Znęcał się nad zwierzętami egzotycznymi. Prokuratura przedstawiła 19 zarzutów

Zdjęcie nadesłane.

Nielegalne posiadanie 427 zwierząt chronionych, znęcanie się nad nimi oraz zarzuty podrabiania dokumentów, łamania praw pracowniczych, prawa farmaceutycznego i narażenie ludzi na utratę życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – łącznie aż 19 zarzutów usłyszał w Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu hodowca zwierząt egzotycznych spod Śremu, Maciej M. O sprawie tej było głośno latem 2017 roku, kiedy to na teren hodowli zarejestrowanej jako cyrk weszła policja oraz wolontariusze Fundacji Viva! Wszystko wskazuje na to, że to nie tylko największa taka sprawa w Polsce, ale jedna z większych w Europie.

Podczas interwencji w Pyszącej pod Śremem latem 2017 roku zabezpieczono prawie 300 zwierząt ponad 80 gatunków, głównie zwierzęta podlegające ochronie na podstawie przepisów międzynarodowych. Zwierzęta przeniesiono do specjalistycznych placówek w Polsce i za granicą. Najwięcej przyjął Ogród Zoologiczny w Poznaniu, do którego trafiły między innymi tygrysy, antylopy, ptaki, świnie rzeczne czy oceloty. Wiosną 2018 roku Maciej M. usłyszał zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami, które przebywały na terenie hodowli w dniu interwencji. Teraz doszło do nich szereg równie poważnych zarzutów, dotyczących między innymi ochrony gatunkowej zwierząt.

Maciej M., który od 1,5 roku usiłuje zrobić z siebie ofiarę w oczach opinii publicznej, usłyszał zarzuty nielegalnego posiadania, handlu czy transportu ponad 400 zwierząt z 2 najbardziej chronionych grup 

– mówi mecenas Katarzyna Topczewska reprezentująca Fundację Viva!

Gdyby chodziło o kilka zwierząt, można by mówić o przypadku, niedopatrzeniu, pomyłce. Ale tu mówimy o ponad 400 chronionych i bardzo cennych zwierzętach. Wielu tych zwierząt, których dotyczą zarzuty nie było w hodowli w dniu, w którym przeprowadzono tam interwencję. Nie wiadomo jaki los je spotkał. Te, które przetrzymywano w Pyszącej w dniu interwencji, żyły w skandalicznych warunkach i za to Maciej M. usłyszał zarzuty znęcania się nad zwierzętami.

Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Maciej M. naruszył przepisy prawa Unii Europejskiej, dotyczące ochrony gatunków dzikiej fauny i flory. Materiał dowodowy jest w tej sprawie wyczerpujący, a opinia biegłego sądowego, tylko w zakresie handlu zwierzętami chronionymi i ich posiadania, liczy kilkaset stron.

Maciej M. usłyszał także, w Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu, zarzuty dotyczą łamania praw pracowniczych, prawa farmaceutycznego, przywłaszczenia kapibary należącej do Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu, podrobienia szeregu dokumentów poświadczających legalność pochodzenia zwierząt chronionych. Ciąży też na nim zarzut sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób z powodu przetrzymywania zwierząt niebezpiecznych w nieodpowiednio zabezpieczonych klatkach i wolierach.

Sprawa ma charakter przełomowy. Zarówno jeżeli chodzi o liczbę zwierząt, których dotyczą zarzuty, jak również fakt, że właściciel przez wiele lat prowadził „cyrk”, który cyrkiem nigdy nie był, nie organizował on bowiem żadnych wędrownych pokazów. Prokuratura powinna przeprowadzić odrębne postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez urzędników, którzy wielokrotnie kontrolowali hodowle i nie reagowali mając wiedzę, że Maciej M. posiada zwierzęta niebezpieczne nie będąc do tego osobą uprawnioną oraz widząc, w jakich warunkach żyją zwierzęta

– mówi mecenas Katarzyna Topczewska.

W hodowli niejednokrotnie dochodziło do ucieczek zwierząt. Uciekały antylopy, innym razem udało się to pawianom. Okazało się, że w siatce okalającej wybieg tygrysów od góry znajdowała się duża dziura, która mogła być stopniowo przez zwierzęta powiększana. Do ucieczki mogło dojść w każdej chwili. Tak groźne zwierzęta mogą posiadać w Polsce tylko ogrody zoologiczne, cyrki i placówki naukowe.

Przypomnę tylko, że Maciej M. zarejestrował tę hodowlę jako cyrk właśnie po to, by móc przetrzymywać zwierzęta niebezpieczne

– mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva!

Faktycznie jednak żadnego cyrku nigdy nie prowadził, za co został ukarany wyrokiem nakazowym przez Sąd Rejonowy w Śremie. W tej sprawie toczy się teraz postępowanie sądowe, ponieważ Prokuratura Okręgowa w Poznaniu odwołała się od tego wyroku domagając się orzeczenia przez Sąd przepadku wszystkich zwierząt niebezpiecznych przetrzymywanych w hodowli. Fundacja Viva jest w tej sprawie oskarżycielem posiłkowym. Kolejna rozprawa zaplanowana jest w tej sprawie na 21 marca.

Maciej M. w Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu nie przyznał do żadnego z postawionych mu 19 zarzutów i odmówił składania wyjaśnień.

Szokujące jest nie tylko to, że Maciej M. nigdy nie wyraził skruchy i nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów, ale również to, że wynajął agencję PR, która ma kreować jego wizerunek jako osoby pokrzywdzonej przez organa ścigania i organizacje pozarządowe

– mówi Anna Plaszczyk

Na rozprawach Maciej M. wygląda jednak na zadowolonego i pewnego siebie, co jest niezrozumiałe w świetle zgromadzonego materiału dowodowego.

Interwencja w Pyszącej to prawdopodobnie największa i najtrudniejsza tego typu sprawa w Polsce. Chodzi tu zarówno o skalę naruszeń przepisów, jak i o samą liczbę zwierząt, które zostały zabezpieczone. Pierwszy raz służby miały do czynienia z tak dużą liczbą zwierząt niebezpiecznych i wymagających natychmiastowego przeniesienia.

 

Na podstawie materiałów nadesłanych przez Fundację Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt – Viva!

Poznań, 04.03.2019

Leave a Comment