Czas wrogów

Żyjemy w ciekawych, a jednocześnie przerażających czasach, w których panuje moda na posiadanie wroga, a najlepiej kilku. Moda ta skutecznie podsycana jest przez środowiska skrajne – zarówno polityczne, jak i te, od polityki się odcinające.

Agnieszka Rusocka-Malinowska:

O ile, zgodnie z zasadą wolności słowa, każdy ma prawo do głoszenia swoich poglądów, mówienia o obawach i nadziejach, o tyle przyzwoitość nakazuje, aby nie szerzyć opinii opartych na internetowych memach, czy filmikach z kanałów typu YouTube.

źródło: Pixabay

Ostatnio na tapecie publicystyczno-politycznej ponownie pojawiła się sprawa uchodźców. Temat podniesiony został przez posłów Parlamentu Europejskiego, w związku z nader opieszałym procesem ich relokacji z Włoch i Grecji do krajów członkowskich. O problemie pisaliśmy wczoraj. Czytając komentarze na forach i portalach społecznościowych, udało mi się wyłonić kilka głównych argumentów, pojawiających się zarówno po stronie zwolenników, jak i przeciwników przyjęcia uchodźców do Polski.

Moralny, chrześcijański obowiązek

(…) Chodźcie, błogosławieni mojego Ojca, weźcie w posiadanie królestwo przygotowane dla was od stworzenia świata.
Bo byłem głodny, a nakarmiliście Mnie, byłem spragniony, a daliście Mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście Mnie.
Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie, byłem chory, a odwiedziliście Mnie, byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.
(…) Zaprawdę, powiadam wam: Coście uczynili dla jednego z tych najmniejszych moich braci, uczyniliście dla Mnie.
(…) Precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany dla diabła i jego aniołów!
Bo byłem głodny, a nie nakarmiliście Mnie. Byłem spragniony, a nie daliście Mi pić.
Byłem przychodniem, a nie przyjęliście Mnie. Byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie. Byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.
(…) Zaprawdę, powiadam wam: Czegoście nie zrobili dla jednego z tych najmniejszych, nie zrobiliście dla Mnie.
I pójdą ci na mękę wieczną, a sprawiedliwi wejdą do życia wiecznego.

Ewangelia wg. św. Mateusza (fragmenty)

Mogłoby się wydawać, że w kraju, tak podkreślającym swoje przywiązanie do chrześcijaństwa i wiary katolickiej jak Polska, nie trzeba się zbytnio rozwodzić nad tym argumentem. Załączony wyżej fragment Biblii aż nadto jasno wskazuje, jak należy się zachować. Paradoksalnie, wśród osób, których światopogląd jest mi znany, za przyjęciem uchodźców opowiada się dość duża grupa deklarujących brak większego zainteresowania kwestiami religijnymi, czy wręcz ateizm. Z kolei partia dzierżąca władzę, wraz ze wspierającymi ją środowiskami, obnoszący się ze swoim przywiązaniem do religii – i nie dotyczy to tylko osób będących na tzw. świeczniku – jest kategorycznie przeciwna przyjmowaniu osób z terenów objętych wojną. Dla złagodzenia wizerunku, posłowie Prawa i Sprawiedliwości, oraz osoby podzielające to stanowisko, deklarują chęć pomocy tym ludziom „na miejscu”. Oczywiście na deklaracji się kończy. Partia, która tak obnosi się ze swoimi prawdziwymi i wyimaginowanymi sukcesami, nie powstrzymałaby się od przedstawienia opinii publicznej, w jaki sposób pomaga, gdyby jakakolwiek pomoc ze strony tego rządu istniała.

Polska musi wypełnić zobowiązania zaciągnięte przez poprzedni rząd

Polska zobowiązała się do przyjęcia w ramach relokacji niespełna 7 tys. osób 22 września 2015 r. Przedstawiciele rządu PO-PSL podkreślali wówczas solidarność z Unią i uchodźcami, ale odmówili przyjęcia imigrantów ekonomicznych. W związku z tym strona polska żądała oddzielania ich od uchodźców. W listopadzie tego samego roku koalicja rządząca przegrała w wyborach parlamentarnych. Do głosu doszło skrajne i populistyczne ugrupowanie, które przejęło władzę między innymi dzięki szerzeniu, a następnie wykorzystaniu nienawiści i strachu do uchodźców. Zgodnie z zapowiedziami z kampanii, PiS robi wszystko aby nie wywiązać się ze zobowiązań, zaciągniętych co prawda przez poprzednią ekipę, ale – jak zauważył Włodzimierz Cimoszewicz – zmiana rządu nie oznacza zachwiania czy zatrzymania ciągłości państwa. Umowy zawarte podczas kadencji jednego rządu, obowiązują również po zmianie władzy. Politycy PiS-u albo nie myślą konsekwencjach, jakie mogą dotknąć Polskę albo nic sobie z nich nie robią, bo wszelkie następstwa dotkną „tylko” suwerena. Politycy nie odczują bezpośrednio na sobie żadnej różnicy. Nadal będą bredzić o wstawaniu z kolan, brać diety i wynagrodzenia poselskie, subwencje.

