Tamara Olszewska: Ot, takie tam rozważania przy porannej kawie…

Fot: Pixabay.com

Kiedyś było inaczej. Łatwiej i prościej, bo i wróg był bardzo określony, nazwany, bardziej „obcy”. Najpierw Rosja, Austria i Prusy, potem nazistowskie Niemcy i wreszcie Związek Radziecki. Wiadomo było, kto jest kim, z kim należy walczyć, kogo wolno nienawidzić. Społeczeństwo polskie w swej postawie wobec tychże wrogów było nieprzejednane i dość jednolite. Zjednoczone, przez co silniejsze, bardziej skuteczne w oporze. A dzisiaj, pierwszy raz w naszej historii, na taką skalę jesteśmy wrogami wobec siebie wzajemnie. Brat przeciwko bratu, sąsiad przeciwko sąsiadowi, matka przeciwko córce… I jak to ogarnąć?

Wielkim uproszczeniem jest twierdzenie, że to wina PiS-u. Tak naprawdę partia ta bardzo umiejętnie wykorzystała frustracje tych, którzy z różnych powodów nie odnaleźli się w Polsce po 1989 roku. Padły PGR-y, sprywatyzowano przemysł, na mapie Polski pojawiły się regiony tzw. białe, gdzie wzrastało ostro bezrobocie, zakładów pracy było jak na lekarstwo, a ludzi pozostawiono samych sobie. Nie pamiętam żadnego sensownego programu pomocy dla nich, projektu aktywizacji zawodowej, propozycji dla firm, by właśnie na tych terenach inwestowały i rozwijały swoją działalność.  Jedyne, co funkcjonowało to Pomoc Społeczna, która zapewniała wsparcie na poziomie wegetacji, ale też przyzwyczaiła swoich klientów do bierności zawodowej i dość roszczeniowej postawy.

Czy można się dziwić, że ludzie ci mieli w nosie jakiś tam światowy kryzys gospodarczy. Przecież im i wcześniej, przed nim, żyło się nieciekawie, więc po co doceniać sensowną politykę PO/PSL, dzięki czemu dało się Polsce przejść przez niego w miarę suchą nogą. Co im te setki, tysiące kilometrów nowych dróg, dobre wyniki w edukacji, stabilna gospodarka, inwestycje budowlane, dotacje z UE itp. itd. jak ich życie wciąż takie samo?

PiS świetnie wiedziało, jak i z czym uderzyć do takiego wyborcy. Umiejętnie wyłuskało wszelkie niedopatrzenia poprzednich rządów pokazując jednocześnie, jak ta nowa klasa fajnie sobie żyje. Rozmawia z ludźmi językiem prostym, niewyszukanym, który jest tak łatwo rozumiany i tak przystępnie tłumaczy, kto odpowiada za szarość ich życia i dlaczego.

Odwołuje się do tych wartości, które pozwalają poczuć się człowiekowi ważnym, docenionym, wreszcie zauważonym. Patriotyzm, Ojczyzna, Bóg i Honor nagle stały się domeną tych, którzy do tej pory gdzieś tam klepali swoją biedę bądź żyli na poziomie, który był w ich mniemaniu niewystarczający i niesprawiedliwy, bo przecież oni zasługują na więcej. Zasługują, nawet jeśli w pewnym stopniu ponoszą sami winę za stan, w jakim znalazło się ich życie.

PiS głośno neguje rolę inteligencji, szczególnie tej, która znalazła się po „przeciwnej stronie barykady”, bo to tylko jakiś tam wykształciuch, przedstawiciel klasy, co to uważa, że jak lepiej wykształcony to i więcej mu się należy.

Podkreśla, że jego elektorat nie musi się znać na prawie, polityce, gospodarce, finansach i innych dziedzinach życia, bo jest on najwyższą wartością sam w sobie i ten poziom wiedzy, jaką reprezentuje, całkowicie wystarczy, by go szanować, cenić i pozorować jego współudział w tworzeniu nowej Polski na każdej płaszczyźnie. Polski, gdzie to on jest panem, on rządzi, decyduje co i jak, a ta reszta to po prostu chłam, który do tej pory pasożytował na zdrowym organizmie, jakim jest ten elektorat, wykorzystywał go, spijał śmietankę, która należała się właśnie pisowskim zwolennikom i tylko im.

Czy można się im dziwić, że są jak najwierniejszy psiak, oddany swemu panu na wieki wieków?  Z pełną ufnością oddali swój los w ręce PiS-u i nawet nie próbują weryfikować tego, co mówią ich ulubieni politycy. Nie próbują konfrontować tych prawd objawionych z rzeczywistością, bo…po co? Teraz im jest dobrze i to wystarczy. Teraz czują się Polakami, współodpowiedzialnymi za Polskę. Teraz się liczą i mogą z góry patrzeć na tych, co to pod rządami PiS-u spadli do roli zdrajców i gorszego sortu.

I jak tu zasypać podziały społeczne, przekonać ich, że jesteśmy jednym narodem, że wszyscy jesteśmy ważni? Ich stosunek do całej reszty opiera się na przeświadczeniu, że to jest walka. Walka o to, kto tu rządzi. Ci, obwiniani o całe zło, jakie ich spotkało za poprzednich rządów czy oni, nie chcący już nigdy wrócić do roli podrzędnej grupy społecznej. Grupy o cechach pewnego wykluczenia.

Kiedyś było łatwiej, bo wróg był zewnętrzny. Teraz stajemy się wrogami wobec siebie i jak to zakończyć? Jak rozwiązać?  Na pewno nie pomoże nam ta pełna chamstwa i wulgaryzmów, retoryka. Nie pomoże nam wzajemne obrażanie się. Nie pomoże nam ani ten rząd, dla którego taka sytuacja jest jak marzenie, ani kościół, który dzięki temu rozgrywa własne interesy.

Sami musimy sobie poradzić. Tylko czy potrafimy i czy tak naprawdę chcemy? Przykro mi, ale na dzisiaj, takiej woli nie widzę z żadnej strony. No i co teraz?

P.S. Przepraszam za pewne generalizowanie, ale nie dało się inaczej. Wszelkie próby uszczegółowienia czy pełnego wyczerpania aspektów doprowadziłyby do takiego elaboratu, który już zupełnie odrzuciłby swoją długością.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.