Jak to się stało cz.5

Próbowałam znaleźć odpowiedź na to pytanie. Wiem, temat rzeka. Wiem, dość powierzchowna ta „diagnoza”, wiele wątków leży nadal odłogiem, jednak forma jej oraz miejsce publikacji, nie pozwoliło na szersze ujęcie tematu. I przypominam, to nie praca naukowa, nie „dzieło” socjologa czy psychologa tylko zwykłego obserwatora. No i co widzę?

Tamara Olszewska:

Przede wszystkim jedno. Jesteśmy jednym narodem. Czy tego chcemy czy nie, wszyscy jesteśmy obywatelami tego samego kraju i to nas łączy. Tak jak łączy nas ten, mocno w nas zakorzeniony szlachciura machający szabelką, wrodzona niechęć do władzy, nadmierne przywiązanie do własnej historii i język, ten coraz brutalniejszy, coraz bardziej rynsztokowy. Posługujemy się nim wszyscy, z prawa do lewa, w bezpośrednich kontaktach, w ocenach i opiniach. Łączy nas przekonanie o własnej prawdzie, o racji, która tylko po naszej stronie leży, całkowite zamknięcie się na prawdy naszych oponentów. Łączy nas niechęć do zrozumienia pobudek przeciwnika, zrozumienia, dlaczego jesteśmy tu czy tam. Łączy nas potępianie w czambuł wszystkiego, co niezgodne z naszymi poglądami, poczucie wyższości, które każe nam z góry patrzeć na tych z „drugiej strony”. Łączy nas powszechne generalizowanie. Czarne jest czarne, białe jest białe… koniec i kropka. Wszyscy wierzący są źli, cały kościół do bani, opozycja to zdrajcy i drugi sort, elektorat PiS-u to „niedorobieni głupcy”.

Niesamowite, bo to wszystko, co nas łączy jednocześnie tak bardzo nas dzieli. Powoduje, że nie rozmawiamy tylko krzyczymy, nie dyskutujemy tylko atakujemy, nie próbujemy zrozumieć tylko prześmiewamy i obrzucamy ostrymi epitetami. Jeśli dodamy do tego umiejętną politykę PiS-u który rozgrywa swoje, pogłębiając jeszcze ten podział (zgodnie z jednym punktów stalinowskiej doktryny trzymania społeczeństwa krótko za buzię), to rzeczywiście powoli stajemy się zlepkiem ludzi, których faktycznie łączy tylko to, że mówią po polsku.

Pixabay.com

Jedyne co nas tak naprawdę różni to wizja Polski. Jednym odpowiada to, co jest, bo dostają od władzy jakieś tam ochłapy, bo czują się dowartościowani, bo władza odpowiada na ich emocjonalne rozterki, poprawia ich samopoczucie archaicznym patriotyzmem, przekonaniem o wyższości nad innymi narodami, zaspokaja apetyt na wiecznego wroga.

Inni (w tym i ja) z kolei chcą Polski demokratycznej, w której każdy może się czuć bezpiecznie, każdy jest pełnowartościowym obywatelem. Polski, która nie odpływa poza granice Europy i świata, ale jest trwałym elementem wspólnoty narodów. Polski, gdzie Konstytucja to Konstytucja, prawo to prawo. Jednak „chcieć” to za mało. Musimy ostro powalczyć sami ze sobą, z naszymi narodowymi przywarami, z naszym egoizmem, by dostrzec, że nie liczę się „ja”. Liczy się Polska. Zajęci waśniami między sobą, personalnymi wycieczkami, walką o swoje wizje tracimy z oczu to, co najważniejsze, a potem dziwimy się, PiS ma takie poparcie, że realizuje swój punkt po punkcie demolki narodowej.