Na filmach i zdjęciach, wśród uchodźców przeważają młodzi, silni mężczyźni w wieku poborowym. Czego tu szukają, dlaczego nie walczą o swój kraj?

Pierwsza przyczyna takiego stanu rzeczy jest banalna. Ucieczka z terenu objętego walkami jest niebezpieczna i kosztowna. Można śmiało postawić tezę, że Syrię w pierwszej kolejności opuściły osoby najzamożniejsze. Z czasem wyjazd staje się coraz trudniejszy i droższy. Rodzin nie stać na ucieczkę, więc wysyłają pojedynczych krewnych. Biorąc pod uwagę warunki podróży, młody dorosły mężczyzna ma największe szanse na sprostanie temu wyzwaniu i dotarcie do celu. Przez to z czasem wzrastają szanse pozostałych krewnych na wyjazd już w konkretne, z góry ustalone miejsce. Trudno oczekiwać, że takie zadanie będzie powierzane starcom czy kobietom z dziećmi, chociaż i takich osób nie brakuje.

Ponadto większość naszych rodaków, słysząc „wojna” podświadomie wyobraża sobie coś na kształt II wojny światowej. Oczywiście, był to konflikt straszny, okrutny ewenement w historii ludzkości, z drugiej strony II WŚ była wojną „prostą”. Była Polska, na którą najechało kolejno dwóch zewnętrznych najeźdźców i trzeba było sobie z tym poradzić. Przegraliśmy w wojnie otwartej, trzeba było zejść do podziemia. Nie bagatelizuję tamtych czasów ani tym bardziej bohaterów ale teraz, w Syrii sprawa wygląda zupełnie inaczej. Po pierwsze minęło 70 lat od zakończenia ostatniej wojny światowej. Zmieniła się technologia i sposób walki. Po drugie, Syria nie została napadnięta przez najeźdźców. Zaczęło się od prób obalenia prezydenta Baszara al-Asada, co doprowadziło do wojny domowej, skończyło na zagarnięciu przez Państwo Islamskie, uznane przez ONZ za organizację terrorystyczną, coraz większych połaci dawnej Syrii. Trzeba jasno powiedzieć, że to nie są „nasze zabory” z XIX w., które w porównaniu z tym, co obecnie dzieje się w Syrii, były szczytem cywilizacyjnej kurtuazji zaborców wobec Polaków. Czy mieszkaniec dawnej Syrii nie ma prawa do ratowania swojego życia, tylko dlatego, że jest dorosłym mężczyzną? Ma tam zgnić i dziękować Allachowi za to, że przeznaczył dla niego kulkę w łeb, co zapewni mu szybką śmierć, zamiast powolnego wykrwawiania się w bólu w czymś, co być może kiedyś było szpitalem? W Polsce kultywujemy czas i ludzi Powstania Warszawskiego. Większość z nas zna relacje, w tym zdjęcia, z tamtych ciężkich dni. Pamiętacie upadek Woli i Ochoty i to, co spotkało ludność cywilną? Pamiętacie upadki pozostałych dzielnic? Powstanie trwało „tylko” 63 dni – wojna w Syrii właśnie przekroczyła czas trwania II WŚ.

Wśród uchodźców mogą się przewinąć terroryści.

Mogą. Pytanie, ilu z nich mogłoby się w ten sposób przedostać? Ponadto, jakoś nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek organizacja terrorystyczna wysyłała swoich ludzi w takich warunkach, w jakich przybywają tu uchodźcy. Taki, przeszmuglowany do Europy terrorysta, to ktoś w kogo zainwestowano. To ktoś, przybywający tu z konkretnym zadaniem do wykonania. Kilkumiesięczna tułaczka od granicy do granicy, od obozu do obozu, to strata czasu i zainwestowanego kapitału. Mimo to, nie należy ignorować problemu, gdyż zagrożenie istnieje. Do myślenia dają dane, jakie ukazują się po każdym, dokonanym na terenie Europy zamachu terrorystycznym. Wskazują one, że zamachowcami nie są osoby przybyłe jako uchodźcy czy imigranci ale ich potomkowie. Jak nawiązali kontakt z organizacjami terrorystycznymi? Można zakładać, że przez Internet ale czy to wystarczyłoby do tego, aby kogoś, kto urodził się i wychował w demokratycznym kraju namówić do zamachu, w którym może stracić życie? Trudno powiedzieć ale uważam, że faktycznych korytarzy przerzutu terrorystów należy szukać gdzie indziej.

