Polubiłam ten kraj

Mam na imię Oxana. Do Polski przyjechałam za mężem, kiedy dostał propozycję pracy na UMK. Gdy podjęliśmy decyzję, żeby zamieszkać w Toruniu, musieliśmy zalegalizować nasz związek, bo inaczej nie mogłabym przyjechać. Wybór celu emigracji był trudny (nigdy wcześniej tu nie byłam), ale uznaliśmy, że Polska jest stosunkowo blisko Ukrainy, wydawała się też podobna mentalnie, a język był w miarę zrozumiały. Mąż pracował i dostawał propozycje z innych uniwersyteckich ośrodków, dlatego decyzja nie była ostateczna i planowaliśmy zostać na rok, a dalej zobaczymy. Początkowo zamieszkaliśmy w hotelu asystenckim.

Oxana Lytvynenko:

Weszłam od razu w bliskie mi środowisko akademickie, gdzie wpływy kościoła nie były zbyt zauważalny. Jestem ateistką, tak jak od pokoleń moja rodzina, rodzina męża i większość przyjaciół. I nigdy nie odbierałam ateizmu jako deklarację przynależności, a tylko jako brak uczestniczenia w czymś z innymi ludźmi. Zdawałam sobie sprawę, że Polska jest katolicka z silną wiarą w Marię Pannę. To wzbudzało szacunek i ciekawość. A dlaczego miałoby być inaczej i mi przeszkadzać? Wszędzie, gdzie wcześniej mieszkałam, sprawa wiary była sprawą prywatną. Wręcz intymną. Myślałam, że w Polsce jest podobnie – miałam się zdziwić.

Moja córka miała wtedy 9,5 roku. Mimo naszych starań dość ciężko przeszła adaptację w szkole i nie odnalazła się do końca. Na starcie zdziwiło nas, że w polskiej szkole, jak się okazało, zupełnie nie ma pomocy dla dzieci obcokrajowców. Żadnych zajęć adaptacyjnych, wyrównawczych, indywidualnego toku lub nauczyciela wspomagającego. Córka, początkowo nie znając języka polskiego, nie wiedząc nawet, jak zapytać o drogę do toalety, musiała od razu chodzić na wszystkie zajęcia w języku polskim i sama sobie radzić na korytarzach. O ile ze zrozumieniem matematyki nie było problemu, to inne przedmioty w języku, którego się nie zna, bez pomocy były wyzwaniem. Nikt o tym nie mówi. Zgłasza się tylko dyrekcji suchy fakt, że dziecko ma inne obywatelstwo, a dyrekcja uprzedza, że mogą być komplikacje. I tyle.
Polska jest jednorodna, nie ma za dużo obcokrajowców. Stąd może nieufność i strach przed innym…? Jedno z pierwszych zdań, jakie usłyszałam na temat córki, to że muszę zrobić z niej katoliczkę, bo będzie miała problemy. W podstawówce zdarzało się jej sporadycznie słyszeć ,,ukraińska dziwka”. Raz przyszła do domu i spytała, co to może znaczyć. Sprawdziłam w internecie i pomyślałam, że coś jej się pomyliło, to nie może być skierowane do 9-letniego dziecka. Ale kiedy wróciła do domu z kartką przyczepioną do plecaka ,,ukraińska małpa”, mąż poszedł do szkoły. Wtedy usłyszał od kulturalnej i eleganckiej starszej pani – babci autora karteczki – ,,Rzeźnicy bez zasad”. Tak broniła wnuka. Najpierw myślisz, że to pewnie przez słabszą znajomość języka się przesłyszałaś, potem, że przez przypadek trafiłaś na chamkę, że to jakaś jednostkowa sytuacja. Przyznam, że nie zdarzało się to często, ale za to w zupełnie nieoczekiwanych momentach.

