Grażyna Olewniczak: Tu nie ma symetrii, bo być jej nie może…

Nie sposób objąć tego, co charakteryzuje język PiS. Język ten istnieje od dawna. Od dawna politycy PiS tym językiem się posługują i jak widać język ten działa. Dwa lata temu, podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił o rewolucji kulturowej. Ta rewolucja już trwa i obejmuje nie tylko wymianę elit, ale i język jakim ta elita mówi. Obejmuje tzw. narrację, czyli nawet to, co jest pomiędzy słowami.

żródło: wykop.pl

SOCJOTECHNIKA DYFAMACJI

Momentem przełomowym, dla mnie, był październik 2006 roku, kiedy to usłyszałam wypowiedziane przez prezesa PiS słowa: „My jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”. To w tym momencie, jeszcze przed katastrofą smoleńską język PiS-u zaczął się radykalizować. Nie tylko radykalizować, ale dzielić ludzi. Jak pisał już na przełomie XIX/XX wieku psycholog Gustaw Le Bon w „Psychologii tłumu” – tłum czeka na sugestię, jest łatwowierny, myśli obrazami, które nie łączą się logicznie. Fakty obiektywne i subiektywne uważa się za jedno tworząc w swojej wyobraźni twory nie mające nic wspólnego z faktami. I tak się dzieje teraz. ​

Radykalizacja i dzielenie. Tworzenie irracjonalnej rzeczywistości. Posłużę się tu kilkoma przykładami. Minister Mariusz Błaszczak oświadcza, że na pogrzebie Inki i Zagończyka przyszli prowokować zwolennicy Bieruta i Jaruzelskiego. Prosty przekaz, prosty obraz, który tworzy się w głowach ludzi. My dobrzy inni prowokują i są źli. I znów często powtarzana fraza: ci, co protestują, to grupa broniąca przywilejów establishmentu chcąca, żeby było tak samo jak przedtem, a my chcemy inaczej, lepiej. My jesteśmy drużyną biało-czerwoną, my wprowadzamy „dobrą zmianę”, jeśli nawet coś nie wychodzi, to będziemy to korygować i nie wykorzystujemy politycznie spraw, to „oni” tak robią. I oczywiście używane na co dzień słowa „lewactwo”. My, PiS to patrioci, katolicy, dobrzy, prawdziwi Polacy. Lewactwo, to motłoch, „komuniści i złodzieje”, źli ludzie. O innych przykładach nie wspomnę, bo wszyscy je znamy i pamiętamy. Jest to praktyka ściśle totalitarna, a wręcz faszystowska.

Wrócę do Le Bon’a. Otóż pisze on, że każda idea, aby zawładnęła tłumem, musi być podana w formie obrazowej i nadzwyczaj prostej. Idee te przemienione w obrazy nie są połączone logicznym związkiem i od przypadku zależy, które z nich ożyją w duszy tłumu. Te obrazy ożywają i myślę, że z prostego powodu. Tłum z nadzwyczajnym uwielbieniem czci tradycję i czuje głęboki, podświadomy wstręt do wszelkiego nowatorstwa. Aspirujący do rządzenie, czy sami rządzący, w tym wypadku PiS, utożsamiają się z tłumem. Są jak wszyscy. Zasada prosta. Jestem chamem, bo i mój naród jest taki, muszę zachowywać się i mówić tak jak najprymitywniejsi wśród tego tłumu. To oni decydują o mojej władzy. Wraca się do swoistej repolonizacji kulturowej tożsamości. Smak i gust zastąpił plebeizm.

źródło: obserwatorpolityczny.pl

Tłum nie lubi „mądrali”, więc i ja ich nie lubię. Kto reprezentuje tych „mądrali”, ten establishment? Łatwo takich znaleźć. To choćby sędziowie. Mają togi, które symbolizują władzę, wyrażają się niezrozumiale dla ogółu, do tego ich wyroki są wątpliwe. To nie tylko z powodu ustawodawstwa prowadzona jest wojna z Trybunałem Konstytucyjnym, to również wojna z tymi mądrzejszymi. Przykładem może być zachowanie v-ce ministra Patryka Jakiego w sądzie podczas rozprawy z prywatnego oskarżenia. Pokazanie sędziemu, że to on, a nie sąd ma władzę, poniżenie, odebranie autorytetu. Za tym idzie dodawanie sobie „blasku” i oświadczanie wszem i wobec: teraz to my zastępujemy tych ludzi, którzy przedtem nami gardzili.

