Batalia o Sąd Najwyższy

To się już stało! To, o czym zdecydowała demokratycznie wybrana większość w polskim Sejmie w dniu 12 lipca i ostatecznie zdecyduje w dniu 19 lipca 2017 (nie mam co do tego wątpliwości) przesądza, iż Rzeczpospolita Polska przestała być demokracją i państwem prawa, co z definicji wyklucza nas z Unii Europejskiej.

Bogusław Stanisławski:

Potwierdzają to słowa, jakie usłyszeliśmy dzisiaj z ust najwybitniejszych i najbardziej znanych polskich autorytetów prawnych – Ewy Łętowskiej, Małgorzaty Gersdorf, Adama Strzębosza. Towarzyszyły temu haniebne wystąpienia Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego: to już nie tylko populizm, do którego przywykliśmy – to szczyt zakłamania, cynizmu i – ośmielę się użyć słowa, przed którym się zwykle wzdragam, bo innego nie znajduję – chamstwa, bo jak inaczej odebrać można stek najgłębiej obraźliwych wyzwisk ze strony JK pod adresem parlamentarnej opozycji?

Manifestacja pod Pałacem Prezydenckim. Lipiec 2017 r. Fot. Monika Nowak-Ruchała

Dopiero co wróciłem spod Pałacu Prezydenckiego (na „Sejm” nie starczyło mi już siły). Wielotysięczny, protestujący tłum ludzi, którzy przyszli tu spontanicznie, w reakcji na wrzucone przed kilku godzinami „w fecebook” hasło. Ze świecami, flagami – robiło wrażenie, podobnie jak wzruszającą manifestacją był – jak Polska długa i szeroka – niedzielny „Łańcuch światła”. Ale przecież, praktycznie – to zaledwie garstka. Do ilu Polaków dociera tak naprawdę, co się stało? Ilu z nas tej nocy nie uśnie, bo sen się nie ima? Ilu z nas, polskiego plemienia – szczególnie młodych, nie lubiących polityki, dla których „stan zastany”, tzn. codzienność w Europie pod demokratycznymi rządami prawa, jest oczywistością, poza którą wyobraźnia nie sięga – zdaje sobie sprawę z konsekwencji tych przegłosowanych ustaw odrzucających trójpodział władzy? Dla ilu imponderabilia ustrojowe, których rzeczone ustawy dotyczą, ważniejsze są od opodatkowania paliw, o czym w rodzinnych i towarzyskich gremiach mówiono z oburzeniem najczęściej, a z czego rząd wycofał się bez większych oporów?

Mamy nową sytuację i reakcja na nią w formie często happeningowych demonstracji pełnych okrzyków „nie damy”, „nie pozwolimy” nie wystarczy, jeśli chcemy zachować nadzieję na powrót demokracji i rządów prawa choćby w dającej się przewidzieć przyszłości. Zatem ja, „Jan Kowalski”, obywatel Rzeczypospolitej świadomy swoich praw (które zostają mi odbierane) i powinności, oczekuję od tych, którzy pretendują do roli liderów opozycji parlamentarnej, pozaparlamentarnej, społecznej, obywatelskiej i jakiej tam jeszcze (oczekuję – to za mało, żądam – byłoby może za wiele) odpowiedzi na dramatyczne pytanie „co dalej?”. Oczekuję prostego, mocnego przekazu do „obojętnych”, co tracimy po wykastrowaniu nas z demokracji i praworządności. Oczekuję czytelnego manifestu, kolejnych „21 punktów”, jakiej Polski chcemy, a nie będzie on możliwy bez załącznika w postaci audytu z dokonań minionego ćwierćwiecza, ale też dramatycznych zaniechań, jakie doprowadziły do obecnej sytuacji, z mocnym – bez znieczulenia – uderzeniem się w piersi przez winnych tych zaniechań. Oczekuję jasnej instrukcji, jak godnie żyć w warunkach despocji, ze świadomością, że odwaga ma swoją cenę, adresowanej do tych, którym data urodzenia takich doświadczeń zaoszczędziła. Oczekuję klarownego przekazu adresowanego do młodego pokolenia, zrażonego „do polityki”, że jeśli się w tę politykę nie zaangażują – ona ich dopadnie z zaskoczenia, rujnując ich „normalność”, ich aspiracje i życiowe perspektywy. Oczekuję pilnie!

Dodam jeszcze: w „prezydencką metamorfozę” nie daję wiary. Już podjęte i procedowane ustawy dotyczące sądów i trybunałów są fundamentem zmian ustrojowych, które mają zapewnić Jarosławowi Kaczyńskiemu petryfikację jego władztwa i trwałą, obłędną zmianę ustroju państwa. Dzisiaj zostało to powiedziane (histerycznie wykrzyczane) w Sejmie już bez żadnych zahamowań. Ta władza może odstąpić (chwilowo) od wszelkich innych proponowanych „pomysłów na państwo” (aborcja, akcyza czy cokolwiek innego), nie ustąpi jednak ani o jotę od pomysłu całkowitego podporządkowania sobie „wymiaru sprawiedliwości” – ten cel będzie uświęcał wszelkie środki, również te najpodlejsze i najbardziej haniebne. To Polacy mają na jakiś czas, jak w banku. Drobne, kosmetyczne zmiany, jakie zapewne będą wprowadzone dla kamuflażu i ratowania twarzy prezydenta, nie zmienią w niczym istoty ustaw zmieniających ustrój państwa. Z tym musimy się przez jakiś czas nauczyć żyć i nauczyć się na to reagować. Halo, Szanowna Opozycjo, przypominam, bo przez wiele lat to ćwiczyłem: odwaga ma swoją cenę, co w ciągu minionego ćwierćwiecza uległo zupełnej amnezji. Sen Nocy Letniej dobiegł końca – obudziła nas brutalna rzeczywistość.

Nie pytam „czy” – bo byłoby to wyzucie się ze wszelkiej nadzieji, a „kiedy” damy radę to zmienić?

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.