Cztery tysiące… i co dalej

Publicystyka, Społeczeństwo
Agnieszka Rusocka-Malinowska:

Kobiety, w pewnym sensie, dały się wywieść w pole. Zawsze, kiedy byłam świadkiem lub uczestnikiem dyskusji o aborcji, antykoncepcji, kwestii, czy urodzić chore dziecko etc., słyszałam, że jak można tego oczekiwać, skoro państwo nie pomaga (…). Dziwiło mnie jednak, że nikt nie mówi, że taka kobieta może nie czuć się na siłach, może mieć plany związane z własną osobą (…). Może nie chcieć żegnać się z dzieckiem, z którym była przez dziewięć miesięcy i zastanawiać się, czy ono bardziej cierpi niż ona.

Echa Społeczne - Kasa dla PiSSejm uchwalił ustawę „za życiem”, na podstawie której przyznano jednorazowe świadczenie, w wysokości 4 tys. zł, kobiecie, która urodzi żywe dziecko z upośledzeniem, albo nieuleczalną chorobą zagrażającą życiu. Nieważne, czy uszkodzenia powstały w prenatalnym okresie rozwoju dziecka, czy w czasie porodu. Odrzucono poprawki, zgłoszone do projektu, przez senatorów PO. Tym samym odmówiono pomocy niepełnosprawnym dzieciom, które już żyją w naszym kraju oraz nie zdecydowano się na przedłużenie „ochrony” osobom po ukończeniu 18 lat, jeśli kontynuują naukę.

Echa Społeczne - matka, płacz, nieszczęście, stres, dzieckoPrzepchnięcie ustawy bez konsultacji społecznych, co już jest normą w tym rządzie, oraz odrzucenie poprawek, wskazuje na to, że PiS najwyraźniej toruje sobie drogę do wprowadzenia zakazu aborcji. Tu muszę przyznać, że kobiety, w pewnym sensie, dały się wywieść w pole. Zawsze, kiedy byłam świadkiem lub uczestnikiem dyskusji o aborcji, antykoncepcji, kwestii, czy urodzić chore dziecko, etc., słyszałam, że jak można tego oczekiwać, skoro państwo nie pomaga, a rodzice takich dzieci często są bez środków do życia. Oczywiście, jest to argument. Dziwiło mnie jednak, że nikt nie mówi o tym, że taka kobieta może nie czuć się na siłach wychowywać dziecko, może mieć plany związane z własną osobą, może mieć inne aspiracje Trudno jest też żegnać się z dzieckiem, z którym był się przez dziewięć miesięcy i zastanawiać się, czy ono bardziej cierpi niż ona. Decydując się na dziecko, nawet jeśli ciąża nie była planowana, kobieta zakłada, że będzie mamą do końca życia. Macierzyństwo wytrąca z życia zawodowego, towarzyskiego, ale tylko na jakiś czas. Później, gdy dziecko będzie dorastało, ona stopniowo „wróci do gry”. Na nieco innych zasadach niż przed ciążą, ale wróci. Jeżeli okazuje się, że dziecko będzie wymagało opieki do końca swoich dni, sprawa wygląda zupełnie inaczej. Wiem, że wiele kobiet poświęciło się dla swojego chorego dziecka i chylę przed nimi czoła. Zdecydowanie jest to heroizm, a decyzja taka jest nieodwracalna. Heroizmu jednak nie można żądać, niue można stosować nacisków moralnych, czy prawnych.

Argumenty pokazujące problem od strony kobiety, albo się nie pojawiały, albo były traktowane marginalnie przez obydwie strony sporu. Teraz partia rządząca ma narzędzie do tego, aby kobietom, które nie chcą rodzić chorych dzieci, zatkać buzie. Chciałyście kasy, to ją macie. Jest jeszcze inna strona medalu. Jednorazowe świadczenie, bez względu na jego wysokość – bo ile państwo może w takim przypadku dać? – to kropla w morzu potrzeb. Znajomy napisał na Facebooku: „Lepsze niż 4000 zł jest 0 zł, czyli tak jak jest obecnie… 🙂 Poziom absurdu przekroczony (…).” Przekaz jest jasny – głupie baby, bierzcie co wam dają, bo to i tak więcej niż nic i nie awanturujcie się więcej! Kolega powołuje się na matematykę, z którą – jak słusznie twierdzi – nie da się dyskutować. Co zatem mówi nam „matka wszystkich nauk”, oprócz tego, że 4000 to więcej niż 0? Zakładając, że dziecko przeżyje 20 lat, kwota ta rozkłada się na niecałe 17 zł miesięcznie. Nie brałam pod uwagę czynników gospodarczych, takich jak inflacja. To już wygląda nieco inaczej niż szumne 4 tysiące, prawda? Jednak to wciąż więcej, niż wspomniane „0 zł”. Nic, tylko brać!

Nikt jakoś nie mówi na głos o upokorzeniu kobiety. Masz trochę srebrników i się wypchaj. Nikt nie będzie się zastanawiał czy dasz radę, czy nie. Mam wrażenie, że dzisiejsze kobiety, choć o wiele bardziej przebojowe i nieustępliwe niż ich matki i babki, wciąż noszą w sobie stygmaty, które każą im, za wszelką cenę, dać radę. Każda z nas wie, że pieniądze są ważnym, ale nie jedynym czynnikiem branym pod uwagę przy podjęciu decyzji o urodzeniu chorego dziecka. Dlaczego więc na nich się głównie opieramy, gdy mówimy o problemie? Drogie Panie, może warto zacząć o problemach rozmawiać w taki sposób, w jaki one naprawdę wyglądają? Może czas przestać się bać oskarżeń o egoizm i się z nimi zmierzyć?

Dodaj komentarz