Czy będzie jakieś „po PiS-ie”

Demokracja, Publicystyka

Jeszcze kilka miesięcy do wyborów samorządowych, a już kampania wyborcza w pełni. PiS w rozjazdach, przekonuje swoich wyborców do swej prawości i sprawiedliwości. Panowie Trzaskowski i Jaki licytują się kto będzie lepszym prezydentem Warszawy, a w terenie mobilizacja sił partyjnych i obywatelskich. Kiedy pomyślę, że za niebawem, zaraz po wyborach samorządowych, ruszy kolejna kampania to ogarnia mnie przerażenie. Nie wiem, jak przetrwam ten czas wzmożonej agresji, kłótni i licytacji, jednak bardziej zastanawiam się nad czymś innym. Jeśli przyjmiemy wariant optymistyczny czyli podejdziemy do wyborów z wiarą, że będą jednak uczciwe i bez matactwa. Jeśli przyjmiemy, że PiS przegra to….co dalej?

Tamara Olszewska:

Bardzo uważnie obserwuję, słucham, czytam i coraz wyraźniej widzę, że jednak nie zastanawiamy się za bardzo nad tą kwestią. Ważne jest tylko jedno, by PiS przegrał, a cała reszta zupełnie nieistotna.

Fot. Pixabay.com

Zacznijmy więc od poszukania odpowiedzi na pytanie, jaka ma być ta Polska po PiS-ie. Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że nie ma szans, by była ona taka jak przed rządami prezesa i jego spółki. Trzeba będzie ją zbudować od podstaw, całkowicie na nowo, na lepszych i bardziej trwałych zasadach demokratycznych. Trzeba będzie ostro zacisnąć pasa, by odkręcić, co się tylko da z tej „dobrej zmiany”, pamiętając, że przegrana PiS nie spowoduje, że nagle zniknie podział narodu, a wyborcy tej partii biernie przyjmą porażkę. Teraz to oni staną się podstawą obywatelskiego nieposłuszeństwa, pokazując na każdym kroku swoje niezadowolenie.

Trzeba będzie przywrócić szkołom charakter niezależności ideologicznej i religijnej, co oznacza ostry konflikt z Polską Instytucją Kościelną, podreperować gospodarkę, zabezpieczyć finansowo Polskę przed ewentualnym tąpnięciem, bo podejrzewam, że PiS już roztrwoniło przeznaczone na to rezerwy. Trzeba będzie stworzyć odpowiednie programy edukacyjne, które pomogą zbudować dojrzałe obywatelsko społeczeństwo. Wyzwań przed nową władzą będzie sporo i jest pewne, że wiele z nich będzie budziło ostry sprzeciw.

Trzeba będzie mocno popracować nad przebudową całego społeczeństwa tak, by narodowcy nie mieli w nim szans, by ugrupowania neonazistowskie zostały rozwiązane, by prawo znaczyło prawo i było równe dla każdego, by przestała dominować w dyskusjach publicznych retoryka pełna agresji, chamstwa i prymitywizmu.

I tu pojawia się kolejne pytanie. Kto ma wziąć po PiS-ie odpowiedzialność za losy Polski w swoje ręce. Kto będzie w stanie naprawić „popisowską” demolkę, stworzyć takie warunki życia w Polsce, by był to kraj bezpieczny zbudowany z narodu o dużej dojrzałości obywatelskiej ostro zwalczający populizm, nepotyzm i korupcję?

Obsada aktorska na scenie politycznej jest niezmienna od lat. Wciąż te same twarze, osoby, które w rubryce „zawód” mogą śmiało wpisać „polityk i poseł”. Oni świetnie wiedzą, co i jak mówić, by przyciągnąć do siebie ludzi. Jednocześnie jednak nie wyciągają żadnej nauki z popełnionych wcześniej błędów, idealnie wpisują się w retorykę PiS, tak łatwo dają się wciągnąć w licytację typu „kto da więcej”. Najmłodsza partia, jaką jest Nowoczesna, przeżywa wewnętrzne problemy na tyle mocno, że osłabia to jej wizerunek i nie pomaga budować wiarygodności. PO, jakie jest każdy widzi. Na pewno Grzegorz Schetyna, pozbawiony charyzmy, osobowości politycznej, nie jest w stanie przekonać tych, co mają sporo wątpliwości do głosowania na swoją partię. Wiara, że Polacy postawią właśnie na PO, wybierając tzw. mniejsze zło, może okazać się wiarą zbyt na wyrost. SLD, w moim regionie zupełnie niewidoczne, partia Razem zbyt wyalienowana, ugrupowanie Kukiz’15 nie przekonuje swoją antysystemowością i zmiennością poglądów. Dzisiaj pan Kukiz mówi jedno, za chwilę coś zupełnie innego i człowiek po prostu za nim nie nadąża.