Działania babci były skuteczne – my, a nie ona, przenieśliśmy dziecko do innej szkoły. Tam było lepiej. Ale też ciekawie. Kiedy córka z rozpędu potrąciła plecakiem nauczycielkę, w odpowiedzi na “przepraszam” usłyszała: “wstrętna Ukrainka!” Niby nic, a jednak. No i słynna polska gościnność. Starsza córka przez 13 lat pobytu w Polsce tylko kilka razy miała okazję odwiedzić polskie domy. Koleżanki i koledzy nie zapraszali. Była izolowana. Nie miała szansy poznać, jak wygląda na co dzień polski dom, kultura, nie mówiąc o tym, że najzwyczajniej nie miała do kogo zadzwonić, żeby odpisać lekcje, kiedy nie było jej w szkole. Nauczeni doświadczeniem, dla młodszej córki szkołę wybieraliśmy już bardzo skrupulatnie, żeby nie tłumaczyć jej w domu, na czym polega specyficzna ekspresja kolegów wobec niej. W szkole z egzaminem wstępnym i bardzo odpowiedzialną nauczycielką (przy okazji ateistką) takie incydenty się już nie zdarzały. Usłyszeliśmy za to od innych rodziców, że zabieramy miejsce zdolnym polskim dzieciom. No, nie dogodzisz.

Jeszcze przy edukacji starszej córki myślałam, że “religia” w szkole to nauka o religii a nie sakrament. Dlatego nie miałam nic przeciwko, aby córka uczęszczała na te zajęcia. Chodziła przez dwa miesiące, dopóki nie padła propozycja chrztu. Zdziwiło mnie także, gdy na lekcjach wychowania do życia w rodzinie w gimnazjum nr 11 nauczycielka mówiła, że najlepszą antykoncepcją jest dziewictwo do pierwszej nocy poślubnej. Zupełnie pomijając inne kwestie. Też potraktowałam to wtedy jako jednostkowy przypadek, a nie ogólny światopogląd.

Narodziny drugiej córki przyniosły również niezatarte wspomnienia na tle wyznaniowym. To była problematyczna ciąża. Z perspektywy czasu wszystko wydawało się jednak po europejsku. Na USG wcześnie wykryta wada, konsultacja w Warszawie, pobyt w specjalistycznym szpitalu i ratowanie życia dzięki sprzętowi WOŚP. Tu muszę podkreślić ogromną wdzięczność wobec lekarzy, dzięki którym teraz mam cudowne, zdrowe dziecko, choć szanse na przeżycie były małe.

Kiedy córka trafiła na oddział intensywnej terapii dla wcześniaków w Bydgoszczy, byłam po cesarce, miałam przetaczaną krew i jeszcze coś – nie za dobrze pamiętam. Ale bardzo chciałam zobaczyć dziecko i na moją prośbę na wózku inwalidzkim zawieziono mnie na OIOM wcześniaków. Pierwsze, co zobaczyłam nad inkubatorem, w którym leżała moja córeczka, to krzyż. I to był szok. Wcześniej krzyże widziałam tylko na kościołach, na cmentarzach nagrobkach. Tutaj ten krzyż wywarł na mnie wrażenie, jakby te dzieci były przygotowywane do śmierci. Do tego jeszcze pielęgniarka zaproponowała mi ochrzcić moją córeczkę przed pierwszą operacją. Tak jakby na wszelki wypadek, żebym później nie żałowała. Totalnie roztrzęsiona wróciłam do sali. A tam kolejna niespodzianka: nagle, nieproszony, wpycha się do sali jakiś obcy mężczyzna w czerni. Macha rękoma, robi niezrozumiałe dla mnie gesty i dotyka mojego czoła. I oczywiście niesie krzyż. Dodatkowo niezbyt ładnie pachnie. Byłam już pod kroplówką, nie wiedziałam, czy wciskać przycisk pomocy, czy wołać pielęgniarkę. Mąż nie może wejść do żony, a przed księdzem wszystkie drzwi są otwierane? Nawet do sali poporodowej? Zauważyłam, że to zdziwiło tylko mnie. Wtedy dotarło do mnie, ile kościół w tym kraju znaczy i jak daleko jest w życiu także i mojej rodziny. Jak bardzo jest ta obecność zakorzeniona w polskich sercach i umysłach.

