38 stopni

Społeczeństwo

Podczas gdy Korea Północna pręży swoje rakietowe muskuły, do jej wybrzeży zmierza już nie jedna a trzy amerykańskie grupy uderzeniowe. To wszystko przy milczącej postawie Chin i wręcz symbolicznej reakcji Rosji na niedawne amerykańskie demonstracje siły. Czyżby postanowiono położyć kres dyktaturze szaleńca?

Dominik Stajnbart:
Grafika nadesłana przez autora tekstu
Grafika nadesłana przez autora tekstu

W noc zwieńczającą 105-tą rocznicę urodzin Kim Ir Sena, jego wnuk przeprowadził kolejną, tym razem nieudaną próbę pocisku balistycznego. Dokładnie w tym samym momencie, gdzieś na zachodnim Pacyfiku w stronę półwyspu koreańskiego zmierza amerykańska grupa uderzeniowa, w skład której, prócz atomowego lotniskowca Carl Vinson wchodzą rakietowe krążowniki klasy Ticonderoga i niszczyciele Arleigh Burke, na pokładzie których wśród całego arsenału śmiercionośnej broni znajdują się między innymi rakiety Tomahawk i wielozadaniowe myśliwce F/A-18 F mogące w razie potrzeby precyzyjnie razić cele głęboko na terytorium Północnej Korei.

Jest to próba zastraszenia północnokoreańskiego reżimu, czy też amerykańskiej administracji, kierowanej przez nieprzewidywalnego Trumpa kończy się po prostu cierpliwość? W chwili obecnej nie można wykluczyć żadnego z tych twierdzeń, jednakże pewne przesłanki zdają się świadczyć o tym, że w najbliższym czasie „38 stopni” może stać się synonimem gorąca.

Wszystko bowiem zależy od tego, z jakiej perspektywy spojrzymy na ostatnie działania, zarówno po stronie reżimu z Pjongjang, jak i waszyngtońskiej administracji.

Chociaż północnokoreański program atomowy rozpoczęty został na długo przed objęciem władzy przez Kim Dzong Una, to jednak dopiero za jego dyktatury przestał być jedynie teoretycznym narzędziem szantażu, mającym na celu łagodzenie międzynarodowych sankcji i wymuszanie haraczu w postaci pomocy humanitarnej. Nieobliczalny wódz, który potrafił wymuszać posłuch wśród podwładnych przeprowadzając pokazowe egzekucje przeciwników przy pomocy działek przeciwlotniczych czy wygłodniałych psów, postanowił uczynić z broni atomowej podstawowe narzędzie kształtowania polityki w regionie. Postawiono na miniaturyzację głowić i rozwój środków ich przeznaczenia, tak by w razie potrzeby broń ta stanowiła skuteczne narzędzie wymuszające posłuszeństwo. Najwyraźniej prace badawczo-rozwojowe osiągnęły już taki pułap, który nie może być tolerowany nawet przez stosunkowo wstrzemięźliwe w tej materii kontynentalne Chiny. To zresztą reakcja Państwa Środka wyraźnie sugeruje, że północnokoreański reżim jest blisko przekroczenia cienkiej czerwonej linii. Wówczas nie będzie już odwrotu.

Pośrednio potwierdzają to słowa amerykańskiego wiceprezydenta Mike’a Pence’a, który goszcząc w południowokoreańskim Panmundżomie oświadczył, że „era strategicznej cierpliwości wobec Korei Północnej dobiegła końca” dając tym wyraźny znak, że od tej pory „USA nie wykluczają żadnej opcji”. Słowa te były zwieńczeniem przekazu, jaki Stany Zjednoczone kierowały do Kim Dzong Una od początku kwietnia. Inaczej nie można określić ataku 59 rakietami Tomahawk na syryjską bazę lotniczą Szajrat, a następnie zrzucenia „matki wszystkich bomb” (GBU-43 MOAB) na kompleks tuneli w Afganistanie. W obu przypadkach nie liczono się z kosztami (pierwsza akcja – 55 mln USD, druga – 16 mln USD) stawiając przede wszystkim na efekt medialny. Poniekąd całą sprawę potwierdził sam prezydent Trump zapytany, czy wydarzenia te były wiadomością dla północnokoreańskiego dyktatora stwierdził: „Nie wiem, czy to wysyła komuś wiadomość; To nie ma znaczenia”.

Jak podają źródła zbliżone do południowokoreańskich sfer rządowych, a potwierdzają niezależne serwisy, w chwili obecnej w kierunku morza Japońskiego zmierza już nie jedna a trzy amerykańskie lotniskowcowe grupy uderzeniowe. USS Carl Vinson otrzyma bowiem w najbliższych tygodniach wsparcie zespołów USS Ronald Reagan oraz USS Nimitz. Trochę dużo jak na zwyczajny pokaz siły. Ponadto, jak donosi thinktank Stratfor, w rejon kierowane są również Desantowe Grupy Uderzeniowe skupione wokół desantowców USS America, USS-Bataan oraz USS Makin Island z 5,5 tys gotowych do desantu marines na pokładzie.

Dodaj komentarz