Co zrobić? Przede wszystkim dostrzec różnicę między krytykanctwem a krytyką. My Polacy mamy zakodowany gen niezadowolenia z rzeczywistości. Skaczemy sobie do gardeł, negując z marszu każdy pomysł, głównie dlatego, że nie jest nasz, że nam się nie podoba. Krytyka powinna oznaczać z jednej strony sceptyczne podejście do konkretnych propozycji czy działań, z drugiej jednak nieść ze sobą gotowość do rewizji własnego stanowiska, wskazania rozwiązań, które zadowolą wszystkich uczestników dyskusji, uznania racji oponenta czy też do wypracowania kompromisu. Zamiast tego, wpadamy w krytykanctwo, które jest tylko krytyką dla krytyki, natrętnym i małostkowym wytykaniem nieistniejących błędów lub braków. To po prostu „czepianie się”, złośliwe czekanie na pretekst do krytyki, byle mieć sposobność do uwag, cenzurek i przytyków. Krytykanctwo nie tyle służy poznaniu danego aspektu rzeczywistości i rozwiązywaniu jakiegoś problemu, co zasugerowaniu, że ja wiem lepiej, a ty jesteś głupi. Litości…tak się nie da niczego zdziałać, niczego stworzyć. Krytykanctwu powiedzmy ostre won.

Co robić? Zamiast wciąż machać szabelką w obronie swego zdania zacznijmy ze sobą rozmawiać. Rozmawiać w oparciu o merytoryczne argumenty, przykłady z życia, które najlepiej pokażą, że jednak więcej racji po mojej stronie. Nauczmy się wreszcie rozmawiać ze sobą, ale i rozmawiajmy z naszymi oponentami, którzy tak bardzo związani z PiSem. Nie machajmy im Konstytucją przed nosem, bo dla wielu z nich to abstrakcja, ale pokazujmy, punkt po punkcie, w którym momencie, łamanie konstytucji uderza również w nich… na konkretnych przykładach, które pozwolą im najmocniej odczuć i zrozumieć, jak bardzo to ich dotyczy. Podobnie z budowaniem przez PiS niechęci do UE. Tu również pokażmy rolnikom, młodym ludziom, naukowcom, przedsiębiorcom, co i ile stracą, gdy UE będzie miała nas już dosyć. Pokażmy na przykładach straty, spowodowane niszczeniem dobrosąsiedzkich stosunków. Pokażmy ten żart w postaci 500 Plus, Mieszkania Plus czy powrotu do dawnego wieku emerytalnego. Pokażmy kłamstwa związane z polską gospodarką, bujdy o coraz lepszym poziomie życia. Przykłady, przykłady, przykłady…

Stwórzmy opozycyjny „gabinet cieni” mamy tylu wspaniałych ludzi w swoich szeregach. Ludzi z wielkimi kompetencjami, wiedzą, umiejętnościami. To socjologowie, psycholodzy, politolodzy, ekonomiści, prawnicy, pedagodzy, prawnicy. Poprośmy, niech stworzą nam rzetelne opracowania rzeczywistości ze wskazaniem zagrożeń, jakie płyną z rządów PiSu dla każdego obywatela, które będziemy mogli wykorzystać w codziennej pracy na rzecz budowy świadomego obywatelstwa, takiego na miarę XXI wieku. Twórzmy programy edukacyjne dla różnych grup wiekowych i różnych środowisk, organizujmy darmowe korepetycje dla dzieciaków, by im pomóc w zdobyciu dobrej wiedzy, a ich rodziców przekonać, że nam tak samo chodzi o Polskę jak i im, choć wizje mamy różne.

Organizujmy obywatelskie debaty uliczne, rodzaje „hydeparków”, happeningi, warsztaty uliczne. Poprośmy wspierających nas artystów o krótkie sztuki teatralne o tematyce związanej z prawami obywatelskimi, wystawiane w miejscach, gdzie każdy może się zatrzymać, posłuchać, uczestniczyć. Obrzućmy Polskę ulotkami, gazetkami z cyklu „Polska Europejska”. Stwórzmy tzw. banki pomysłów, gdzie każdy zainteresowany będzie mógł zajrzeć i znaleźć ulotkę, gazetkę czy projekt edukacyjny do wykorzystania. Twórzmy grupy zadaniowe, nie oglądając się na innych i po prostu działajmy.

