Jak to się stało cz.1

Felieton, Społeczeństwo

Dzisiejsza Polska przeraża. Jest tak pełna nienawiści, brudna od agresji i chamstwa, cuchnąca narastającym nacjonalizmem i ksenofobią, że aż człowieka odrzuca. Dobrze wiemy, że nic nie bierze się ot tak, z powietrza, więc co takiego jest w nas, że tak szybko zapomnieliśmy o czasach PRL. Co zrobiliśmy, czego nie dopilnowaliśmy? Pojawia mi się kilka odpowiedzi, ale dzisiaj skupię się na jednej.

Tamara Olszewska:

Wystarczą trzy słowa: SZACUNEK, AUTORYTET, WŁADZA. Połączone ze sobą powinny być podstawą stosunku społeczeństwa do wybranej przez niego władzy. Powinny…ale czy były…czy są?

Popatrzmy na naszą historię. Najpierw mieliśmy Polskę szlachty machającej szabelkami, dla której Polska to tylko oni. Potem oligarchia magnacka, bogata, wpływowa, zapatrzona w siebie i swoim interesom podporządkowująca funkcjonowanie państwa. Słynne liberum veto, hulanki, swawole, pieniactwo i totalna samowolka. Dalej królowie elekcyjni. Nawet jeśli któryś z nich wydawał się sensowny, to i tak magnacki beton pilnował, by król nie podskoczył, zbytnio się nie usamodzielnił.

Pixabay.com

Okres zaborów i władza w rękach znienawidzonych uzurpatorów. Punktem honoru było dowalenie władzy, podkopanie jej. Tu powstanie, tam protest, na co dzień obnoszenie się ze swoją niezgodą na takiego szefa. Dobry Polak to był ten, co władzy nie szanował, co się jej przeciwstawiał i działał na jej szkodę. Wreszcie rok 1918 i Polska znowu stał się Polską. Wielkie HURAAA i z buta gnamy do demokracji. No i co? Wielka klapa. Bohaterowie, wielkie autorytety z czasów zaboru dorwali się do władzy a już naród przestał ich kochać i hołubić. Fakt, w dużym stopniu ciężko sobie na to zapracowali. W ciągu zaledwie 8 lat mieliśmy aż 16 premierów, co niektórzy spadali i wracali na to stanowisko, no ale pozostańmy przy tej liczbie. Do głosu doszła nasza ułańska fantazja, machanie szabelką i kłótnie, wręcz awantury, wzajemne podgryzanie się, dowalanie. Trudno kochać i szanować taką władzę, tym bardziej gdy ma się zakorzenioną historycznie niechęć do szefów. Potem mamy rządy sanacyjne, co już z demokracją miały niewiele wspólnego, II wojna światowa i czasy PRL. Czyli kolejne lata, gdy popieranie władzy było wręcz zbrodnią, powodem do wstydu.

Wreszcie rok 1989 i znowu wracamy do koncepcji polskiej demokracji. Wracamy do czegoś, co właściwie nam nieznane, czego nie przećwiczyliśmy na sobie. I znowu autorytety, bohaterowie walk z PRL dostają się do władz…i co się dzieje? Do głosu dochodzi ten nieszczęsny szlachcic machający szabelką, ukryty w mentalności co niektórych. Tak bardzo chce realizować swoją wizję Polski, tak bardzo chce być tym jedynym prawym i sprawiedliwym, że zaczyna niszczyć tych, co to weszli do nowej Polski z wysoko podniesioną głową. Kuroń? Żyd.. Geremek? Jakiś tam profesorek, też Żyd, Wałęsa? Zdrajca i tyle. Mazowiecki? Jakiś taki niedorobiony, też pewnie Żyd. Bartoszewski? Kolaborant, zdrajca i oczywiście Żyd ..i tak dalej…i tak dalej… A naród słucha uważnie, łatwo daje się urobić, bo przecież antysemityzm wyssał z mlekiem matki i nagle zapomina, że ci ludzie walczyli o tę lepszą, dobrą dla wszystkich, Polskę. Tak jak przez lata stawiali ich na piedestale, teraz…jakże szybko i łatwo, zdecydowali się ich zwalić na bruk. Cały autorytet i szacunek szlag trafił. W końcu Polak ma zakodowane historycznie, że kto u władzy to be. Ma zakodowany ten swój egoizm szlachciurki sarmaty.

No i na czym stoimy? Przez te ponad już 27 lat udało się nam skutecznie oświnić ludzi, którzy wcześniej byli dla nas bohaterami. Jak tu traktować poważnie władzę, która jest umoczona niszczeniem autorytetów, która nie cieszy się naszym poważaniem, której nie ufamy? Tę niechęć mamy w sobie, bo wymogła ją na nas nasza historia, ale żaden z dotychczasowych rządów nie popracował nad tym, by nasze nastawienie mogło się zmienić. Dlatego tak łatwo dajemy się nabrać na różnego rodzaju oskarżenia przeciwników politycznych, tak łatwo dajemy się prowadzić na smyczy czyjegoś egoizmu politycznego. Nam jest trudno, bo wciąż walczymy o wyleczenie się z historycznych przypadłości, politycy udają, że stoją ponad swoje ego i prywatę, a demokracja idzie sobie w siną dal.

Oczywiście, to nie jest jedyna odpowiedź na pytanie, jak to się stało. To tylko jeden z elementów układanki, ale nie lekceważmy go. Jutro kolejny… czyli mowa nienawiść. Zapraszam.

Dodaj komentarz