Aż się marzy człowiekowi jakaś nowa formacja partyjna. Tylko chwilowo nic nie widać, nic nie słychać, a czas leci…

Mogło by się wydawać, że szansą na powiew świeżości w polskiej polityce mogą być ludzie z ruchów obywatelskich, którzy wypływają na fali obywatelskiego nieposłuszeństwa. Czy jednak na pewno? Tak jak popieram i jestem jak najbardziej za tym, by aktywiści regionalni startowali w wyborach samorządowych, które kierują się swoimi zasadami, to mam sporo wątpliwości jeśli chodzi o walkę o Sejm. Jak już, to staną do niej liderzy, a nie szeregowi członkowie. Liderzy, którym poszczególne partie zaproponują w miarę dobre miejsce na swoich listach wyborczych, licząc, że taka osoba da im więcej głosów.

Rozglądam się wokół siebie i zupełnie nie widzę takich, których kandydaturę chętnie bym poparła, których chciałabym zawierzyć los swój i Polski. Chwała im za to, że stoją na czele obywatelskiej opozycji, ale czy to wystarczy? Czy sam fakt bycia dzisiaj liderem w opozycji, która wielokrotnie jest w opozycji sama ze sobą, to jednak nie za mało?Jeżeli przez ponad dwa lata rządów PiS-u liderzy nie potrafią ze sobą współpracować, stworzyć wspólnego frontu, koordynować, a sporo czasu poświęcają na zwalczanie się? Jeśli są zbyt mocno skupieni na walce o szczytne miano „lidera liderów”. Jeśli nie mają wizji, nie udało im się opracować sensownej strategii, są bardzo wrażliwi na wszelką krytykę, traktując ją jak atak personalny, nie potrafią rozmawiać nawet z członkami własnego stowarzyszenia, często mataczą i kłamią, byle tylko uratować swój punkt widzenia i trzymać się swojej prawdy, która nieomylna i jedyna, to jak można uwierzyć, że nagle, w pracy parlamentarnej, ich olśni i będą „rasowymi politykami” z zasadami, które nas, wyborców, usatysfakcjonują? Jeśli przez te ponad dwa lata nie zadziwili nas swoją wiedzą, umiejętnościami, cechami, które w polityce powinny grać pierwsze skrzypce, to nie czarujmy się. Sama ich „obywatelskość” nie uczyni z nich dobrych polityków.

Nadchodzący czas będzie wymagał od nas, obywateli, decyzji, które poprowadzą Polskę albo ku dobru albo pozostawią w rękach zła. Już niebawem, podczas wyborów samorządowych, będziemy musieli pokazać swoją dojrzałość obywatelską i podjąć właściwe wybory. Potem minie kilka miesięcy w okamgnieniu i staniemy przed dylematem, kto ma nas reprezentować w Parlamencie. Jeśli będziemy kierowali się tylko chęcią odsunięcia PiS od władzy, swoimi sympatiami i antypatiami, to nie liczmy na lepszą zmianę. Musimy być mądrzy, bacznie obserwować kandydatów, nauczyć się oddzielać populizm od realnych obietnic. Musimy po prostu obywatelsko dorosnąć. Obyśmy dali radę.

I tak, tylko już na zakończenie. Może nie podchodźcie do mojego tekstu zbyt emocjonalnie, bo wystarczy, że PiS wprowadzi u nas scenariusz węgierski i wszelkie dywagacje, co po PiS- ie okażą się zbędne.

Dodaj komentarz