My mamy władzę i sprawujemy ją w waszym imieniu będąc takimi jak wy. Tak wygląda tzw. wymiany elit. Jak mówi sam prezes PiS – najważniejsi są ludzie, ludzie, którzy będą działać w imię naszych wartości, czyli „dobrej zmiany”. Może teraz jeszcze nie potrafią wiele, ale się nauczą, bo są utalentowani i nareszcie będą mogli pokazać, co potrafią. Poniżając innych – sami zakładają togi, uniformy, które są atrybutami władzy. Zyskują prestiż. Możesz być zerem, ale zyskujesz prestiż. Ta” nowa elita” pragnie też wykazać się aktywnością i skutecznością, bo brak powodzenia może skutkować „zdjęciem” z piedestału. Słynne już słowa Jarosława Kaczyńskiego, że nie cofniemy się o krok, które po wydarzeniach związanych ze strajkiem kobiet („Czarny protest”) zmodyfikował na „jeden krok do tyły, dwa do przodu”. A inne przykłady: premier Beata Szydło oświadcza między innymi, że Polska ma wiodącą rolę w grupie Wyszehradzkiej, a grupa Wyszehradzka odgrywa znaczącą rolę w Unii Europejskiej i nadaje ton, temu, co się w niej dzieje. Do tych słów dołącza się v-ce minister Konrad Szymański mówiąc, że Polski głos za zamkniętymi drzwiami, podczas obrad Rady Europejskiej był najmocniejszy, czy słowa v-ce premiera Mateusza Morawieckiego o przeniesieniu Centrum Finansowego z Londynu do Warszawy. I najważniejsza sprawa – my nie rozmawiamy z ludźmi o marnej reputacji.

Te działania, te słowa, te frazy mają udowodnić, że wreszcie nie jest uprawiana pedagogika wstydu. Ja uważam, że uprawiana jest za to pedagogika bezwstydu.

źródło: tygodnikprzeglad.pl

Wrócę do Gustawa Le Bon’a. Może to jakieś maniactwo z mojej strony, ale jest dla mnie fascynującym fakt, że ponad 100 lat temu odkrył on to, co dziś widać jak na dłoni i, że od tego czasu natura ludzka w ogóle się nie zmieniła. Opisywał On świat po rewolucji przemysłowej, w efekcie której niemal wszyscy posiedli umiejętność czytania, czyli generalnie stali się wykształceni i mądrzejsi. Oczywiście jest to pozorne, bo według niego tłum jest tłumem, a władza tłumu (schlebianie mu, czy realizowanie jego zachcianek) prowadzi do barbarzyństwa. Rola rządzących jest tu nie do przecenienia, bo jeśli stosuje ciągłe powtarzanie swoich twierdzeń – zaraża. Tak się działo, jeszcze zanim PiS objął władzę używając słowa „polegli” zamiast „zginęli”, ze słowami „dziecko poczęte” (w kontekście zabijania) zamiast „płodu”, czy „wygaszaniu” zamiast „likwidacji”. Nagle okazuje się, że bezwiednie zaczyna się takich słów używać dzięki osłuchaniu i działaniu ich na podświadomość. To jest ta zaraźliwość. I zupełnie niezwykłe w tej zaraźliwości i osłuchaniu. Taka oto fraza: atak na PiS jest atakiem na Polskę. Polska to my. Zaraza rozchodzi się dalej. Czy jest antidotum na tę zarazę i jak można przeciwstawić się temu, co się dzieje?

I na zakończenie znów cytat z Le Bon’a:

Cywilizacja jest dziełem mniejszości ludzi światłych. Panowanie warstw niższych, posiadających jedynie liczebną przewagę, nie może przyczynić się do rozwoju cywilizacji. Można drogo zapłacić za chore urojenia wszechwładnych mas.

Le Bon jak już wspomniałam uważa, że rządzący spełniający żądania tłumu stają się jego częścią.

źródło: wyborcza.pl

Grażyna Olewniczak

Leave a Comment