Powstanie Warszawskie. Dzień dziewiętnasty – 19 sierpnia 1944 (sobota)

Walka zbrojna

Niemcy rozpoczęli ostre natarcie na Stare Miasto. Grupa Reinefartha, w sile 10 batalionów piechoty i 2 batalionów saperów szturmowała polskie barykady. Nieprzyjaciel dysponował 9 czołgami Tygrys, 20 działami szturmowymi, moździerzem kalibru 600 mm i 50 goliatami. Dodatkowo pozycje powstańcze ostrzeliwane były z pociągu pancernego. Stracono dwa domy przy ul. Tłomackiego, odzyskano browar Haberbuscha.

Powstańcy byli atakowani ze wszystkich stron. Mimo miażdżącej przewagi przeciwnika odparto natarcia. Ceną było życie wielu polskich żołnierzy.

Echa Sołeczne - Politechnika Warszawska
Politechnika Warszawska; sierpień 1944

Z terenu Politechniki Warszawskiej w południowym Śródmieściu wycofały się na ulicę Noakowskiego oddziały powstańcze. Przyczyną był brak amunicji. Na terenie Politechniki poległ sędzia i rekordzista Polski w pływaniu Tadeusz Semadeni. Tego dnia poległ w walce jego syn, strz. plut. Allan Andrzej Semadeni.

Na Sadybę przedostały się oddziały z Lasów Chojnowskich i Kabat. Nawiązały kontakt z oddziałami AK i wspólnie natarli na Pałac Wilanowski. Atak zakończył się niepowodzeniem. W akcji poległ dowódca grupy z Lasów Chojnowskich ppłk Mieczysław Sokołowski „Grzymała”. Rtm. Andrzej Czaykowski, ps. „Garda” utworzył ze stacjonujących tu wojsk oraz oddziałów, które dotarły z Lasów Chojnowskich i Kabat batalion AK „Ryś”.

Echa Spoleczne - Wegrzy w Powstaniu Warszawskim

Niemieckie wojska, wspomagane były przez oddziały węgierskie. Węgrzy nie byli skorzy do walki z żołnierzami AK i wystąpień przeciwko polskiej ludności. Węgierski generał, obawiając się buntu poinformował dowódcę 9. Armii niemieckiej, że

użycie jego dywizji dla zapobieżenia dopływu posiłków polskich do Warszawy nie da żadnego skutku. Ludność polska zawsze odnosiła się życzliwie do Węgrów dzięki trwającej od kilkuset lat tradycyjnej przyjaźni. Wojska generała skłonne są raczej do bratania się z ludnością. Wojsko jest jeszcze w rękach oficerów, choć nie wiadomo jak długo.

Przebywający w Kampinosie mjr „Okoń” (Alfons Kotowski) planował uderzenie z puszczy na pozycje niemieckie na Muranowie. Akcja miała się odbyć nocą z 19 na 20 sierpnia. Jej celem było utworzenie korytarza, który umożliwiłby powstańcom odwrót ze Starówki na Żoliborz. Inne plany miał dowódca Grupy „Północ” – płk „Wachnowski”. Zamierzał on dalej walczyć o Stare Miasto. Rozkazał „Okoniowi” przeprowadzić oddziały z Kampinosu na Żoliborz, tam razem z oddziałami Żoliborza i Starówki odbić magazyny na Stawkach wraz z pobliskimi budynkami. Realizację celów znacznie utrudniała lub wręcz uniemożliwiała fatalna łączność pomiędzy oddziałami. Rozkazy nie docierały lub dochodziły ze znaczącym opóźnieniem.

Z niewyjaśnionych przyczyn „Okoń” wymaszerował dopiero popołudniu. Uniemożliwiło to nocne natarcie na Muranowie. Do oddziałów dołączyło ośmiu członków plutonu „Felek”, którzy podczas odwrotu z Powązek 11 sierpnia zostali odcięci od macierzystego batalionu „Zośka” i 16 sierpnia dotarli do Kampinosu.

Żołnierze natknęli się na węgierskich Honvédów, którzy przepuścili polskie wojska bez walki. Nocą oddziały uległy rozproszeniu. Część żołnierzy kampanii sochaczewskiej samowolnie się oddaliła, żeby ugasić pragnienie z hydrantu na osiedlu Słodowiec. Żołnierze stracili kontakt z resztą kolumny. Podobnie miała się sytuacja plutonu lotniczego por. „Lawy”, który stanowił straż tylną. Obie kompanie próbowały samodzielnie przejść na Żoliborz. Trafili jednak na opanowane przez Niemców Powązki. Obawiając się wykrycia przez nieprzyjaciela kompania sochaczewska zawróciła do Puszczy Kampinoskiej. Pluton por. „Lawy” błądził przez resztę nocy w poszukiwaniu drogi. O świcie żołnierze znaleźli się ponownie na Słodowcu. Unikając namierzenia przez Niemców, którzy właśnie rozpoczęli wypędzać ludność i palić osiedle, żołnierze ostatecznie 21 sierpnia powrócili do Kampinosu.

Zbrodnie przeciwko ludności.

W kotłowni Instytutu Radowego na Ochocie nadal tkwili ludzie, którzy ocaleli z masakry w dniach 5 – 6 sierpnia. Tego dnia znalazł ich jeden z oficerów RONY. Nakazał opuścić budynek. Wyszły tylko kobiety, mężczyźni pozostali w ukryciu. Trzy z nich były ciężko chore i nie mogły chodzić. Kobiety, które były pracownikami szpitala wyniosły jedną z nich. Kiedy wróciły po dwie pozostałe zobaczyły, że już nie żyją. Na terenie Instytutu pojawili się jacyś mężczyźni w cywilu. Na rozkaz oficera oblali resztki budynku benzyną i podpalili. Kobiety zostały poinformowane, że te, które są chore i bezużyteczne zostaną zabite. Więźniarki poprowadzono do obozu na Zieleniaku. Chorą, którą udało się ocalić w Instytucie kobiety niosły na kocu. W pewnej chwili kazano im położyć ją na chodniku i odejść. Oficer ją zastrzelił.

Na Zieleniaku żołnierze kazali zdrowym kobietom podejść do grupy ludzi stojących pod murem obozu. Były to cztery pielęgniarki z trojgiem dzieci. Osoby zakwalifikowane jako chore zaprowadzono w ruiny pobliskiej szkoły. Tam je zastrzelono. Następnie kilku mężczyzn – więźniów z Zieleniaka na rozkaz żołnierzy ułożyło martwe ciała w stos i podpaliło.

Ze świata

Niemieckie radio „Berlin” podało fałszywe informacje o rzekomym stłumieniu powstania w Warszawie.

Opracowała: Agnieszka Rusocka-Malinowska

Leave a Comment