Agnieszka Rusocka-Malinowska: Obywatele muszą zostać na ulicy

Wśród środowisk demokratycznych zapanowała euforia, spowodowana rozpoczęciem procesu legislacyjnego, mającego na celu cofnięcie zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym (SN) z 2017 roku.

Echa Społeczne - kciuk, OK, sukces
źródło: Pixabay

Przypomnijmy, że wspomnianą ustawą próbowano między innymi wprowadzić procedurę, która uzależniłaby staż sędziów SN od ministra sprawiedliwości; zmiany w procedurze wyboru pierwszego prezesa SN, oraz możliwość skrócenia jego kadencji, co może być niezgodne z konstytucją czy obniżenie kryteriów doświadczenia zawodowego kandydatów na sędziów SN. Jak twierdzi poseł Marek Ast (PiS), nowelizacją zajęto się pod wpływem krytyki instytucji europejskich.

Natomiast w Internecie mówi się również o roli protestów ulicznych. Radomir Szumełda (KOD) napisał na Facebooku:

(…) Gdyby nie masowe protesty z lipca 2017 nie udałoby się obronić Sądu Najwyższego.
To te protesty doprowadziły do dwóch prezydenckich wet, co z kolei wyhamowało proces legislacyjny, a to dało czas na zorganizowanie się środowiskom prawniczym (polskim i międzynarodowym) oraz czas na podjęcie działań instytucjom europejskim i światowym.
To jest ten jeden jedyny raz od 2015 roku w którym ulica okazała się skuteczna, sprawcza.
I za to nam wszystkim, którzy wtedy na tej ulicy stanęliśmy, wielkie brawa 

Radosne okrzyki „słychać” również z komentarzy innych osób:

„(…) Sędziowie nie założyliby koszulek KONSTYTUCJA bez nas, bez Magdy (Filiks -przyp. red.). A bez tego z kolei view na Polskę z brukselkich biur byłby wtedy mało podniecający do szybkich decyzji. Dlatego dzisiejsze odkręcanie/wykręcanie się pislamistów z bezprawia nie odbyłoby się, gdyby od lata 2017go na ulicach była cisza, a pomniki stałyby PL-wide nieubrane… .”

Wielu z nas wątpiło w sens działań ulicznych. A jednak warto. ZAWSZE warto działać! I trwać przy niezbywalnych wartościach. Na tyle, na ile pozwalają siły, czas i przekonania

W Piotrkowie Trybunalskim też staliśmy pod sądem i do Warszawy jeździliśmy. Wierzę teraz że protesty mają sens nawet w małych miastach.*

Walka o Sąd Najwyższy nie jest jedyną akcją, która pokazała siłę i wartość czynnego oporu obywatelskiego. Demonstracje spod znaku „Czarnego Protestu” zahamowały zmiany w polskim „prawie aborcyjnym” a ostatnia akcja internetowa przeciwko książce byłego księdza Jacka Międlara wstrzymała sprzedaż tej pozycji w sieci księgarni Empik.

Echa Społeczne - Protest w Toruniu
Protest przeciwko ograniczeniu obecności dziennikarzy w Sejmie. Grudzień 2016 r.; fot. A. Rusocka-Malinowska

Trudno zatem nie zgodzić się z tym, że opinia publiczna i uliczne protesty posiadają niebagatelną moc sprawczą. Dziś główną siłą napędową demonstracji ulicznych jest partia rządząca. I tu, w kontekście nadchodzących wyborów parlamentarnych”, rodzi się pytanie: „Co po PiS-ie?”

Daleka jestem od ferowania wyroków, czy nawet prognoz co do wyniku tych wyborów, jednak można tu przyjąć dwa podstawowe scenariusze. Pierwszy to ten mniej optymistyczny dla przeciwników obecnej władzy, gdzie partia Prawo i Sprawiedliwość zachowuje władzę (samodzielnie, lub w koalicji). W takim wypadku raczej nie można się spodziewać zmiany kursu politycznego PiS-u. Czy obywatelom starczy sił i determinacji na kolejne lata walki na ulicach, czy będą w stanie nadal swoje życie prywatne i zawodowe, podporządkowywać cyklowi kolejnych protestów? A jeśli nie, to czy w ich miejsce staną kolejni ludzie, żeby „zluzować weteranów” i utrzymać proces buntu obywatelskiego?

Druga możliwość zakłada porażkę PiS-u, gdzie partia ta znalazłaby się w opozycji, bądź poza Sejmem. I to jest główny punkt moich rozważań. Przypuśćmy, że władzę objęłyby partie demokratyczne. Co wówczas zrobi dzisiejsza opozycja uliczna? Czy, wzorem z lat 1989 – 2015, zamknie się w domach i galeriach handlowych, zajęta swoimi sprawami? Wszystko wskazuje na to, że obywatele powinni pozostać na ulicach. Niekoniecznie po to, by protestować ale demonstrować, bo z władzą, nawet tą najbardziej demokratyczną należy rozmawiać. Trzeba jej przypominać, że ma zobowiązania a nie tylko przywileje. I to wolni obywatele są od tego, by to robić.

Tak więc ewentualny koniec rządów PiS-u nie będzie końcem, ale… nowym początkiem dla społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Nadal trzeba będzie prowadzić kampanie edukujące społeczeństwo, wychodzić na ulicę w celu zakomunikowania rządzącym, czego od nich oczekujemy. Zmienić się może jedynie formuła manifestacji z protestacyjnych na informujące. Nadal trzeba będzie patrzeć władzom na ręce, przy jednoczesnym kształceniu kolejnych pokoleń, aby wiedziały jak i dlaczego mają to robić.

Jeśli opozycja pozaparlamentarna zniknie z ulic, zaprzestanie kształcenia społeczeństwa, postawi to sens dzisiejszych działań pod dużym znakiem zapytania, a kraj stopniowo wróci do poziomu obywatelskiej świadomości z 2015 roku.

2 Thoughts to “Agnieszka Rusocka-Malinowska: Obywatele muszą zostać na ulicy”

  1. Bogusław Stanisławski

    Zgadzam się całkowicie z Autorką tego artykułu, a w szczególności z jego konkluzją. Zadziwia mnie tylko fragment cytowanego przez Autorkę wpisu, gdzie czytam, że „(…) Sędziowie nie założyliby koszulek KONSTYTUCJA bez nas, bez Magdy (Filiks -przyp. red.) …” Wydaje mi się bowiem, że zainicjowana przez środowisko warszawskie „akcja koszulki”, w której od początku uczestniczyłem, która rozlała się na cały kraj, miała ze swego założenia charakter masowy i że założenie koszulki akurat przez nieznaną mi „Magdę (Filiks – przyp. red.)” – z całym szacunkiem do każdego z tysięcy uczestników tej akcji – nie miało tu szczególnego znaczenia. Ot, taka uwaga…

    1. Agnieszka Rusocka-Malinowska

      Panie Bogusławie, jako uczestnik większości, jeśli nie wszystkich, wydarzeń ma Pan zapewne słuszność. Wybrałam tę wypowiedź ze względu na zawarty w niej ładunek emocjonalny, w celu pokazania entuzjazmu społeczeństwa. Niemniej dziękuję za cenną uwagę i pozdrawiam.

Leave a Comment