Partyzant czy terrorysta

Walczą w imię wyznawanych wartości, stosując podobne metody. Jedni w glorii, drudzy w niesławie. Partyzanci czy terroryści? O ich miejscu decyduje zazwyczaj historia.

Dominik Stajnbart:

Europa od przeszło roku targana jest zamachami dokonywanymi przez islamskich radykałów, stąd można uważać, że to właśnie o tym traktować będzie niniejszy tekst. Jednak prócz tego akapitu nie wspomnę o nich nawet jednym słowem, gdyż kwalifikuję te osobniki w kategoriach pospolitych przestępców.

Echa Społeczne - Powstanie Warszawskie. Walki
Powstanie Warszawskie, 1944 r.

Podstawowym pytaniem dotyczącym nieregularnej walki zbrojnej jest jak odróżnić partyzanta od terrorysty. Pierwsi kojarzeni są z czasem wojny, drudzy okresem pokoju. Wydaje się więc, że ten naturalny podział jest słuszny i powinien być stosowany. Sprawa komplikuje się jednak, jeżeli dojdzie do buntu lub jednostronnego wypowiedzenia wojny. Jak bowiem traktować członków Irlandzkiej Armii Republikańskiej, ETA czy naszych rodzimych powstańców, którzy w obliczu zaborców walczyli o przywrócenie Polski na światowej mapie? Wymienione działania miały miejsce w okresie pokoju. Dzisiaj jednych nazywamy terrorystami, innych określamy mianem powstańców. Jak to możliwe skoro wszyscy walczyli o niepodległość?

Echa Społeczne - maska, kobieta, mur
Fot. Pixabay

Wojna partyzancka jest jedną z najstarszych form nieregularnej walki zbrojnej. Szybkie ataki przeprowadzane z ukrycia i zasadzki są w jej przypadku na porządku dziennym. Trwająca wystarczająco długo przybiera często formę Państwa podziemnego z własnym prawem i strukturami. Wówczas dochodzi często do wykonywania wyroków czy akcji odwetowych na ludności cywilnej, współpracującej z władzą. Poczucie strachu, przy bezradności administracji, ma zmusić obywateli do określonego zachowania.

Jednakże w masowej świadomości utarło się przekonanie, że partyzanci prowadzą walkę, eliminując jednostki współpracujące z władzą, a terroryści zabijają głównie cywili w celu wywołania strachu. Organizacje takie jak baskijska ETA czy korsykański FLNC stanowią zaprzeczenie powyższej klasyfikacji. Owszem, wśród 858 ofiar basków byli także cywile, jednak w przeważającej części organizacja ta, jak i separatyści z Korsyki, swoje działania planowała tak by zminimalizować ryzyko przypadkowych ofiar. Podstawową różnicą hiszpańskich ataków względem analogicznych sytuacji, choćby z Irlandii Północnej, było wcześniejsze uprzedzanie władz o miejscu i godzinie wybuchu, umożliwiające podjęcie ewakuacji.

Etyczni terroryści? Nic bardziej mylnego. Baskowie, walcząc o swoją niepodległość po prostu zdawali sobie sprawę z negatywnego wpływu przemocy względem cywilów w odbiorze zachodniej opinii społecznej.

Odwrotnie ma się sprawa w Kolumbii, gdzie tamtejsza partyzantka (FARC) łącząc walkę zbrojną z handlem narkotykami i porwaniami dla okupu, dorobiła się po czasie statusu organizacji terrorystycznej. Za taką uznają ją między innymi Kanada, USA, Nowa Zelandia czy Unia Europejska, przy jednoczesnym sprzeciwie wobec takiej klasyfikacji większości państw Ameryki Południowej.

Sprawy określenia jednoznacznej klasyfikacji nie ułatwia też prawo międzynarodowe. IV Konwencja Haska do wojujących, podlegających równorzędnej z regularną armią ochronie, zalicza pospolite ruszenie i oddziały ochotnicze. Muszą one spełnić określone wymogi, jak: strukturę dowódczą, jawne noszenie broni czy stałych, rozpoznawalnych odznak. Obligatoryjnie także muszą przestrzegać praw i zwyczajów wojennych.

Dla skuteczności działań, warunki te mogą być spełnione jedynie w czasie wojny. W okresie pokoju, osobnik w oznakowanym mundurze noszący na ramieniu karabin, byłby momentalnie rozpoznany i w najlepszym razie zatrzymany przez organa ścigania. Zielone ludziki, towarzyszące zajęciu Krymu oznaczeń nie miały. Choć tajemnicą poliszynela jest, że były to regularne oddziały rosyjskie, a działania były wojną bez aktu jej wypowiedzenia, to formalnie, o ile międzynarodowa społeczność nie udowodni inaczej, mamy do czynienia z powstaniem w czasie pokoju.

Pomiędzy partyzantką a terroryzmem jest więc cienka czerwona linia, a poprzez podobieństwa te dwa terminy stanowią różne strony tej samej monety. Ostateczna klasyfikacja jednostek czy organizacji zależy jedynie od pozycji siły. Wygrani swoją walkę określać będą mianem partyzanckiej, przegranych nazywać będziemy terrorystami.

Stawiając pomniki kolejnym bohaterom minionych czasów miejmy to na uwadze.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.