KODEX

Publicystyka, Społeczeństwo
Agnieszka Rusocka-Malinowska:

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o powszechnym obowiązku obrony. W przepisach pojawiła się nowa formacja – Wojska Obrony Terytorialnej. Podlegać będzie Ministrowi Obrony Narodowej. Pierwsze jednostki powołane zostaną w 2017 roku.

Echa Społeczne - żołnierz, wojsko

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o powszechnym obowiązku obrony. Przepisy wprowadziły nową formację, jaką są Wojska Obrony Terytorialnej (WOT). Będzie to piaty rodzaj sił zbrojnych, obok formacji lądowych, powietrznych, morskich i specjalnych.

Wygląda na to, że rządzący w końcu skorzystali z porad społeczeństwa i uchwalili zmiany w przepisach pod płaszczykiem innych ustaw. Nie sposób było nie usłyszeć głosów sprzed kilku tygodni, o procedowanym projekcie ustawy zaostrzającej przepisy aborcyjne „Ordo Iuris”, której rząd rzekomo użył, żeby „w tle” podpisać umowę CETA. Tym razem za zasłonę dymną posłużyło skrócenie wieku emerytalnego.

Dlaczego w ogóle rządzący chcieli nowelizację „wojskowej” ustawy uchwalić po cichu? Sprawa powołania formacji wojskowej, co do której nie przewidziano żadnych zabezpieczeń zapobiegających ich upolitycznieniu musi wzbudzać niepokój. Niepokój o wiele większy, niż grzebanie przy ustawie emerytalnej. Krzyk, jaki mógłby się podnieść w tej sprawie, nie byłby korzystny dla realizacji pomysłu i być może zmusiłby polityków do ponownego wycofania się, tak jak to miało miejsce po protestach kobiet w sprawie zaostrzenia przepisów o aborcji. Co do tamtej sytuacji, należy się spodziewać, że kobiety wygrały bitwę, nie wojnę, ale prezes Kaczyński nie lubi przegrywać nawet potyczek.

Oddziały WOT będą podlegać bezpośrednio Ministrowi Obrony Narodowej a nie, jak w przypadku pozostałych wojsk, dowódcy generalnemu. Zastanawiam się, do jakich „zadań specjalnych” będą używane siły Obrony Terytorialnej, skoro mają wyjątkowo podlegać ministrowi? Nachodzi mnie myśl o manifestacjach, jakie od roku odbywają się na polskich ulicach. O ile na początku był to tylko Komitet Obrony Demokracji, który władza dyskredytuje jako „komunistów i złodziei”, „resortowe dzieci”, „oderwanych od koryta beneficjentów III RP”, w ostatnim czasie przybyło protestujących środowisk. Coraz więcej ludzi demonstruje pod szyldami nie tylko KOD-u ale również stowarzyszenia „Dziewuchy Dziewuchom”, partii „RAZEM”, Związku Nauczycielstwa Polskiego. Podważają one mit o powszechnym poparciu „suwerena” dla partii rządzącej, z czego ta nie może być zadowolona. Z punktu widzenia PiS-u dobrze by było, gdyby te dowody buntu zniknęły. Tu z kolei nasuwa się inny fakt. Sejm odrzucił poprawkę opozycji, dotyczącą zakazu użycia tej formacji przeciw obywatelom Polski. Zwracał na to uwagę Krzysztof Łoziński podczas rozmowy w październiku. Powiedział nam wtedy, że robienie wojska z bojówek WOT ma umożliwić ich uzbrojenie. Stwierdził, że oddziały te będą się nadawały do rozbijania demonstracji, bo „z prawdziwym wojskiem oni nie mają żadnych szans”.

Polska jest członkiem Unii Europejskiej, która stawia na wartości wolnościowe, demokratyczne i liberalne. Czy wysłanie regularnego wojska w celu rozpędzenia pokojowej demonstracji byłoby możliwe? Czy dowódca generalny wydałby taki rozkaz? Zapewne nie. Wszelkie siły zbrojne przebywające na terytorium kraju mają na celu pomoc i obronę ludności cywilnej, a nie działania przeciwko niej. W ten sposób szkoleni są żołnierze. Władza musi zdawać sobie z tego sprawę.

O ile półtora miesiąca temu można było się jeszcze łudzić, że słowa Łozińskiego to tylko hipotezy, dziś wiadomo, że były one prorocze.

Pomysł utworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej w Polsce nie jest innowacyjny. Odpowiedniki takich formacji działają w innych krajach demokratycznych, jak na przykład Gwardia Narodowa w Stanach Zjednoczonych. Natomiast tworzenie tego wojska w okresie niepokojów społecznych jest jednoznaczne. Władza demokratyczna, a za taką wciąż się uważa partia Jarosława Kaczyńskiego, powinna być jak przysłowiowa żona cezara – nie wzbudzać wątpliwości. Szczególnie co do jej demokratycznego charakteru. Tworzenie jakichkolwiek sił zbrojnych pod dowództwem polityka musi budzić takie wątpliwości i je budzi.

Zwolennicy partii rządzącej często mawiają, że „PO też tak robiła” i nikt z tego powodu nie rwał sobie włosów z głowy. Poprzednie rządy, nie tylko koalicji PO-PSL, popełniały błędy. Pomijając kwestię ich win i grzechu zaniechania społeczeństwa, czas dostrzec, że obecnie główny problem polega na drastycznie niskim zaufaniu społecznym do aktualnego rządu. I nie sondaże są tu wyznacznikiem ale nastroje społeczne i krzyk polskiej ulicy.

Dodaj komentarz