Grażyna Olewniczak: Przekonanie o własnej bezgrzeszności

Od kilku dni chcę uporządkować to, co się dzieje. Staram się, ale nie potrafię tego zrobić w sposób zadowalający. Mam wrażenie, że żyję w świecie iluzji. W świecie zmanipulowanym, w taki sposób, by następował kryzys wartości zarówno etycznych jak i moralnych. Postanowiłam sięgnąć do klasyków.

Fot: Facebook

Ksiądz profesor Józef Tischner, dość wyraźnie opisał w „Filozofii dramatu”, że zniknął świat wielowymiarowy jakim był niegdyś, teraz stał się stał się on skrótowy i łatwo przyswajalny, łatwy do powtórzenia, sugestywny, jednowymiarowy. Stał się medialnym spektaklem, przy którym nasze doświadczenia są blade i słabe. Nie przykuwają uwagi. Tworzy się więc w ten sposób sieć uzależnień. Co należy więc zrobić, żeby nasze życie było barwniejsze … Dopasowujemy się do narracji mas … Nie rozróżniając dobra i zła nie oddajemy się prawdzie, bo wtedy, kiedy byśmy się tej prawdzie oddali – nie podlegalibyśmy manipulacji. Bylibyśmy poza zasięgiem panów i mistrzów iluzji.

Kolejna rocznica Powstania Warszawskiego i coraz większy jarmark. To już nie tylko młodzież chodząca w koszulkach imitujących postrzały, to obrazek, który mnie zmroził. Trzech motocyklistów na „wypasionych” motorach, ubranych w „skóry” z opaską, oczywiście, na lewym ramieniu jedzie ulicami Warszawy. Udają Powstańców, ale w tym swoim przebraniu bardziej przypominają SS-manów. To oni nosili opaski na lewym ramieniu tylko z innym „logo”. Za chwilę mija mnie samochód wojskowy pomalowany w barwy ochronne, z rejestracją należącą do wojska i dwoma żołnierzami w środku. Na dachu dwa głośniki, z których słychać pieśni powstańcze. Bardziej przypominało mi to niemieckie „szczekaczki”. O 17-tej ruszył marsz narodowców z flagami, na których w grafice poukrywane zostały symbole nazistowskie. Z pochodniami, racami, dymami. Obrazek jak z filmów dokumentalnych z lat 30-tych. Może nawet podobnie wyglądał marsz przez Warszawę, po jej zdobyciu w 39-tym roku. Iluzja… To nie może być prawdą… Brakowało mi tylko inscenizacji egzekucji na ludności cywilnej… Do tego na Grójeckiej usłyszałam strzał, a za chwilę starszego pana, nieco niechlujnego, który wyszedł zza zaparkowanych przy jezdni samochodów, dzielnie dzierżąc w dłoni pistolet. Nie wiem jaki. Może tylko gazowy? Zadzwoniłam na numer alarmowy i tam przyjęto moje zgłoszenie poważnie. Pan zniknął, ale za chwilę może wyjść ponownie na ulicę i nawet gazowym pistoletem zrobić komuś krzywdę.

Społeczeństwo masowe. Już kiedyś pisałam, że zjawisko to zostało zauważone na początku XX-tego wieku. Żadna nowość, ale to dzięki temu społeczeństwu zaistniał faszyzm. Peter Sloterdijk, niemiecki filozof i kontynuator myśli Nietzschego, opisuje to tak: w pewnym momencie przestały się liczyć idee oświecenia, a stało się to dlatego, że upodmiotowiono masy. Powstała kultura, w której jednostki nie chcą, bądź nie potrafią realizować wyznaczonych przez siebie wartości. Jednostka stała się nijaka, beznamiętna i winszuje sobie bycia pierwszym wynalazcą. W tym społeczeństwie ludzi nijakich jedyną wyrazistą postawą jest pogarda. Kierkegaard określa takiego człowieka masowego mianem „człowieka-egzemplarza”. Jednostki pozbawionej autentyczności i bezrefleksyjnej. Kluczowym jednak słowem wydaje mi się słowo „pogarda”.

Pogarda… Taką wyrazistą postawą wyróżniają się przedstawiciele naszego społeczeństwa. Pogarda dla zdrowego rozsądku, umiaru, myślenia. Pogarda dla autorytetów i historii, wreszcie pogarda dla ludzi. Przykładem takiej pogardy jest słynny już „apel smoleński” dokładany do różnych uroczystości, których celem jest uczczenie ofiar w Poznania ’56, ofiar Radomia ’76, czy niemal wczoraj – ofiar Powstania Warszawskiego. Pogarda nie tylko dla współczesnych, ale i dla tych ofiar tragicznych wydarzeń. Stojąc podczas uroczystości na Cmentarzu Wolskim słuchałam „kompromisu”, czyli „apelu pamięci” i chciało mi się wyć. Nawet nie z powodu prezydenta Lecha Kaczyńskiego dołączonego do „apelu”, ale z powodu innych nazwisk, choćby generała Leopolda Okulickiego, który był dla Powstańców postacią więcej niż dwuznaczną. Nie będę tu wchodzić w analizy historyczne, ale … Pewnie gdyby nie jego ambicje – wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Pogarda rządzących opowiadających o ludziach „gorszego sortu”, o „dobrej zmianie”, o bakteriach i zarazkach przynoszonych przez cudzoziemców… Pogarda, która przenosi się jako wzorzec zachowań. Podszedł do nas pan… Podszedł nie tylko do nas, ale i do profesora Władysława Bartoszewskiego, co prawda tylko na banerze nad naszymi głowami i prawie plując stwierdził, że takie osoby jak my nie powinny stać na „uświęconej ziemi”. Katolik… Pewnie nawet nie Warszawiak… Od takich zachowań kiedyś zaczął się „czas pogardy”. Czas pogardy dla człowieka i dla życia.

Podstawowym dylematem człowieka, według Petera Singera jest wybór pomiędzy życiem etycznym, a życiem według korzyści własnej. Powinniśmy brać odpowiedzialność nie tylko za życie, czy interesy najbliższych, ale i za cały świat, bo przecież w tym świecie żyjemy. Jesteśmy za ten świat odpowiedzialni. Nasze sfaszyzowanie to przekonanie o własnej bezgrzeszności i złu niesionemu jedynie przez innych, przez jakichś obcych, z którymi – właśnie dlatego, że tacy są – należy walczyć, choćby za cenę zdeptania reguł moralności. Czy przypadkiem nie znaleźliśmy się w takich właśnie momencie historii?

Leave a Comment