Oni nie szanują kobiet. Jak polskie „lewaczki” zostaną przez nich zgwałcone, to wtedy zrozumieją…

Odnośnie szacunku do kobiet w ogóle, nie mogę nie poruszyć sprawy radnego z Bydgoszczy – Rafała Piaseckiego – byłego przedstawiciela Prawa i Sprawiedliwości, przeciwnika homoseksualistów, miłośnika polskiego tradycjonalizmu. Czy Rafał Piasecki pochodzi ze Wschodu, lub z Afryki? Czy jest uchodźcą? Muzułmaninem? Nie. Jest rodowitym Polakiem, praktykującym katolikiem. Co ma wspólnego z uchodźcami? Nic. Nie jest to odosobniony przypadek. Postrzeganie kobiet w Polsce, pięknie uwidocznione w opiniach o tym, że kobietom trzeba zakazać aborcji, bo będą się skrobały na potęgę, zabrać pigułkę „dzień po”, bo łykają ją jak cukierki, zakazać antykoncepcji, bo głupie się trują nie świadczą o wielkim szacunku do kobiet. I kto o tym mówi? Uchodźcy? Nie, nasi rządzący politycy i środowiska konserwatywne. Co oni mają wspólnego z uchodźcami?

Groźba gwałtu. Czy Polska musi przyjąć uchodźców ze Wschodu, żeby polskie kobiety zobaczyły, czym jest gwałt? Po II WŚ, gdy zrobiono z nas jednolity etnicznie naród, gdzie dostęp innych kultur był mocno ograniczony gwałtów nie było? Polacy, Czesi, Francuzi, Niemcy nie gwałcą? Nie sposób nie przywołać tu wydarzeń w Kolonii i kilku innych niemieckich miastach w noc sylwestrową 2015/2016. Wówczas łącznie kilka tysięcy kobiet, uczestniczących w zabawie, zostało poddanych molestowaniu seksualnemu. W każdym przypadku sprawcami były grupy śniadych mężczyzn. Policja przyznała, że identyfikacja i postawienie w stan oskarżenia wszystkich oprawców nie jest możliwa. Ci, których udało się doprowadzić przed sąd pochodzili w większości z krajów arabskich i Afryki Północnej. Do dziś nie wiadomo, czy ta sytuacja była wynikiem zaplanowanej akcji czy nastąpiła tu spontaniczna, zbiorowa reakcja łańcuchowa. Sprawcy, bez względu na to, kim są powinni zostać ukarani i nie można sytuacji bagatelizować w żadną stronę. Zawsze i wszędzie będziemy narażeni na napad, gwałt, bez względu na to, czy uchodźcy będą czy nie, gdyż żadna nacja nie jest wolna od patologii. I nie dotyczy to tylko kobiet. Niemoralną byłaby zarówno bezwzględna obrona sprawców, bo są uchodźcami, jak również wykorzystywanie tych zdarzeń do wybielania rdzennych Europejczyków, insynuując, że oni tak się nie zachowują.

Oni się rozmnożą i w ten sposób przejmą nasze państwa.

Przy okazji tego argumentu padają opowieści o rzekomych muzułmańskich dzielnicach w Londynie, Paryżu, Berlinie i innych miastach europejskich, gdzie nie można wejść, bo zastrzelą i ponoć nawet policja tam nosa nie wkłada. Dzielnice te przejęte są przez mityczne gangi i rządzi tam szariat. Ludzie tam mnożą się na potęgę i za kilka pokoleń zaleją Europę.

Tymczasem marzeniem zdecydowanej większości jest powrót do kraju i odzyskanie własnego, dawnego życia. Niewielki odsetek chce na stałe osiąść w Europie.

W Boże Narodzenie 2015 r., pewna znajoma mieszkająca w Niemczech przyjechała ze swoim narzeczonym – berlińczykiem do Polski. Inna znajoma zorganizowała spotkanie towarzyskie w starym, dobrym gronie. Miałam wtedy okazję porozmawiać z ludźmi faktycznie żyjącymi obok imigrantów. Nigdy nie słyszeli o takich dzielnicach. Oczywiście, są dzielnice muzułmańskie, tak jak są polskie, chińskie ale działa w nich, podobnie jak w pozostałych, niemieckie prawo. Jeśli ktokolwiek je złamie, poddawany jest konsekwencjom, jak każda inna osoba przebywająca na terytorium Niemiec. Nawet moja polska znajoma dziwiła się, skąd u nas takie informacje.