Zwróćmy się o pomoc i wsparcie do tej części duchownych, którzy nie chcą politycznego kościoła, nie podpisują się pod postawą Polskiej Instytucji Kościelnej. Spróbujmy wraz z nimi znaleźć te punkty, które i oni mogą realizować w ramach swojej posługi duszpasterskiej. Poprośmy, by wraz z nami pokazali, jaka Polska ma sens.

Reagujmy na bieżąco na wszelkie działania PiS-u, ale i spróbujmy być ten krok przed nimi. Nie dzielmy się na tych, co z Odnową, KOD-em, T.A.R.C.Z.Ą, Tamą i innymi. Bądźmy razem wszędzie tam, gdzie będzie nas widać i słychać. Gdzie władza nie będzie mogła udawać, że ślepa i głucha. Wesprzyjmy mocno regiony, w których najtrudniej. Nie pozostawiajmy opozycję w nich samą sobie. Jeśli mamy siły, by jeździć do Warszawy, bądźmy również w miastach i miasteczkach, by wspierać, pomóc, pokazać większą siłę. To właśnie tam jesteśmy potrzebni.

Przestańmy atakować siebie nawzajem. Obrzucać się błotem, szukać na siebie haków, bo urażona ambicja, bo poczucie krzywdy, bo to czy tamto. Teraz nie ma czasu na personalne wycieczki, na atakowanie siebie. Podobnie jak przestańmy atakować w niewybredny sposób ludzi z tej drugiej strony „barykady”. Od języka nienawiści do agresji fizycznej już tylko mały, maleńki krok. Ten język osłabia nas – opozycję. Ten język zamyka nam drogę do elektoratu PiS-u. I mówienie, że jak oni nam, tak my im, jest po prostu infantylne. Nie obrażajmy się wzajemnie tylko dlatego, że ktoś chodzi do kościoła, ma lewicowe poglądy, inną orientację seksualną. Uszanujmy czyjeś poglądy, nawet jeśli nam z nimi nie po drodze. To jedna z istotnych zasad demokracji.

Musimy działać wielopłaszczyznowo, konsekwentnie, nie zniechęcać się, wzajemnie wspierać. Musimy być ze sobą, a nie obok siebie i liczyć, że ktoś to za nas zorganizuje, wymyśli, zrobi. Musimy mieć sensowny plan.

Musimy być bardzo widoczni, bardzo słyszalni. Musimy być głosem, z którym powinny też liczyć się partie polityczne. Nie naszą rolą jest narzucać im cokolwiek, ustawiać po naszemu, ale politycy muszą wiedzieć, ze jesteśmy, teraz działamy, lecz później będziemy bacznie obserwować i nie damy swego przyzwolenia, by znowu, za ileś lat, przez ich butę, arogancję, oderwanie od narodu, taki PiS doszedł do władzy. Partie muszą wiedzieć, ze nie wezmą nas na lep demagogii i pustosłowia. Czekamy na ich konkretne propozycje programowe, w których również sensowne pomysły na zakopanie podziału społecznego.

Tyle ja i moje wnioski, które mogą być taką dość ogólną „diagnozą” i jednocześnie wskazaniem pewnych elementów pomocnych by popracować nad tym, co dalej. Jedno jest pewne. Każdy z nas musi zacząć od siebie. Nauczyć się rozmawiać, ustawiać priorytety, iść na kompromis, myśleć w kategorii nie „ja i mojsze”, ale Polska, wsłuchać się w demokrację i tak ją przyswoić, by pozostała każdym z nas. Tak długo jak sami nie staniemy się „świadomymi obywatelami” nie uda nam się tego typu obywatelstwa krzewić w narodzie.

I to byłoby na tyle. Wiem, może dość powierzchowne, dość ogólnikowe, ale na początek może starczy?

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.