Tamara Olszewska: Jeden dzień z życia „wykluczonej” (opowiadanie)

(niedaleka przyszłość)

Godzina 8.30
Wstałam bo musiałam. Kolejny dzień do przeżycia – pomyślałam i aż mną zatrzęsło. Od dawna już otaczająca mnie rzeczywistość aż mdli. Pogoda piękna, wypiłam kawę, zebrałam stare kości do kupy i ruszyłam do pobliskiego sklepu.
No proszę, jaka zmiana. Przez noc ktoś postawił obok mojego bloku kapliczkę Jarosława Kaczyńskiego. Stoi taka rosła i piękna, a przed nią kilkanaście rozmodlonych osób. Klęcząc, kiwają się na prawo i lewo, a słowa modlitwy „Jaruś nasz, któryś jest z nami…” unoszą się wysoko, wysoko. Przyspieszam nieco, bo czterech policjantów, przytwierdzonych do kapliczki grubym łańcuchem, obserwuje mnie podejrzliwie. Jeszcze chwila i dojrzą tę blizną na czole, oznakę wykluczenia polskości, a wtedy to mi się dostanie. Mandat, sąd i kilka miesięcy w więzieniu dla takich jak ja, murowane.

Fot: Pixabay.com

Mijam śmietnik. Od dawna nikt nie wywoził śmieci, więc cuchnie niemiłosiernie. Niesamowite, przy bocznej ścianie urzęduje dwóch napakowanych łysolków. Zaopatrzeni w farby i pędzel, pieczołowicie malują wielkiego orła w koronie. Wow, jeden z nich wyciąga kolejne piwo z torby, a drugi…właśnie siusia. Nie przeszkadza mu że krople jego patriotycznego moczu padają na koronę orła. Już chciałam im zwrócić uwagę, ale natychmiast zaczęli na mnie krzyczeć i pojawiło się dwóch policjantów. Spisali mnie za napaść czynną na patriotów (dowodem w sprawie ta nieszczęsna blizna) i mam czekać na wezwanie do sądu. Ech…

W sklepie standard. Tylko „Gazeta Polska” i „DoRzeczy”. Sprzedawczyni, rozglądając się ostrożnie, wyciąga spod lady „Wyborczą” i wrzuca mi do torby. Huraaaa! Wreszcie, po tylu miesiącach, uda mi się poczytać moją gazetę. Ależ radość.

Z zakupami przemykam szybko do domu. Tłumek pod kapliczką znacznie większy, a obok pojawiła się ławeczka z Ziobrą z gliny. Chciałam przysiąść, bo się zmęczyłam, ale usłyszałam – ta z blizną, sio…to miejsce tylko dla prawdziwych Polaków.

Godzina 12.45
Jestem w urzędzie dla takich jak ja. Muszę się meldować co tydzień, by władza miała pełną wiedzę o mnie i mogła wreszcie podjąć decyzję,, co ze mną zrobić. Najpierw obszerna ankieta, a w niej pytania typu – czy już kocham Jarosława Kaczyńskiego; kiedy zamierzam oddać hołd PiS-owi. Moje odpowiedzi nie satysfakcjonują, więc trafiam na dwie godziny na dołek. Idę w zaparte, więc wypuszczają mnie. Mam czekać na decyzję, bo już czas najwyższy, by zrobić z takimi jak ja porządek.

Godzina 16.00
Udało mi się dotrzeć na spotkanie „bliznowatych”, ale to czas zmarnowany. Jest jak zwykle czyli, kłócą się, obrzucają kalumniami, każdy chce ustawić innych podług własnej wizji. Kurczę, do nich też nie pasuję. Tutaj też czuję się wykluczona Wiadomo, jak nie płyniesz z falą to jesteś wrogiem…nawet dla swoich.
Wracam do domu. Oczywiście piechotą, bo od dawna nie wolno nam wsiadać do autobusów. Mijam park, w którym kiedyś tak chętnie przesiadywałam, ale teraz straszy mnie napis przy wejściu – Tym z blizną wstęp wzbroniony. Idę poboczem, bo nie wolno nam chodzić po chodniku. Ktoś na mnie napluł, ktoś walnął różańcem w plecy, a jakiś osiłek ukradł mi portfel. Zgłosić na policję? Bez sensu. Policja nie chroni takich jak ja.

Godzina 21.00
Dzwonek do drzwi. Listonosz i list z mojego urzędu. Siadam przy stole, zapalam świeczkę, bo odłączono mi prąd (jako ta z blizną nie zasługuję, by z niego korzystać), no i proszę…jest decyzja. Mam się spakować i za 24 godziny stawić się na dworcu. W ramach współpracy z ONZ załapałam się na przesiedlenie do Syrii. To dla mojego dobra, bo państwo nie jest w stanie zapewnić mi bezpieczeństwa.

Godzina 24.00
Rozglądam się po mieszkaniu, które za chwilę, będzie włączone w program Mieszkanie Plus i przekazane w lepsze, pisowskie, ręce. Czy coś czuję? Nic…. Już nic…

Za dwa miesiące wybory samorządowe, potem parlamentarne. Uda nam się zmobilizować, przekonać nieprzekonanych, by się ruszyli, bo przyszłość nie maluje się zbyt różowo? Uda nam się dogadać, zapomnieć o wzajemnych waśniach, a agresję skierować na wspólne działania, a nie tak jak dotąd – na siebie?

Choć, jak to ktoś o mnie ironicznie powiedział, jestem tylko facebookową celebrytką, nikim więcej, to jednak nie chcę dożyć dnia, gdy „dzień z życia” może być tak rzeczywisty.

Ten czas, do wyborów, to nasza jedyna szansa. Nie przegadajmy jej, nie zmarnujmy na walkę ze sobą. Te blizny wykluczenia pieką coraz bardziej…

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.