriotycznych, z Piotrem Rybakiem na czele. Uważa, że obecność przedstawicieli tych ruchów, znanych z robienia zadym na manifestacjach i nie mających nic wspólnego z pokojowymi działaniami deprecjonuje cały ruch obrony praw zwierząt. Wątpliwości budzi również metoda manifestowania, polegająca na blokowaniu dróg w Skaryszewie. To może naruszać prawo. Ubolewała także nad tym, że fundacja taka jak TARA, chce walczyć o interes koni ramię w ramię z nacjonalistami. Obawia się, iż ujrzeli oni kolejną możliwość „ponaparzania się”, tym razem ze skaryszewską strażą miejską.

Podkreśliła, że mimo swojego krytycznego nastawienia do „Narodowej Inicjatywy Na Rzecz Wyzwolenia Koni”, nie jest obojętna na los tych zwierząt. Jest przeciwniczką wykupu koni, który generuje handlarzom zysk. Zaadoptowała Awansa, konia, który stracił zdrowie pracując na trasie do Morskiego Oka. Uważa jednak, że pomoc musi być sumą skoordynowanych, sensownych działań, które, w prawdzie, nie są tak medialne jak płacz na targu, czy blokowanie dróg, ale mogą być skuteczniejsze i bardziej realne do osiągnięcia. Nie da się poprawić losu zwierząt grając na emocjach. Na koniec skwitowała:

Chciałabym, żeby zwierzęta w Polsce, zwłaszcza konie, wyzwoliły się od niemyślących i nierozsądnie myślących „ratowaczy”.

Obydwie Panie mówiły o konieczności edukacji społeczeństwa, już od najmłodszych lat, „bo mamy wspaniałe dzieciaki”, jak to określiła pani Scarlett z TARY. Dodatkowo powiedziała, że wszystkie przepisy dotyczące zwierząt powinny być jasne i przejrzyste, tak jak przepisy o ruchu drogowym. Zwróciła uwagę, że przecież kierowcami i właścicielami zwierząt są zarówno ludzie wykształceni, jak i osoby niewykształcone. Wszyscy wiedzą, jak mają się zachowywać na drogach i co im grozi za działania niezgodne z kodeksem drogowym. Przepisy określające byt zwierząt są bardzo zagmatwane i jest tam wiele furtek, co sprawia, że są nieczytelne dla przeciętnego obywatela. Uważa, że to trzeba zmienić.

Postulat wykreślenia koni z listy zwierząt gospodarczych wysuwany jest od lat przez środowiska pro-zwierzęce. Był poruszany przez działający w Sejmie Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt. Noc poprzedzająca słynne „Wstępy Skaryszewskie”, wciąż jest sceną starć pomiędzy działaczami i aktywistami organizacji praw zwierząt a handlarzami. Jak dotąd nie udało się doprowadzić do zmiany prawa nawet w zakresie poprawy standardów na targu, nie wspominając o zmianie klasyfikacji koniowatych.

W czasie pisania tego artykułu ze strony „Narodowej Inicjatywy Na Rzecz Wyzwolenia Koni” usunięto informacje o udziale w manifestacji 7 kwietnia ruchów narodowo-patriotycznych.

 

*List Łukasza Drohomireckiego:
(Autor listu wyraził zgodę na opublikowanie – pisownia oryginalna)

W związku z faktem nakierunkowania artykulu w stronę zniechęcenia do uczestniczenia w manifestacji nie wyrażam zgody na publikację mojej wypowiedzi w danym artykule. Jestem zaniepokojony sytuacją, w której to artykuł wydaje się być celowo stworzony pod wypowiedź pani Doroty Wiland, która w czarnych barwach przedstawia inicjatywę osób o różnych poglądach, dążących z głębi serca do zmiany prawa i wprowadzeniu ustawy rekomendowanej przez Fundację Tara gdzie koń uznawany jest za zwierzę towarzyszące człowiekowi. Nadto artykuł posiada treści wyrządzające szkodę pewnym grupom społecznym takim jak m.in środowiska narodowe, które w pani tekście uznawane są za „zadymiarzy”, ludzi chcących jedynie doprowadzać do bójek. Z takim zachowaniem nie możemy się zgodzić i obojętnie przejść obok tak daleko idącej patologicznej postawy, w której to drugi człowiek jest pomawiany a nadto robi się z niego bezpodstawnie bandytę, w sytuacji gdzie niesie pomoc dla zwierząt jakimi są konie. Pragnę podkreślić, że nieprawdą jest również stwierdzenie, iż nie znam Piotra Rybaka bo poznałem go osobiście.

Mając na uwadze powyższe i fakt małego kontekstu mojej wypowiedzi, a przeważanie wypowiedzi pani Doroty Wiland obrażającej drugiego człowieka, wyrządzającej mu krzywdę a nadto pomawiającej go – nie wyrażam zgody na publikację mojej wypowiedzi

Jednocześnie zapraszam na manifestację dnia 7 kwietnia o godz 11:00, aby się pani przekonała, że dla nas najważniejsza jest merytoryczność, a postępowanie wszystkich uczestniczących osób w zgromadzeniu ma na celu jedynie dobro koni.

Pozdrawiam,
Łukasz Drohomirecki

 

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.