Mimo różnych przykrości ogólnie było nam tu w Polsce dobrze. Nie idealnie, ale w miarę normalnie. Nauczyliśmy się tutaj mieszkać i nawet parę razy zrezygnowaliśmy z możliwości przeniesienia się do innego kraju. Nie chcieliśmy oferować swoim dzieciom jeszcze jednej traumy adaptacji. Sama też już się oswoiłam. Tak mi się wydawało. Polska wyraźnie zmierzała coraz bliżej Europy. Polubiłam ten kraj, poznałam język, historię i literaturę. Szybko nauczyłam się czytać po polsku, bo nie potrafiłam istnieć bez czytania. I najważniejsze: żyłam bez strachu o siebie i o dzieci. Nie bałam się o ich przyszłość. Do pewnego czasu. Teraz przeraża mnie fala nacjonalizmu i mam niepokojące skojarzenia z przeszłości.
Jeżeli nie sięgać do lat 30-tych XX wieku, to sama pamiętam, jak w Rosji Putin zdobył władzę i jak ją wzmacniał. Działo się podobnie do tego, co teraz w Polsce. Wstawanie z kolan. Sen o wielkości. Korekty w historii. Odnajdywanie nowych bohaterów. Poniżanie i prześladowanie myślących i mówiących inaczej. Zdobyć poklask i przychylność swojego elektoratu – tylko to się liczy. I na te potrzeby stworzyć wroga populistycznym hasłem ,,ONI” czyli ŹLI. Twój wróg. My i oni. Taki podział bez ofiar jeszcze się nie odbywał.

Kolejne spostrzeżenie – w Polsce za bardzo nie można się wychylać. Czy zdolność do mimikry stała się najważniejszą cechą nie tylko u owadów? Masz być jak inni i przybrać kolor i kształt otoczenia, wtedy będziesz nasz. Czy może ten wymóg dotyczy tylko polskich kobiet…?

Właśnie, sprawa kobiet. Mam wrażenie, że tu ciągle pokutuje wizja Matki Polki, a Polki godzą się na podrzędną rolę, a nawet taką rolę niby wolą. Córki wielokrotnie się napotykały na zdziwieniem, że nie mieszczą się w oczekiwanych rolach. Programować LEGO-roboty, grać w piłkę, być wybitną z matematyki, lubić sport, woleć wygodne ubrania unisex, mieć bardzo krótką fryzurę, marzyć o astronautyce i informatyce – nie myślałam, że w tym jest coś nienormalnego. Młodsza z córek dopiero w GiLA znalazła zrozumienie wśród podobnych do siebie naukowo ambitnych dziewczyn i chłopaków. Czy to wpływ kościoła, który wyraźnie określa rolę kobiety w społeczeństwie? Rolę kobiety w ogóle?
Za krótko jestem Polką, żeby mieć odpowiedzi na te pytania. I kolejne: czy czyjaś wiara musi określać moje prywatne życie u mnie w domu i moje intymne zakupy w aptece? Bo brak możliwości zakupu antykoncepcji ze względu na sprawę osobistą (klauzulę sumienia) aptekarza staje się naszą rzeczywistością.
Zawsze uważałam, że pytanie o religijność jest bardziej nietaktowne, niż pytanie o zarobki czy o życie osobiste. Nadal tak uważam, nawet po 13 latach podpisywania w szkołach karteczek o rezygnacji z lekcji religii i nawet po tym, że co roku deklaracje przynależności do kościoła (albo nie) są zaznaczone w trzech literach na każdych drzwiach wejściowych. Nawet bez pytania.

2 Thoughts to “Polubiłam ten kraj”

  1. Bogusław Stanisławski

    Droga Pani Oksano, dziękuję Pani za ten tekst, bo takie refleksje są moim rodakom niezwykle potrzebne: są jak lustro, w jakim możemy na siebie spojrzeć jakby z dystansu, z innej perspektywy. Wpływ, jaki Kościół wywarł na mentalność Polaków, ma głębokie korzenie historyczne i długo by o tym mówić. Niestety, dzisiaj ma to przełożenie na głęboki spór polityczny i przydaje głosu populistom i nacjonalistom: proszę mi wierzyć, że piszę to z wielkim bólem. I proszę pamiętać, że – mimo tego – macie w tym kraju bardzo wielu gorąco oddanych Wam przyjaciół podziwiających Waszą determinację w walce o uznanie narodowej tożsamości, rozumiejących, że dzielimy wspólny los. Nieskromnie powiem, że należę do nich całym sercem. Chciałbym napisać znacznie więcej, ale formuła komentarza na to nie pozwala. Jakże byłbym rad z Panią porozmawiać, a byłoby o czym. Serdecznie pozdrawiam

    1. Oxana Lytvynenko

      Dziękuję za ten komentarz 🙂 Jest mi bardzo miło. Wiem, że mamy w Polsce przyjaciół – wśród ludzi otwartych i nieuprzedzonych. Bez nich nie poradzilibyśmy sobie, a zwłaszcza nasze dzieci. Pisałam ten tekst właśnie dla takich ludzi jak Pan. Też bym bardzo chciała z Panem porozmawiać.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.