KOD: sen czy rzeczywistość

Felieton, Społeczeństwo

Miałem sen. Kolejny już. Sen piękny, ale wiele tłumaczący. Tym razem o spiskowej teorii dziejów.

 Jerzy Bednarowicz

Nim sen opiszę, kilka słów tytułem nakreślenia sytuacji. Przez blisko półtora roku oddałem się całkowicie oddolnemu ruchowi społecznemu, który onegdaj nazywał się Komitetem Obrony Demokracji. Przepiękna inicjatywa, którą poparłem sercem i duszą już w następnym dniu jej zaistnienia. Nie dla zaszczytów, nie dla splendoru i nie dla sławy. Dla czego więc? Dla obrony mojej ojczyzny. Przed czym? Przed utratą wolności, przed zmianą ustroju, przed pozbawieniem nas swobód obywatelskich. Przed zapędami do tyrani. Przed zapędami pewnego tchórzliwego człowieka do objęcia władzy absolutnej. Przed zdeptaniem naszej godności przez mściciela, który buduje swój wizerunek na śmierci brata.

Ale ad rem. Sen mara – bóg wiara. Ale jeżeli ten bóg jest przeciwko Tobie, to jednak oprzesz się na śnie właśnie. Dlatego spróbuję go opisać. O ile potrafię.

        Piękny październikowy poranek bodajże ostatniej niedzieli. Wybory do parlamentu. I wyniki, jeszcze szczątkowe ale już przerażające. Na prowadzeniu PiS. Kolejny dzień potwierdza. Wybory wygrało właśnie to ugrupowanie. Samodzielnie. Moje przerażenie znalazło się w wypowiedzi na FB wśród znajomych. I stwierdzenie, nie będzie tak źle. A ja widziałem inaczej. Nie tylko ja, skoro ukazał się manifest i utworzona została strona z nazwą Komitet Obrony Demokracji. I tu zobaczyłem swoją szansę. I tu wpakowałem się bez zastanowienia. I oddałem się całym sobą. I tyle o mnie w tym śnie. Bo dalej może być już tylko gorzej. Prawo i Sprawiedliwość też widziało sprzeciw większości społeczeństwa. Też ma swoich strategów, więc postanowiło z nich skorzystać. Natychmiast, skierowało swoich ludzi do tworzącego się stowarzyszenia. Nie mogli to być zwykli członkowie, więc poleceniem postanowił opanować zarząd. Ten tworząc się, na czele z Mateuszem, nawet nie przypuszczał, że jego większość stanowi agenturę PiS.

Każda chwila, każdy krok znany był posłowi – dyktatorowi, zanim ujrzał światło dzienne. Został więc on sternikiem tego stowarzyszenia. Mój sen pyta, czy państwu są niezbędne dowody?

Zapewne tak. Tylko ja mam je w swoim śnie. Ale przesłanki rzeczywistości zdają się je potwierdzać. Nasze wielkie, potężne manifestacje stale pod kontrolą. Stale z kontrą. Stale z wyzwiskami. Stale bez odzewu. I stale bez obaw. Ustalenia zobowiązują. KOD sterowany przez kretów, nie miał żadnych szans na wywarcie presji na partię uzurpatora. Wszelkie niezadowolenie było dozowane. Nie mogło przekroczyć granic bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa władzy. Gdy chwilowo sterowanie wymknęło się spod kontroli, natychmiastowo zareagowali. Nie dopuszczając do pierwszych wyborów. Przy czynnym przeciwstawieniu się takiej sytuacji znaleziono winnego, wyciągając mu kwity. Tak, Mateusz, może bardzo naiwny, jednak został doskonale wrobiony. Kopano pod nim nie w grudniu, kopano już w lutym. Sama nasuwa się analogia do sprawy przeciw Lepperowi.

Oddźwiękiem jednak odbiło się to na całym Stowarzyszeniu. Organizacja oddolna zaczęła być brutalnie sterowana odgórnie. Pokazały to wybory, odbyte z olbrzymim opóźnieniem, chociaż nie do końca zgodne z linią sterujących. Niby KOD wybrał, tylko kogo? Tych, którzy optowali za podziałem, który faktycznie dokonał się już w styczniu.

A potem ukazał się bóg, który stwierdził: „ Już pierwsza demonstracja powinna eskalować powstaniem. Wy Polacy robicie to często. Dlaczego więc teraz Wasze kierownictwo nie chce do tego dopuścić?  Dlatego, że w Waszym kierownictwie decyzje podejmują politycy rządzącej partii.

Ten sen właśnie uzmysłowił mi, że tak mogło być w rzeczywistości. Że KOD był tworem sterowanym od pierwszego dnia powstania.

Nie piszę jako przegrany, bo dzięki jasnemu spojrzeniu, czuję się wygranym. Dlaczego? Bo nie pozwalam sterować sobą. Bo mam dalej własne zdanie. Zdanie, za które zostałem zawieszony na KOD-owskich stronach. Zdanie, z którym liczą się Ci, co przeciwstawili się strukturom odgórnego zarządzania. Oddolny ruch został zniewolony. Decyzje podejmują tylko szefowie regionów. Szefowie miast już nie mają tego prawa. Prawo mają tylko słuchać i wykonywać. Potrzebny przykład? Proszę. Do koalicji przeciw PiS w wyborach samorządowych nie został desygnowany członek KOD z miasta, ale przewodniczący regionu. Człowiek, który nie zna miasta fizycznie, nie mówiąc o jego problematyce. Ale ma decydować kto będzie zasiadał w ewentualnej Radzie Miasta.

  Ta rzeczywistość tylko potwierdza sen. Sen, którego wolałbym nie mieć. Sen, który wolałby być zapomniany, jak tysiące innych. Sen, który nie pozwoliłby na spiskową teorię dziejów.

Przebudzenie jak zwykle bolesne. Czy taka jest właśnie rzeczywistość? Rzeczywistość w KOD? Wolałbym w to nie wierzyć.

11.07.2017 r.

One thought on “KOD: sen czy rzeczywistość

Dodaj komentarz