Inna znajoma, której poglądy skręcają raczej w stronę dzisiejszej prawicy, mieszka od kilku lat w Londynie. Ze względu na charakter wykonywanej pracy, porusza się transportem publicznym po dość dużej części miasta. Przyznaje, że w Londynie jest na tyle dużo uchodźców, że są widoczni. Na moje pytania o zaczepki, napaści na nią, czy znane jej osoby odpowiada przecząco.

Na terenie Anglii mieszka również mój dawny znajomy z lat szkolnych. Kiedyś odnaleźliśmy się na Facebooku, zaczęliśmy rozmawiać. Dowiedziałam się, że jest „narodowcem”, który kocha kraj i kultywuje „piękne tradycje ułańskie” (cokolwiek to znaczy). Nie przeszkadzało mu to jednak mieszkać za granicą i płacić podatków, jak sam to określił „na brytyjską Królową”. Żalił się mi, jak to w jego miejscu zamieszkania jest strasznie, bo tylu „ciapatych” tam się szwenda. Zapytałam w czym mu przeszkadzają, czy go napadli, zrobili mu coś. W odpowiedzi napisał, że nie, że to „on tam jest od walenia po mordzie”. Dowiedziałam się, że też, że „tacy jak ja powinni znaleźć sobie jakiś inny kraj i tam przyjmować uchodźców”. Dziś już nie jest moim znajomym ale to, co wypisywał świadczy o czymś innym, niż to, co próbuje się wmówić Polakom przebywającym w kraju.

A nasze podwórko? Od kilkuset lat w Polsce żyje spora społeczność muzułmańska – głównie na Podlasiu. Przez wieki nie przejęli nam kraju i nie wprowadzili szariatu. Jeśli z jakiś powodów się o nich mówi, często określani są jako „NASI, polscy Tatarzy”.

 

To nie jedyne ale najczęściej spotykane argumenty odnośnie uchodźców. Daleka jestem od przyjmowania kogokolwiek bez żadnych zastrzeżeń. Trzeba pamiętać, że ludzie ci urodzili się i wychowali w innej kulturze. Trzeba stworzyć im warunki do tego aby zrozumieli realia świata, w jakim przyszło im się znaleźć. Muszą poznać prawo, obyczaje. To jest powinność krajów przyjmujących uchodźców, aby ludzie ci przez czas pobytu mogli asymilować się i być może kiedyś wrócić do Ojczyzny, do domu. Jeśli zdecydują się pozostać, aby mogli stać się pozytywną cząstką naszego, europejskiego społeczeństwa. A zagrożenia z tym związane? Są i zawsze będą. Nie wydaje mi się, aby od uciekinierów przed wojną wiało większym zagrożeniem, niż od przybyszy z innych części świata czy nawet Europy.

2 Thoughts to “Czas wrogów”

  1. Marzanna Die

    Mieszkam od wieleu, wielu lat w Niemczech i widzę też jak się tutaj Polacy zachowują. Z jaką pogardą mówią o Niemcach wśród których żyją i pracują. To z pewnością nie jest większość tutaj żyjących Polaków, to jest najprawdopodobniej mała grupa, ałe ta grupa jest bardzo głośna. Ci ludzie żyją tutaj lata i nie potrafią wymienić ani jednego słowa po niemiecku z ekspedientką w sklepie, a o tym żeby coś w urzędzie załatwić, to już absolutnie nie ma mowy. Właśnie ci Polacy krzyczą, że uchodźcy nie potrafią się dopasować do życia w innym kraju – a sami siedzą w domu, chodzą tylko do polskich knajp, oglądają tylko polską telewizję…. kiszą się we własnym sosie. Do sąsiadki Niemki uśmiechają się jak od niej coś dostaną, np. ciuchy dla dzieciaków, a potem odwracają się i wyzywają ją po polsku od niemieckich k….. Taka dwulicowość doprowadza mnie czasami do gorączki. Były czasy, w których się za takie zachowanie moich rodaków wstydziłam, dzisiaj już tylko takimi ludźmi pogardzam…

  2. Alina

    Moja wnuczka wróciła ze szkoły ( Dania) i mowi, ze maja nowego kolegę, ktory „przyjechał z innego swiata” i musza mu pomoc”. Pomyslałam, „inny swiat”- to pewnie z Pakistanu, Iraku, Syrii..Zapytałam zatem, skąd przyjechał ten kolega a ona mówi ” z Litwy”.
    A zatem, moi drodzy Polacy dla innych nacji, tez sa tymi, „z innego swiata”. Pamietajmy o tym!

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.